Lech Poznań dokona niemożliwego? 0:3 do odrobienia

Z Kebbą Ceesayem, pozyskanym właśnie z ligi szwedzkiej, Lech Poznań spróbuje odrobić stratę 0:3 z pierwszego meczu z AIK Solna w III rundzie eliminacji Ligi Europejskiej. Początek w czwartek o godz. 20.
Wynik 3:0, który przytrafił się lechitom w Szwecji, w pucharowej rywalizacji nie jest rzadkością. W całej historii europejskich pucharów było blisko pół tysiąca takich przypadków, gdy zespół musiał odrabiać stratę 0:3 z wyjazdowego meczu. Udało się tylko 27 zespołom, ale żadnemu polskiemu.

- Chcemy zmienić historię - mówi obrońca Lecha Poznań Luis Henriquez. Na przedmeczowej konferencji prasowej wyglądał na wyjątkowo pewnego siebie, jakby to jego drużyna wygrała tydzień temu 3:0. - To tylko trzy bramki - przekonuje Panamczyk. - Ludzie myślą, że to dużo, ale my jesteśmy zawodnikami, możemy wyjść na boisko i wszystko odwrócić. To jest trudne, ale nie niemożliwe - podkreśla.

Trener Mariusz Rumak nie mówi tego wprost, ale widać, że jest dumny z tego, co i jak mówi jego zawodnik. To dowód na to, że cała ta psychologiczna praca, którą prowadzi z zespołem, nie poszła na marne. - Czy zespół wierzy w awans? - odpowiada pytaniem na pytanie poznański szkoleniowiec. - Luis przekazał głos szatni. Mogliście się przekonać, czy zespół rozpamiętuje porażkę, czy pała chęcią rewanżu, czy wierzy w awans.

Przed dzisiejszym wieczorem można więc być pewnym, że lechici nie pękną, że rzucą się przeciwnikom do gardeł. Historia pamięta nie tak odległe pucharowe boje Lecha jak 6:0 z Grasshopperem Zurych czy wyjazdowe 6:1 z Fredriksdad FK. Co mogłoby wskazywać, że poznaniacy są w stanie sprawić podobne lanie Szwedom z AIK, których klasa sportowa jest przecież podobna do wspomnianych Szwajcarów czy Norwegów.

Z drugiej strony jednak, to już jest inny Lech. Piłkarzy, którzy urządzali rywalom tamte pogromy, jest dziś w kadrze tylu, że można ich zliczyć na palcach jednej ręki (jednym z tych niewielu jest Luis Henriquez). Kolejni pucharowi bohaterowie odeszli z klubu tego lata.

A to oznacza, że tworzy się dziś w Kolejorzu nowy zespół, który musi dopiero wykuć swoją markę w Europie. Trudno o lepszą, ale i trudniejszą okazję od tej, przed którą staną dziś lechici. Odrobienie strat i wyeliminowanie AIK byłoby wyczynem nie tylko niespotykanym w historii polskiej piłki, ale też trudnym do przecenienia dla dalszych losów klubu.

W porównaniu z meczami z Grasshopperem i Fredrikstad różnica jest jednak zasadnicza - wtedy Lech nie musiał wygrać tak wysoko. Teraz sam postawił się pod ścianą fatalnym występem na Rasundzie. Trener Mariusz Rumak podkreśla, że teraz wszystko w głowach jego piłkarzy. - Nie będę mówił o tym, czy zagramy na dwóch czy na trzech napastników, czy będziemy atakowali środkiem, czy skrzydłami. Ważne, żebyśmy byli w polu karnym przeciwnika, żebyśmy oddawali strzały, żebyśmy grali ofensywnie i żebyśmy uwierzyli, że awans jest możliwy - mówi. - Nie jest też istotne to, czy gole strzelą obrońcy, napastnicy, czy pomocnicy. Może przeciwnik sam strzeli sobie gola samobójczego. Muszą wpaść więcej niż trzy gole.

Lech Poznań okaże się lepszy od AIK Solna?
Więcej o: