Sport.pl

Z AZERBEJDŻANU. Remis Lecha Poznań dobry, ale tylko na wyjeździe

Na wyjeździe zmęczony podróżami do Azji Lech Poznań jeszcze nie musiał wygrać z Chazarem Lenkoran. W rewanżu w Poznaniu taka wygrana staje się jego obowiązkiem - pisze z Lenkoranu Marcin Wesołek
POZNAN.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUBCIE NAS, WIARA!

Czasy, gdy rywali z Azerbejdżanu czy innego kaukaskiego kraju traktowano z góry, minęły. Dziś sport, pompowany petrodolarami (a w zasadzie petromanatami - bo manat to waluta Azerbejdżanu) wydaje się jedną niewielu enklaw dobrobytu w tym kaukaskim państwie, w którym co prawda stolica, Baku, przypomina rozmachem inwestycji Katar czy Dubaj, ale prowincja jest wciąż biedna. Właśnie na prowincji, tuż przy granicy z Iranem leży Lenkoran, z którego Lech Poznań wywiózł remis 1:1 - o tyle cenny, że z golem strzelonym na wyjeździe.

Ten gol daje Lechowi pewien komfort. Nie luksus, ale właśnie świadomość, że wszystko jest w jego rękach. - Piłeczka w rewanżu jest po naszej stronie - mówi Mateusz Możdżeń. - Szkoda, że zabrakło nam drugiego gola - dodaje Hubert Wołąkiewicz. Lech miał swoje okazje do jego strzelenia (choćby kontrę Gergo Lovrencsicsa w doliczonym czasie gry), ale trzeba przyznać, że więcej tych okazji mieli Azerowie. Pełen optymizmu jest ich trener Junis Husejnow. - Nie zagraliśmy źle i to mnie cieszy. To także pozwala mi sądzić, że w Polsce podczas rewanżu wypadniemy jeszcze lepiej, wygramy i awansujemy. Lech Poznań raz uderzył na naszą bramkę i wywiózł z Lenkoranu remis na wyjeździe - mówił szkoleniowiec Chazara.

Przed pierwszym meczem w Azerbejdżanie trener Mariusz Rumak przygotował zespół na szarże lewego pomocnika Chazara, Rumuna Adriana Pita. Postawił przeciwko niemu zasieki złożone z Huberta Wołąkiewicza i Mateusza Możdżenia, które w jakimś stopniu powstrzymały rywala. Takich zasieków nie było już na drugiej stronie boiska, gdzie Aleksandar Tonew nie pomagał w defensywie Luisowi Henriquezowi, a to pozwoliło zabłysnąć najlepszemu graczowi Chazara w meczu z Lechem, młodziutkiemu Malijczykowi Sadio Tounkarze. To on, a nie Adrian Pit, był motorem napędowym większości akcji Chazara i to na niego będzie trzeba bardzo uważać w rewanżu. Tounkara jest szybki, ma dobry zwód, dużo widzi na boisku. Kto wie, czy i na niego nie będzie trzeba szykować podwójnych zasieków na Bułgarskiej.

Na pewno będzie się trzeba przygotować na to, że Azerowie w Poznaniu zaatakują od pierwszych minut, wręcz rzucą się na Lecha - tak jak w Lenkoranie. To na nich będzie ciążyła presja, to oni będą musieli strzelić w Poznaniu co najmniej jednego gola, by awansować. Lech oczywiście jest wystarczająco dobrą drużyną, by przetrwać taką chwilową nawałnicę i nie dać sobie zrobić krzywdy. A potem - tak jak w pierwszym meczu - zacząć dyktować warunki na boisku. Zwycięstwo na wyjeździe nie było obowiązkiem Lecha, bramkowy remis jest wystarczająco dobrym wynikiem. Ale u siebie, przed ponad dwudziestoma tysiącami kibiców, Kolejorz po prostu musi wygrać - nie tylko po to, by awansować, ale też po to, by nie szargać sobie reputacji. Bo choć petromanatów w Azerbejdżanie jest sporo, to jednak budowanie z nich mocnych drużyn powinno zająć Azerom jeszcze trochę czasu.

Ropa, kawior i herbaciane pola - czyli czego nie wiecie o Azerbejdżanie


Więcej o:
Komentarze (1)
Z AZERBEJDŻANU. Remis Lecha Poznań dobry, ale tylko na wyjeździe
Zaloguj się
  • ujek44

    Oceniono 10 razy 2

    No to sukces; Lech zremisowal z druzyna z Azerbajdzanu. Wow. Tylko zeby im teraz nie uderzylo do glowy...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX