W Lechu Poznań idzie młodość. Czy wraz z nią także jakość?

20-letni Bartosz Bereszyński liderem ataku. 19-letni Szymon Drewniak w środku pola, strzela Wiśle Kraków bramkę. 21-letni Mateusz Możdżeń i 22-letni Aleksandar Tonew na skrzydłach, wreszcie wpuszczony na plac 17-letni debiutant Karol Linetty - Lech Poznań staje się zespołem piłkarzy młodych. Czy stanie się też drużyną w krótkich spodenkach?
Trener Mariusz Rumak ma postawione przez władze klubu kilka celów - jednym z nich jest oczywiście wysoka pozycja w lidze i minimum awans do europejskich pucharów. Drugim jednak, bardzo ważnym celem jest wprowadzanie do gry piłkarzy młodych, najczęściej wychowanków Kolejorza. Jego kierownictwo interesuje to bardzo, gdyż wychowankowie stanowią alibi i alternatywę dla braku transferów, których domagają się kibice. Lech Poznań - delikatnie rzecz ujmując - nie jest w tym względzie rozrzutny i nie zamierza być. Utworzył akademię we Wronkach, kładzie nawierzchnie na nowe boiska boczne przy stadionie przy Bułgarskiej - wszystko po to, by odbudować szkolenie młodzieży, które załamało się w Poznaniu w latach 90. i na początku XXI wieku.

Zdobyć mistrzostwo albo miejsce w pucharach i jednocześnie ogrywać młodzież to trochę jak pogodzić wodę z ogniem. Gwałtowne odmłodzenie drużyny może doprowadzić do jej zapaści, z kolei twarda walka o punkty w każdym meczu uniemożliwia dawanie szans żółtodziobom. Lech Poznań na razie ma sporo szczęścia, gdyż udaje mu się pogodzić jedno i drugie. W tabeli wciąż jest wysoko, utrzymuje kontakt z czołówką i liderem, Legią Warszawa - co ciekawe, głównie dzięki meczom wyjazdowym, gdyż u siebie potyka się dość często. Ustawiony do gry z kontry, zdeterminowany, potrafi szczęśliwie się bronić, jak chociażby w Lubinie czy Krakowie, gdzie wygrywał z Zagłębiem i Wisłą po 1:0. Większość meczów to starcia stykowe i nerwowe, tylko dwukrotnie - w pojedynkach z Ruchem Chorzów i Piastem Gliwice - udało mu się prowadzić na tyle wysoko, by trener Mariusz Rumak mógł spokojnie wprowadzić na boisko piłkarzy młodych bez trwogi o dalsze losy spotkania.

W starciu z Wisłą Kraków było już to trudniejsze. Tutaj w roli suwerena wystąpiła ... sytuacja zdrowotna Kolejorza. Kadra, którą dysponował on od początku rundy jesiennej, wystarczała, by rozgrywać spotkania na jej początku. Gdy przyszły kontuzje i kartki w trakcie rozgrywek, zaczęła się sypać. Przed bardzo ważnym starciem z Wisłą Kraków trener Mariusz Rumak stanął przed koniecznością wystawienia w ataku albo bardzo młodego Bartosza Bereszyńskiego, albo wiekowego już i niezdolnego do gry w całym spotkaniu Piotra Reissa. Wybór był oczywisty, ale wielce ryzykowny. Po meczu, po zwycięstwie można oczywiście mówić, że ryzyko się opłaciło, ale w chwili ogłaszania składów na mecz Wisła-Lech kibice z Poznania drżeli o losy tego pojedynku.

Bardziej zależna od trenera była decyzja w trakcie spotkania, by w 60. minucie, przy niepewnym wciąż wyniku 1:0, wpuścić na murawę nie rutyniarza, ale 17-latka Karola Linettego. Tym razem ryzyko znów się opłaciło. Debiutant zagrał bardzo dobrze, co jednak jest typowe dla debiutów. Wtedy na dużej adrenalinie i podnieceniu niemal każdy młody piłkarz wypada nieźle. Ważniejsze sa kolejne mecze - drugi, piąty, dziesiąty. Zadaniem trenera jest doprowadzić do tego, by i wówczas grał on nieźle. Dodajmy do tego jeszcze Patryka Wolskiego (19 lat), który w niedawnym meczu z Piastem Gliwice zagrał i strzelił nawet gola, a także Tomasza Kędziorę (18 lat), który debiutował w europejskich pucharach. Na swoje szanse czekają inni włączani do osiemnastek meczowych młodzi lechici - Adrian Cierpka (17 lat) czy Jarosław Ratajczak (20 lat). Głębiej w drużynach mlodzieżowych czają się inni, np. uznawany za olbrzymi talent 15-letni Dawid Kownacki czy jego rówieśnicy Maciej Kwasigroch czy Miłosz Kozak, reprezentacji kraju.

Trzeba przyznać, że trener Mariusz Rumak dość odważnie poczyna sobie z młodzieżą Lecha. A jego odwaga nagradzana jest sporym szczęściem. Jak bowiem inaczej nazwać sytuację, gdy najgorszy na boisku podczas meczu z Wisłą Szymon Drewniak, niemal pewniak do zmiany w przerwie, strzela gola i słaby w jego wykonaniu mecz nagle zmienia się w najbardziej dla niego pamiętny, może najważniejszy w karierze?

Szefowie Lecha, bez oglądania meczu z Wisłą Kraków, po samej tylko lekturze wyniku i - co ważne - składu mogą powiedzieć: "Brawo! Świetna robota, panie trenerze!". Dwie pieczenie pięknie się bowiem zarumieniły na jednym ogniu - są trzy punkty w jednym z najtrudniejszych wyjazdów i są spore połacie meczu rozegrane przez graczy stanowiących przyszłość (także finansową klubu). W wypadku Karola Linettego sprawa jest ważniejsza od samego tylko zdobywania doświadczenia, bowiem temu piłkarzowi grozi w każdej chwili porwanie go przez któryś z zachodnim klubów. Belgijski Anderlecht czy niemiecka Borussia Dortmund były już tego bliskie, ale ostatecznie rodzinna decyzja spowodowała, że ten młody chłopak wciąż gra w Lechu. A klub nie musi się zadowolić jedynie skromnym, wynikającym z przepisów ekwiwalentem za jego wyszkolenie, lecz może liczyć na grubszy transfer w przyszłości.

Wgłębienie się w ostatnie mecze pokazuje jednak, że młodzieńcza fantazja nie przekłada się na wysoką jakość. Lech wygrywa mecze, ale przy pewnej dozie szczęścia. Wspaniałej, urzekającej gry nie pokazał wiele - najlepsze w jego wykonaniu było pierwsze 30 minut meczu z Zagłębiem w Lubinie. Tych 30 minut trzyma się trener Mariusz Rumak. - Ten fragment pokazał, że idziemy dobrą drogą i potrzeba cierpliwości, aby jakość gry wzrastała - mówi. Pytany o to, jak daleko jest dziś od zakładanego przez siebie optimum, mówi: "Cztery rundy". To tyle, ile trzeba, by obecna młodzież Lecha została jego trzonem o wysokiej jakości.