Lech Poznań - HSV Hamburg 2:1 na pożegnanie Artjomsa Rudnevsa

Setki kibiców Lecha Poznań mają od środy autograf Artjomsa Rudnevsa. Łotewski gwiazdor rozdawał je w czasie, gdy jego nowi koledzy z HSV Hamburg grali z ?Kolejorzem? w specjalnym, pożegnalnym meczu.
HSV Hamburg przyjechał do Poznania w rozliczeniu za transfer Artjomsa Rudnevsa z Lecha do niemieckiego klubu. Organizacja sparingu z ekipą z Bundesligi miała być dla Lecha szansą na zarobienie paru groszy - tak jak choćby ponad rok temu, gdy w rozliczeniu za transfer Roberta Lewandowskiego sparing na Bułgarskiej rozegrała Borussia Dortmund.

Wtedy to było prawdziwe święto piłki. 40 tysięcy ludzi na trybunach obejrzało co prawda słaby mecz, ale na boisku mierzyli się mistrzowie krajów, w dodatku w zespole mistrza Niemiec grało trzech reprezentantów Polski.

Tym razem - niestety - takich atrakcji na boisku nie było. Hamburczycy, mimo wcześniejszych zapowiedzi przysłania najsilniejszego składu, w którym największą gwiazdą jest Holender Rafael van der Vaart, przyjechali naszpikowani graczami z... głębokich rezerw. Kibice mogli kojarzyć tylko nazwiska Czecha Petra Jiracka, który pognębił reprezentację Polski w meczu Euro 2012, oraz Jeffreya Brumę, brata Marciano, który grał w Lechu. No i oczywiście głównego bohatera meczu, Artjomsa Rudnevsa.

Lech mógł się poczuć jak... HSV w sierpniu, gdy na 125-lecie do Hamburga sprowadzono FC Barcelonę. Katalończycy wystawili wówczas skład złożony z młokosów, a reklamujący mecz na plakatach rozwieszonych w całym mieście Leo Messi przyjechał tylko dlatego, że tak skonstruowana była umowa. Nie zagrał z powodu kontuzji.

Środowego wieczoru wszystko na Bułgarskiej było ciekawsze od samego meczu - nudnego, pozbawionego walki i ciekawych akcji. Wszyscy zadbali o to, by właściwie uhonorować bohatera spotkania. Prezes Lecha przed meczem wręczył mu specjalną koszulkę, na której wcześniej podpisali się kibice "Kolejorza". Trener gości Thorsten Fink zdjął go z boiska już na samym początku drugiej połowy, a kibice urządzili Rudnevsowi owację na stojąco. Łotysz najpierw przybił piątki nowym, a potem starym kolegom. Otarł pot z czoła i udał się na pielgrzymkę wzdłuż trybun. Na wysokości "kotła" rzucił kibicom dres i kilkanaście minut stał w miejscu rozdając autografy. Goście w tym czasie prowadzili już 1:0 - Markus Berg wykorzystał jedną z czterech przed przerwą wyśmienitych sytuacji do strzelenia gola. Dwie z nich zmarnował Rudnevs...

Gdy Łotysz rozdawał autografy, piłkarze Lecha robili, co mogli, by w tym okolicznościowym meczu nie przegrać. Dużo dobrego w ich poczynania wniósł młody Karol Linetty, który wciąż czeka na debiut w pierwszym zespole. Młodzieżowy reprezentant Polski nie bał się brać ciężaru gry na siebie, często podawał z pierwszej piłki i - co ważne - czynił to celnie. Gole dla Lecha strzelali jednak inni gracze - najpierw Ivan Djurdjević, a potem Jakub Wilk.

A Rudnevs cały czas rozdawał autografy - gdy Lech wychodził na prowadzenie, był przy czwartej trybunie.

Czy mecze towarzyskie mają jakiś sens? Podyskutuj na facebooku POZNAN.SPORT.PL!