Lech Poznań mógł zagrać z FC Barceloną, ale nie chciał zapłacić

- FC Barcelona i Manchester United wysłały do nas oferty przyjazdu na mecz towarzyski. Po usłyszeniu ceny, odmówiliśmy - mówi prezes Lecha Poznań Karol Klimczak. Poznański klub policzył, że do takiego spotkania musiałby dużo dopłacić.
Wielkie światowe kluby od lat swoje budżety uzupełniają, rozgrywając mecze towarzyskie w rozmaitych zakątkach globu. W ten sposób nie tylko zarabiają, ale i promują własną markę. Najbardziej popularnym rynkiem takich wyjazdów jest Azja - zarówno bajecznie bogaty Bliski Wschód i kraje Zatoki Perskiej, ale także Japonia, Malezja czy Chiny. Mecze z udziałem największych futbolowych firm - choć towarzyskie - budzą tam ogromne zainteresowanie i są wielkimi wydarzeniami. Nic nie dzieje się jednak za darmo. Wielkie kluby każą sobie słono płacić za możliwość zmierzenia się z nimi.

- Również dostaliśmy oferty rozegrania takich spotkań na naszym stadionie. Przysłały je m.in. FC Barcelona i Manchester United - zdradza prezes Lecha Poznań Karol Klimczak. - Bez wątpienia byłoby to wielkie święto futbolu na Bułgarskiej - dodaje.

Lech, gdy tylko zapoznał się z finansowymi warunkami rozegrania takiego meczu, grzecznie odmówił. Za mecz z Barceloną trzeba było zapłacić ok. 2 mln euro, dorzucając do tego koszty przelotu i pobytu katalońskiego zespołu. Poznański klub uznał, że wpływy z biletów pokryłyby zaledwie połowę kosztów organizacji takiego meczu. Gdyby Lech chciał wyjść na zero, bilet musiałby kosztować średnio powyżej 200 zł. W czasach, gdy wielu poznaniaków ogranicza swoje wydatki, zapełnienie stadionu przy takiej cenie wejściówki było nierealne. A tylko pełny stadion przy tej cenie zapewniał wpływy na poziomie ok. 2 mln euro.

Rok temu FC Barcelona zagrała na stulecie powstania chorwackiego klubu Hajduk Split. Na stadionie Poljud pojawiło się 35 tys. widzów, których nie odstraszyła cena biletów - najtańszy kosztował 650 kun, czyli ok. 350 zł! Tego lata "Barca" grała też w Hamburgu z HSV, a największym sportowym wydarzeniem w Maroku było pojawienie się Katalończyków na meczu z Raja Casablanca. Prawie 50 tys. widzów obejrzało pogrom 0:8, ale w kraju, gdzie niemal każdy jest fanem Barcelony bądź Realu Madryt, pojawienie się jednego z tych klubów było warte każdych pieniędzy. W każdym przypadku stawka Katalończyków była ta sama - 2 mln euro.

Lech ma w zwyczaju organizować na własnym stadionie sparingi przynoszące mu dochód, ale do tej pory związane są one z transferami piłkarzy. Wiosną 2011 r. w Poznaniu grała Borussia Dortmund, 3 października zmierzy się z HSV. Te mecze są efektem sprzedaży odpowiednio Roberta Lewandowskiego i Artjomsa Rudnevsa. Za przyjazd niemieckich klubów Lech nie musi już płacić.