My już są Amerykany, czyli Kh... Kh... Khazar Lenkoran

Jak nazywa się czwartkowy rywal Lecha Poznań w Lidze Europejskiej? Po polsku: Chazar Lenkoran. Gdy jednak zerknąć w media, polszczyzna w defensywie, a wszyscy zaczynają charczeć - pisze Radosław Nawrot.


"Lubię śpiewać zagranicznie, bo to zawsze zabrzmi ślicznie.

Jak zaryczę po angielsku, to się czuję jak po zielsku.

Bo dziewuchy strasznie jara śpiew angielski i gitara"

- śpiewa Kukiz z zespołem Piersi w utworze "My już są Amerykany".

Stosowanie wersji "Khazar" w określaniu czwartkowego rywala Lecha Poznań jest zapewne równie jarające. Brzmi tak fajnie, obco, z angielska. Po europejsku. Światowo. Nic to, że niewiele ma wspólnego z polszczyzną. Polszczyzna jednak - jak widać - jest zbyt prowincjonalna dla zwolenników podobnego zapisu.

Zbitka liter "kh" jest stosowana w języku angielskim na określenie polskiej litery "ch", gdyż ta zapisana w taki właśnie sposób jest wymiana przez osoby angielskojęzyczne jak "cz", np. chair.

Jednakże w Polsce nie jesteśmy angielskojęzyczni. Mamy swoje "cz" i swoje "ch". Dlaczego prawie nikt nie stosuje rodzimego języka tylko z uporem godnym westminsterskiej poprawności tak wielu stara się zbrukać język charkliwymi naleciałościami? "Khazar Lenkoran" - taki zapis nie dziwi mnie, gdy przeglądam depesze BBC, angielskojezyczną stronę UEFA czy inne zagraniczne media. Jednakże w wypadku strony internetowej polskiego klubu Lech Poznań i innych portali redagowanych w języku polskim jestem już zaskoczony. Po co to "kh"? Skąd te ciągoty do kaleczenia ojczystego języka, który akurat w sprawie transkrypcji nazw pisanych cyrylicą nie pozostawia wątpliwości? Litera "x" w języku stosowanym w Azerbejdżanie, od której zaczyna się nazwa czwartkowego rywala to polskie "ch". Jeśli ktoś bardzo by się upierał, to może nawet zastosować samo "h" - dokonałby wtedy na polszczyźnie mniejszego gwałtu niż wprowadzając jeszcze "k" na początku. Po jakiego diabła?

Najczęściej stosowaną odpowiedzią jest - bo tak piszą ci angielskojęzyczni i taka nazwa jest często stosowana. Tak jakby miał to być jakikolwiek argument uzasadniający trepanację polszczyzny słownym nowotworem.

Cóż to za argument? - pytam, skoro nazwa "Warsaw" też zapewne jest częściej stosowana na określenie Warszawy. Zatem - per analogia - teraz zaczniemy grywać z Legią Warsaw?

Gdy przeglądam doniesienia na temat czwartkowego meczu, odnoszę wrażenie, iż wielu ich twórców zadławiło się kością. Charczą i charczą, dukając z siebie owo "kh", "kh" i "kh". Aż chce się ich klepnąć w plecy, by ulżyć.

POZNAN.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUBCIE NAS, WIARA!

Więcej o: