Sport.pl

Hubert Wołąkiewicz: Przy 3:0 rywalizacja byłaby rozstrzygnięta. A tak nie jest

- Zdziwiłem się, że Kazachowie siedli kondycyjnie w drugiej połowie. To oni są w środku sezonu i mieli być lepiej przygotowani fizycznie - mówi po wygranej 2:0 nad Żetysu Tałdykorgan piłkarz Lecha Poznań Hubert Wołąkiewicz.
Hubert Wołąkiewicz zagrał w meczu z Żetysu Tałdykorgan przez pełne 90 minut. - Ważne, że strzeliliśmy dwie bramki i żadnej nie straciliśmy. Zależało nam na tym, aby zachować czyste konto - mówi. - Mecz w pierwszej połowie był dla nas bardzo ciężki. Szkoda, że nie zagraliśmy lepiej, ale widocznie takie muszą być początki. Każdy bał się piłki, musiał ją grać na trzy-cztery kontakty, to wszystko było za wolno. Potem było już jednak lepiej - ocenia.

Zdaniem lechity, Kazachowie pokazali się z dobrej strony. - Faktycznie, grali w piłkę jak zapowiadali. Nie są to jakieś ogórki. Teraz jednak, po meczu w Poznaniu mamy więcej materiału na ich temat i do rewanżu przygotujemy się jeszcze lepiej - zapowiada. - Trochę zaskoczyło mnie, że siedli kondycyjnie w drugiej połowie. Zapowiadali, że są dobrze przygotowani fizycznie, bo u nich w końcu wciąż trwa sezon, inaczej niż w wypadku Lecha. Mówili, że to będzie ich atut. Tymczasem było odwrotnie - to my okazaliśmy się lepiej przygotowani fizycznie.

Hubert Wołąkiewicz żałuje zwłaszcza ostatniej sytuacji, w której piłkę w pole karne wrzucał Vojo Ubiparip. - Można było wtedy strzelić trzeciego gola i właściwie już rozstrzygnąć rywalizację - twierdzi. - 3:0 a 2:0 to jednak olbrzymia różnica. A tak czeka nas jeszcze bój w rewanżu, choć bardziej obawiam się tego samolotu i tej siedmiogodzinnej podróży do Kazachstanu.

Poproszony o ocenę występu Mateusza Możdżenia na prawej obronie, stwierdził: - Zagraliśmy na zero z tyłu, to znaczy, że sobie poradził.

Więcej o: