Lech Poznań odpadł, bo upływ krwi był zbyt duży

Naiwnością było sądzić, że straty, które poniósł Lech Poznań w letnim oknie transferowym, gdy opuściło go aż sześciu graczy, nie odbiją się na wynikach. Odbiły się w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Europejskiej - pisze Radosław Nawrot w ?Gazecie Wyborczej?
POZNAN.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUBCIE NAS, WIARA!

- Jeśli porównałbym Lecha Poznań, w którym ja grałem w 2009 roku, i obecnego, to powiem, że różnica jest drastyczna. Dziś to znacznie słabsza drużyna - mówi chorwacki bramkarz AIK Solna Ivan Turina , który grał w "Kolejorzu" trzy lata temu.

W prasowym komentarzach często piszemy o tym, że Lech, zamiast być coraz silniejszy, słabnie. Nawet my jednak nie użyliśmy takiego określenia jak deklarujący przecież sympatię wobec dawnego klubu Ivan Turina, który nazywa różnicę między Lechem Poznań AD 2009 a obecnym "przepaścią".

Pewnie dlatego, że obserwując Lecha na co dzień, przywykliśmy stopniowo do obniżki jego poziomu, która w Poznaniu nazywana jest w przeróżny sposób. A to "odmłodzeniem składu", a to "pozbyciem się graczy wypalonych, bez głodu sukcesów", wreszcie "kryzysem i koniecznością oszczędzania".

Fakty są takie, że Lech Poznań zadowolony - co widać po poczynaniach na rynku transferowym - ze swojej siły ofensywnej i stanu posiadania napastników, na decydujący bój ze Szwedami z AIK Solna wyszedł bez... któregokolwiek z nich. Pewnie po to, żeby zaskoczyć rywali, ale niechcący także po to, by zaskoczyć samego siebie, że tak będzie lepiej. Wszak gdy na poznan.sport.pl poinformowaliśmy tuż przed meczem z AIK Solna , że trener Mariusz Rumak zamierza rozpocząć mecz bez nominalnego napastnika, od razu pojawiły się ironiczne komentarze, iż przecież bez napastnika to Lech gra już od dwóch miesięcy.

A skoro brakuje specjalistów, to za napastniczą robotę zabrać się może każdy. Teraz zatem, po meczu, można siedzieć z ołówkiem nad kartką i rozrysowywać ustawienie "Kolejorza" w meczu z AIK, by wykazać, że nie tyle grał on bez napastnika, co że raczej napastnikami byli wszyscy, którzy mieli na to ochotę. Tak, by Lech nie był zależny od skuteczności jednego gracza pokroju Artjomsa Rudnevsa czy Roberta Lewandowskiego.

Sęk w tym, że dziś w "Kolejorzu" brakuje właśnie graczy takiego pokroju. Lech pozbył się tego lata nie tylko Artjomsa Rudnevsa, ale i Semira Stilicia, Siergieja Kriwca, Dimitrije Injaca, Marcina Kikuta, Grzegorza Wojtkowiaka... Dopiero gdy wymieni się te nazwiska jednym ciągiem, można zdać sobie sprawę z tego, jak wiele krwi dał sobie utoczyć. Jak również to, że naiwnością byłoby sądzić, że takie ubytki nie odbiją się na wynikach.

Odbiły się, bo o porażce ze Szwedami można różnie mówić, ale na pewno nie można jej nazwać ani pechową, ani przypadkową. Trzech bramek w pół godziny nie traci się ani pechowo, ani przypadkiem. AIK Solna to rzeczywiście zespół dość przeciętny jak na Europę. Wystarczająco silny jednak, by swą ułożoną, szczególnie w defensywie, grą, nowoczesną obroną, skuteczną taktyką i umiejętnościami poszczególnych graczy wyeliminować Lecha.

A ten o nową jakość musi dopiero walczyć. Począwszy od niedzieli i występu w Pucharze Polski z Olimpią Grudziądz, rozpoczyna się kolejna batalia "Kolejorza", której celem za rok będą właśnie takie kolejne mecze ze Szwedami (czy kimkolwiek innym), jakie skończyły się teraz. I o tych meczach oraz o tym, jaka będzie drużyna, która za rok może weźmie w nich udział, warto zacząć myśleć już teraz. Ani dnia później.