Hubert Wołąkiewicz z Lecha Poznań: To jest niewiarygodne! Do kościoła chyba pójdę!

- Trzy razy dostałem cios w to samo miejsce, w tę samą nogę. Nie wiem już, co mam powiedzieć. Jakiego ja mam pecha, no! - martwił się po meczu z Zagłębiem Lubin obrońca Kolejorza Hubert Wołąkiewicz, który opuścił boisko z kontuzją.
Hubert Wołąkiewicz opuścił murawę już pod koniec meczu, gdy lechici toczyli heroiczny bój o utrzymanie prowadzenia 1:0 . Grali bowiem w dziesiątkę po czerwonej kartce Kebby Ceesaya. Już wtedy nas prawą obronę musiał zejść Vojo Ubiparip. Chwilę potem z boiska z kontuzję zszedł Hubert Wołąkiewicz, zamieniony w tej sytuacji na lewej obronie przez Jakuba Wilka.

Po meczu kontuzjowany lechita rozkładał ręce: - Trzy razy oberwałem w to samo miejsce, w tę samą nogę. Najpierw kopnął mnie Paweł Widanow z Zagłębia, później Robert Jeż, wreszcie na końcu sam źle stanąłem na tej nodze i skręciłem ją do końca. Nie mogłem kontynuować gry - wyjaśniał zrozpaczony. - To jest po prostu niewiarygodne, bo znowu obrywam w tę samą nogę! Jakiego ja mam pecha! Do kościoła chyba pójdę, nie wiem już co mam robić... - dodał piłkarz, ciągle nękany kontuzjami.

W meczu z Zagłębiem Lubin lechita zagrał na lewej obronie, gdyż zabrakło nominalnego lewego obrońcy Luisa Henriqueza - nie był gotów do gry po długiej i męczącej podróży z eliminacji mistrzostw świata na Kubie. - Gra na tej pozycji nie była dla mnie nowością - stwierdził. - Grywałem już tak w barwach Lechii Gdańsk.

Hubert Wołąkiewicz w meczu w Lubinie stanął też przed wielką szansą na zdobycie gola przy stanie 1:0 - uderzał wtedy z pola karnego, ale Michał Gliwa obronił. - To znowu mój pech. Czekam na tego gola i czekam, nie wykorzystałem okazji. Podczas meczu z Legią Warszawa też miałem szansę i nie wpadło - mówił lechita.

Tu można obejrzeć tę sytuację

JAK OCENIASZ GRĘ LECHA W LUBINIE?

Więcej o: