Bartosz Ślusarski - pierwszy gol dla Lecha Poznań od maja 2011 rok. A kołyski nie było...

- Krytykę jaka na mnie spadła, gdy nie strzelałem goli, rozumiem. Nie jestem typem napastnika niebywale skutecznego, który strzela gole seryjnie - mówi Bartosz Ślusarski z Lecha Poznań. To jego gol z 13. minuty meczu z Żetysu Tałdykorgan dał Kolejorzowi niemal pewny awans w Kazachstanie.
Bartosz Ślusarski po meczu mówił, że ma mieszane uczucia. Z jednej strony zagrał bardzo dobrze przed przerwą i strzelił ważnego gola, z którym wiąże nadzieje na przełamanie swojej nieskuteczności z ostatnich miesięcy, z drugiej jednak strony po przerwie wypadł już słabiej i zmarnował znakomitą okazję bramkową w 73. minucie. Miał wtedy przed sobą cztery metry do bramki i bramkarza. Przestrzelił. - Dlatego w pełni nie mogę być zadowolony - mówi.

Grało mu się jednak w Tałdykorganie nieźle. - W Poznaniu tydzień temu była chyba nawet gorsza pogoda do gry w piłkę. Było wtedy ciepło, a do tego parno, wręcz duszno. A tutaj? Całkiem, całkiem przyjemnie się biegało - mówił.

- Ostatnio spadła na mnie krytyka za nieskuteczność i ja ją rozumiem, choć uważałem, że gram dobrze, pomagam drużynie itd. Jednakże brakowało bramek - mówi Bartosz Ślusarski po meczu z Żetysu Tałdykorgan, w którym zdobył bramkę . -Nie jestem typem napastnika niebywale skutecznego, który strzela gole seryjnie. Jednakże życzę sobie, abym je zdobywał w ważnym dla zespołu momentach.

W ważnym momencie padł ten gol w Kazachstanie, bo postawił on rywali w trudnej sytuacji, ale Kolejorzowi niemal zapewnił awans. Ponadto był to pierwszy gol Bartosza Ślusarskiego od 28 maja 2011 roku i meczu z Lechią Gdańsk. Na dodatek niedawno piłkarzowi urodziły się bliźnięta . Dlaczego więc nie było kołyski wykonanej gestami przez piłkarzy Kolejorza?

- Jestem zdeterminowany, aby ta kołyska miała miejsce jednak w Poznaniu - wyjaśnia strzelec bramki w starciu z Żetysu Tałdykorgan. - Powiedziałem o tym kolegom po bramce.