Władze miasta wmawiały nam, że mamy stadion wielofunkcyjny

Nie zamierzamy organizować na stadionie imprez, do których będziemy musieli dopłacać - mówią przedstawiciele operatora Stadionu Miejskiego i trudno im się dziwić. Miasto oddało w dzierżawę stadion prywatnej firmie, której oczywistym celem jest zysk.
Problem leży gdzie indziej - w tym mianowicie, że przez lata władze miasta, na czele z prezydentem Ryszardem Grobelnym, wmawiały nam, że na Bułgarskiej powstaje obiekt wielofunkcyjny, idealne miejsce do organizowania koncertów i imprez innych niż mecz piłkarski. Ba, mamiono nas wizją zysków, jakie można zarabiać na goszczeniu wielkich gwiazd estrady. Tymczasem to wszystko bujdy - gwiazd zdolnych wypełnić 40-tysięczną widownię jest najwyżej kilkanaście na świecie, a Polska już nie jest infrastrukturalną pustynią - Poznań musi o ewentualny koncert walczyć z operatorami dwóch stadionów w Warszawie, hali i stadionu w Trójmieście, hali w Łodzi oraz stadionów we Wrocławiu i Krakowie. Najważniejsze jest jednak to, że Polacy są w swojej masie zbyt biedni, by lekką ręką wydać 200 czy 300 zł na bilet na koncert. Lech jako operator nie chce dopłacać kilku milionów złotych do koncertu wielkiej gwiazdy, sponsora w dzisiejszych czasach trudno znaleźć, a kasa miejska świeci pustkami. I tego akurat nie zmieni nic - ani inny operator (a przypominam, że innych chętnych niż Lech nie było), ani miejskie Poznańskie Ośrodki Sportu i Rekreacji raczej też nie zapłaciłyby za to, żebyśmy mogli pobawić się na koncercie U2 czy Shakiry.

To, dlaczego wprowadzano poznaniaków w błąd, jest oczywiste - chodziło o to, by wydanie grubo ponad 700 mln zł uzasadnić nie tylko organizacją Euro 2012, ale też wizją późniejszego wykorzystania stadionu. Prezydent Grobelny będzie się musiał przed najbliższymi wyborami nagimnastykować, by wytłumaczyć poznaniakom, że wybudowany w trudnych czasach za ich pieniądze stadion służy tylko kibicom. Bo przecież miało być inaczej.

PODYSKUTUJMY O TYM NA FACEBOOKU

Stadion w Poznaniu: