Sport.pl

Gergo Lovrencsics: Taktyka bez napastnika była interesująca

- Pokazaliśmy się z dobrej strony i gdyby nie 0:3 w Szwecji, gralibyśmy po takim meczu, jak ten w Poznaniu, w kolejnej rundzie - mówił węgierski skrzydłowy Lecha Poznań Gergo Lovrencsics. Kolejorz zagrał początkowo przeciwko AIK Solna bez nominalnego napastnika.
POZNAN.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUBCIE NAS, WIARA!

Dopiero w trakcie meczu, na skutek zmian dokonanych przez trenera Mariusza Rumaka na plac weszli napastnicy - Vojo Ubiparip i Bartosz Bereszyński. W ogóle nie pojawił się Bartosz Ślusarski i od pierwszej minuty Lech grał bez nominalnego napastnika. Atak tworzyli skrzydłowi - Gergo Lovrencsics i Aleksandar Tonew.

- To była bardzo interesująca taktyka, wielkie urozmaicenie - przyznaje węgierski piłkarz Kolejorza. - A to dlatego, że nikt z nas nie grał na jednej pozycji. Mieliśmy ciągłą wymienność. Ja zacząłem jako środkowy pomocnik, potem po wskazówkach trenera przeszedłem na prawą stronę, zmieniałem się z Aleksem Tonewem i Mateuszem Możdżeniem. Już trenowaliśmy to wcześniej i robiliśmy takie rzeczy na boisku, teraz zastosowaliśmy w praktyce.

- Szkoda straconej szansy, bo gdyby nie ta wpadka w Szwecji, to poradzilibyśmy sobie w Poznaniu. Walczyliśmy dzielnie, od 17. minuty mecz był nasz - mówił Gergo Lovrencsics o spotkaniu z AIK Solna. - Nie udało się jednak awansować, choć dla mnie gra w pucharach byłą wielkim wyzwaniem i przeżyciem. Grałem w nich po raz pierwszy, w ogóle pierwszy raz zetknąłem się z takim klubem jak Lech i taką widownią. Gdy wyszedłem na pierwszy mecz z Kazachami i zobaczyłem te 25 tysięcy ludzi na widowni, aż mnie zamurowało. U mnie, na Węgrzech taka frekwencja nie wchodziła w grę. W Papa, gdzie grałem, na mecze przychodziło po tysiąc, półtora tysiąca widzów. Nie to co tu...To jest coś niezwykłego.

- Teraz pozostaje się nam skupić na kolejnym celu, którym jest Puchar Polski. Przed nami pierwsza stacja i pojedynek z mniejszym klubem. Takie mecze są ryzykowne, poza tym nasz zespół jest po rywalizacji ze Szwedami bardzo zmęczony. Ja sam ledwo żyję - mówił Węgier.

Więcej o: