Kiedy Polska osądzi Piotra Reissa? [OPINIA]

Nie wiem, czy Piotr Reiss jest winny korupcji w futbolu, czy też nie. Nie wiem, czy handlował meczami Lecha Poznań ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki i Górnikiem Polkowice. Wiem za to, że państwo, które od prawie czterech lat nie umie go w tej sprawie osądzić, kompromituje się - pisze w komentarzu Marcin Wesołek, dziennikarz serwisu Poznań.sport.pl
W poniedziałkowym dodatku sportowym do "Gazety Wyborczej" mój kolega z Wrocławia Artur Brzozowski zapytał kandydatów na prezesa PZPN, czy nie przeszkadza im obecność oskarżonego o korupcję Piotra Reissa w składzie Lecha Poznań. Okazało się, że nie przeszkadza. Wydźwięk materiału jest jednoznaczny - Reiss to łapówkarz (świadczą o tym chociażby cytowane kilka stron dalej fragmenty obciążających go przesłuchań), kontakty z nim czynią człowieka niehonorowym, a kandydaci na prezesa PZPN na problem korupcji patrzą przez palce.

Nie wiem, czy Piotr Reiss jest winny, czy też nie. Nie wiem, czy handlował meczami ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki i Górnikiem Polkowice. Wiem za to, że państwo, które od prawie czterech lat nie umie go w tej sprawie osądzić, kompromituje się. Prokuratorzy suflują zaprzyjaźnionym dziennikarzom teksty o tym, że śledztwo jest "rozwojowe", zeznania "porażające", a dowody "mocne". Skoro tak, to dlaczego nie zapada w końcu wyrok?!

Były kapitan Lecha staje się symbolem unurzania polskiego futbolu w korupcyjnym bagnie. Ciekaw jestem, dlaczego właśnie on. W Koronie Kielce z powodzeniem większym niż ostatnio Reiss w Lechu gra Kamil Kuzera, skazany - podkreślam: skazany! - na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu za piłkarskie łapówkarstwo. Ze skazującym wyrokiem sądu piłkę w Jagiellonii Białystok kopie Rafał Grzyb, a gwiazdą reprezentacji Polski jest Łukasz Piszczek. Jego wyrok - rok więzienia w zawieszeniu. Tylko w jego przypadku przez ogólnopolskie media przetoczyła się dyskusja o tym, czy gracz Borussii Dortmund powinien grać z orzełkiem na piersi. Wnioski z niej były - takie odnoszę wrażenie - mniej jednoznaczne niż w przypadku gracza Lecha. Może zadziałała zasada "rok - nie wyrok"?

Większość kibiców Lecha pamięta zatrzymanie kapitana zespołu prawie cztery lata temu, jego podróż do wrocławskiej prokuratury, zdjęcia na policyjnym krześle z elektrycznym czajnikiem w tle. Piotr Reiss stracił wówczas twarz i nazwisko - media długo ignorowały jego prośbę o to, by nie tytułować go Piotrem R. Miał wtedy 36 lat, wydawało się, że jest u schyłku kariery. Klub zrobił wówczas to, co należało - zawiesił gracza i czekał na wyjaśnienie sprawy. W sytuacji, gdy od zatrzymania minęły prawie cztery lata, a wyroku, jak nie było, tak nie ma - można stracić cierpliwość. Stracił ją zarówno Lech, jak i Reiss. Potrzebujący marketingowego magnesu dla kibiców klub zatrudnił wiekowego piłkarza, któremu prokuratorski akt oskarżenia nie odebrał w Poznaniu statusu legendy. I dał mu szansę na to, by godnie pożegnać się z kibicami.

Kandydaci na prezesa PZPN mówią, że z oceną sprawy Piotra Reissa czekają na wyrok sądu. Ja też czekam.

Co myślicie o sprawie Piotra Reissa? Podyskutujcie na facebooku POZNAN.SPORT.PL