Lech Poznań mówi, że plan był inny: Piotr Reiss miał przyjść po napastniku

Nie udało się Lechowi Poznań sprowadzić przed zamknięciem okna transferowego Abioli Daudy, o którego pozyskanie starał się w Szwecji. A właśnie taki był plan: najpierw miał być podpisany kontrakt z nowym napastnikiem, a na koniec - z Piotrem Reissem.
Tak tłumaczy fakt podpisania kontraktu z Piotrem Reissem członek zarządu Lecha Piotr Rutkowski. - Planowaliśmy transfer napastnika, do czego ostatecznie nie doszło. Jest jednak wielkie prawdopodobieństwo, że ten napastnik przyjdzie do nas w styczniu - mówił.

Nieoficjalnie wiadomo, że chodzi o Nigeryjczyka Abiolę Daudę, który gra w Kalmar FF. Piotr Rutkowski jednak tego nazwiska nie potwierdza, a trener Mariusz Rumak nie zamierza dzielić się swoimi obserwacjami, jakie poczynił w ostatni weekend w Szwecji. - Proszę mi nie mieć za złe, że ucinam rozmowy na ten temat, ale w ramach mojej pracy często jeżdżę na takie obserwacje. Tego lata byłem na takich obserwacjach 5 czy 6 razy i żaden z tych piłkarzy do nas nie trafił. A kiedy się wspomni o tym, że dokądś pojechałem, nakręca się od razu wielka spirala - tłumaczy.

Abiola Dauda ani żaden inny napastnik z listy Kolejorza do klubu nie trafi, a podpisanie kontraktu z Piotrem Reissem w ostatnim dniu okna transferowego wygląda tak, jakby przyszedł on w ich miejsce. Lech Poznań deklaruje jednak, że nie jest. - Pomysł jego sprowadzenia powstał dwa czy trzy miesiące temu. Planowaliśmy z zarządem najpierw sprowadzić napastnika i dopiero później wprowadzić Piotra do szatni - tłumaczy trener Lecha. - Piotr Reiss jest bowiem zawodnikiem, który nie wpisuje się w strategię transferową naszego klubu. Staramy się zatrudniać młodych, szybkich zawodników, graczy perspektywicznych. Piotr Reiss jest jednak dla nas bardzo przydatny, mimo tego, że się w tą strategię nie wpisuje. Poza tym jest legendą i zostawił dotąd w Lechu wiele zdrowia i zapału- mówi szkoleniowiec.