Lech Poznań wygrał, ale za mało. 1:0 to koniec przygody w Europie

Lech Poznań musiał odrobić trzybramkową stratę z pierwszego meczu w Szwecji, gdy uległ AIK Solna 0:3. Odrobił tylko jednego gola i po ambitnej, ale nie dość skutecznej grze odpadł z rozgrywek europejskich wcześniej niż zakładał.
Po pierwszym meczu Lech Poznań był w bardzo trudnej sytuacji. Musiał odrobić trzybramkową stratę z Rasundy i to na dodatek w boju ze Szwedami. A jeśli jakaś piłkarska nacja nie leży Kolejorzowi bardziej niż oni, to chyba tylko... Rosjanie. Wszystkie dotychczasowe pojedynki Lecha ze szwedzkimi klubami - czy to w europejskich pucharach czy Pucharze Intertoto - kończyły się przykrymi i wysokimi porażkami. Na Rasundzie nie było inaczej...

A jednak Luis Henriquez przed meczem zapowiadał, że lechici chcą zmienić historię, a trener Mariusz Rumak zapewniał, że zapowiedzi strzelenia Skandynawom trzech, czterech bramek nie są czcze. Co innego jednak dobre i wojownicze chęci, a co innego możliwości, jakie daje rywal. AIK to zespół niezły, poukładany zwłaszcza w tyłach, z kapitalnymi obrońcami jakimi są Nicklas Backman, Nils-Eric Johansson, a już zwłaszcza Per Karlsson. Potrafił założyć skuteczny pressing o wiele lepiej niż Lech, którego zmuszał do wdawania się z nim w piłkarskie utarczki w środku pola, nierzadko w powietrzu. A taka lekka kopaninka dla AIK była tym, co rozbijało i spowalniało natarcie gospodarzy.

Lech ambitnie ruszył, ale wdarcie się w pole karne Szwedów nie było łatwe. Jednakże szybkiemu Węgrowi Gergo Lovrencsicsowi dwukrotnie przed przerwą się to udało. Raz - nieco przypadkiem, gdy wywrócił się Nicklas Backman. Węgier znalazł się nieoczekiwanie z piłką sam przed dobrze znanym w Poznaniu bramkarzem Ivanem Turiną i zmarnował tę okazję.

Mateusz Możdżeń z kolei pod koniec pierwszej połowy był dwa metry od bramki szwedzkiej, ale odwrócony do niej tyłem. To była sytuacja symboliczna dla meczu - lechita był tak blisko siatki Szwedów, w której mógł za chwilę załopotać jego połów, a jednocześnie ... tak daleko od celu.

Trener Mariusz Rumak poszedł w tym meczu tropem Hiszpanów. Klasycznego napastnika uznał za przeżytek, zwłaszcza takiego napastnika jak Bartosz Ślusarski. Posadził go na ławie i - choć wygląda to na absurd - ruszył do odrabiania pokaźnych strat bez gracza na tej pozycji. Pozornie jednak, podobnie jak i pozornie był to absurd. Raczej paradoks, bo dzięki takiemu ustawieniu Lech zyskiwał większe pole do natarcia i większy rozmach. I z tym rozmachem jednak goście z Północy sobie radzili. Byli aktywni w obronie już na środku pola, albo połowie Lecha. Przesuwali się, dobiegali na czas do poznaniaków. Po prostu nowocześnie bronili. Zostawiali Lechowi bardzo mało miejsca, sami mieli go w bród, gdy odbierali piłkę.

Zagrali z lekko zmodyfikowanym ustawieniem. Legenda klubu AIK, doświadczony Daniel Tjernström - ważna cegła rasundzkiej wiktorii - usiadł na ławce. W pole wyszedł brodaty Helgi Danielsson, prawdziwy topór z Islandii, gracz o bezpardonowym podejściu do futbolu. Na lewym skrzydle biegał znó Ugandyjczyk Martin Kayongo-Mutumba, bohater meczu w Solnie, gdzie wszystkie gole zapoczątkowane były jego akcjami. Tym razem ten dynamiczny rajder jednak został przez Lecha skutecznie zastopowany. A zająć się nim miał nowy nabytek Kolejorza Gambijczyk Kebba Ceesay, pozyskany właśnie z ligi szwedzkiej, na dodatek z wielkiego antagonisty AIK ze Sztokholmu - klubu Djurgaardens. Kibice Lecha, którzy na mecz nie przyszli tak licznie jak na poprzednie euro(azjatyckie) potyczki z Żetysu Tałykorgan i Chazarem Lenkoran, mogli go oglądać po raz pierwszy. Ceesay grał poprawnie. Zapowiedzi trenera AIK Andreasa Alma, że w Szwecji Martin Kayongo-Mutumba "radził sobie z nim z powodzeniem" nie znalazły odbicia na Bułgarskiej. W afrykańskim pojedynku Ugandyjczyk miał problemy. Groźniejsze rajdy lewą stroną niż on przeprowadził napastnik AIK Viktor Lundberg. To on i strzelający z dystansu Kostarykańczyk Celso Borges najbardziej zagrozili bramce Jasmina Buricia. Dodajmy, że Celso Borges strzelił gola na Rasundzie, a gdy poprzednio grał z Lechem w barwach norweskiego Fredrikstad FK w 2009 roku, także wpisał się na listę strzelców.

Minutę i dziesięć sekund po wznowieniu gry w drugiej połowy był o krok, właściwie o piętę od kolejnej bramki. Bezskutecznie próbował bowiem wbić piłkę do bramki właśnie piętą z zaledwie... trzech metrów. Mecz zaczął wyglądać na Rasunda wersja 2.0, więc trener Rumak wpuścił na plac ofensywne posiłki - Vojo Ubiparipa i młodego Bartosza Bereszyńskiego, w którego ostatnio mocno wierzy. Momentami wychodziła z tego gra ustawieniem ... 1-3-3-4, bo jeszcze Kebba Ceesay biegał do przodu.

Na gola trzeba było jednak poczekać dłużej niż na Rasundzie, do 72. minuty. Mateusz Możdżeń próbował dwa razy, ale Szwedzi go blokowali. Za trzecim razem trafił - z daleka, przepięknie, z nadzieją na szczęśliwy koniec meczu.

Lech Poznań - AIK Solna 1:0 (0:0)

Bramka: 1:0 Możdżeń (72.)

LECH: Burić - Ceesay, Arboleda, Wołąkiewicz, Henriquez - Trałka (60. Bereszyński), Murawski - Możdżeń, Drewniak, Tonew (61. Ubiparip Ż) - Lovrencsics (85. Wilk)

AIK: Turina Ż - Lorentzson, Karlsson, Backman, Johansson - Atakora, Ahman-Persson Ż, Danielsson, Kayongo-Mutumba (81. Tjernström) - Lundberg (73. Karikari Ż), Borges

Sędzia: Libor Kovarik (Czechy)

Widzów 18 tys.

POZNAN.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUBCIE NAS, WIARA!