Sport.pl

Mateusz Możdżeń: Wygrywamy po beznadziejnej grze, remisujemy po dobrej

- Czy jesteśmy rozczarowani wynikiem meczu z Pogonią Szczecin? Krótko mówiąc: tak. To jakiś paradoks, że wygrywamy w Bełchatowie po beznadziejnej grze, a tylko remisujemy u siebie z Pogonią po grze dobrej - mówił Mateusz Możdżeń z Lecha Poznan po 1:1 w meczu ze szczecińskim zespołem.
- Dla mnie sprawa jest jasna: bardziej straciliśmy dwa punkty niż zdobyliśmy jeden - mówił Mateusz Możdżeń, bardzo zmęczony po meczu z Pogonią Szczecin. - Faktycznie, trochę zdrowia trzeba było na boisku zostawić - przyznał.

Jak przypomniał, kiedyś miał już okazję grać w jednej drużynie z Piotrem Reissem - było to przed 2009 rokiem, w Pucharze Ekstraklasy. - Teraz niewiele brakowało, a Piotr Reiss byłby moim asystentem, bo po jego podaniu miałem dobrą okazję bramkową. Wystarczyło lepiej uderzyć - stwierdził. - Widać u niego inteligencję i doświadczenie, tego się nie traci z wiekiem.

Tutaj ta sytuacja po dograniu Piotra Reissa

Piłkarz nie jest zły na kolegów za zmarnowane okazje w meczu z Pogonią Szczecin. - Nie mogę być zły, bo i ja czasem psuję okazję - uzasadnił. - Raczej należy wyciągać wnioski, a nie być złym, bo złość nic nie daje. Owszem, po zmarnowanej przez Bartosza Ślusarskiego okazji było trochę rozgoryczenia, ale jedynie przez chwilę po tej sytuacji. Potem graliśmy już dalej i nie wracaliśmy do tego myślami.

Mateusz Możdżeń przyznał, że pod koniec meczu wrzawa na widowni pchała Lecha do natarcia. - Nie zawsze jest to dobre, bo niekiedy publika wymusza zagrania nieuzasadnione taktycznie. Kiedy jednak kibice dopingują, prze się do przodu - mówił.

DYSKUSJA O MECZU LECH - POGOŃ - U NAS NA FACEBOOKU

Więcej o: