Radio Merkury ma 85 lat! Na tej antenie sportu nigdy nie brakowało [AUDIO]

Pierwszą transmisję nadano z meczu Warty, ale potem aż do połowy lat 80. w radiu był już tylko Lech. Sport zawsze był potęgą w lokalnej rozgłośni Polskiego Radia - dziś Radiu Merkury - pisał dziesięć lat temu na łamach Gazety Wyborczej Lechosław Gawrecki. 24 kwietnia to dzień urodzin poznańskiego radia.
Proszę porównać te daty:

- 2 lipca 1921 - w USA pierwsza w świecie radiowa transmisja sportowa (z walki bokserskiej Dempsey - Carpentier),

- 20 lutego 1927 - pierwsza transmisja w Polsce; emitowano skoki narciarskie na Dużej Krokwi,

- 11 sierpnia 1929 - pierwsza w Polsce transmisja z meczu piłkarskiego. Warta - Philips Eindhoven, przeprowadzona przez poznańskie radio.

To było wydarzenie! Ludomir Budziński stał przed mikrofonem na dachu drewnianej trybuny stadionu przy ul. Rolnej i opowiadał nielicznym wtedy jeszcze posiadaczom odbiorników kryształkowych o tym, jak piłkarze Warty strzelają gole słynnej drużynie holenderskiej - Warta wygrała 5:2! (...)

''Jesteśmy na antenie, można zaczynać!

Nie sposób dziś ustalić daty pierwszej relacji radiowej z Dębca [ze starego stadionu Lecha]. Prawdopodobnie było to w połowie lat 50., bo pod koniec tej dekady już dość często w poznańskim radiu można było usłyszeć: ''łączymy się ze stadionem przy ulicy... Feliksa Dzierżyńskiego''. A sprawozdawcą mógł być tylko Edmund Pacholski. Był jedynym w Poznaniu reporterem sportowym przez 25 lat! (1950-1975).

Doskonale go pamiętam: wysoki, szczupły pan (zimą obowiązkowo w bereciku z antenką) stojący przed mikrofonem przy środkowej linii boiska, z kartką w ręku. W bramie wylotowej stał wóz transmisyjny, z którego w odpowiednim momencie wybiegał technik i energicznie machał rękoma, co oznaczało: ''jesteśmy na antenie, można zaczynać!''

Tak było na Dębcu, gdzie odległość między boiskiem a trybunami była niewielka (...). Nie było wtedy jeszcze mikrofonów efektowych, więc w radiu wyraźnie było słychać pokrzykiwania kibiców siedzących za Pacholskim. Inaczej było na wielkim stadionie na Dolnej Wildzie (...). Tam mikrofon radiowy ustawiono również przy środkowej linii boiska (to było ulubione miejsce pracy Pacholskiego), ale trybuny oddzielała spora bieżnia i pas zieleni. Z każdego jednak miejsca na stadionie można było dostrzec sylwetkę radiowego sprawozdawcy. Nic więc dziwnego, że kibice Lecha bardzo identyfikowali się ze swoim reporterem. Okrzyki ''Eda, co tam dzisiaj powiesz'' i inne tego rodzaju były bardzo przyjazne i wynikały z sympatii dla tego niezwykle wtedy popularnego w Wielkopolsce dziennikarza radiowego. (...)

Mecz z taśmy

Poznańska rozgłośnia nie miała wtedy własnej częstotliwości, nadawała więc swój program tylko w tzw. okienkach lokalnych programu drugiego Polskiego Radia na fali średniej 407 m, bardzo dobrze wtedy słyszanej w znacznej części Polski. Jeśli więc mecz odbywał się w godzinach programu ogólnopolskiego, istniały dwie możliwości - albo prosić centralę w Warszawie o zgodę na dodatkowe wejście antenowe (co było bardzo trudne) lub nagrać transmisję i odtworzyć z taśmy w ''lokalnych godzinach''.

Nic więc dziwnego, że w latach 50. i 60. mecze Lecha transmitowano bardzo nieregularnie. Ale ważniejsze spotkania na ogół były emitowane na poznańskiej antenie: jak ten słynny z Legią (21 sierpnia 1955, 2:1), z Górnikiem Zabrze (11 listopada 1956), kiedy to na stadionie 22 Lipca Lech prowadził już 3:0, aby z trudem obronić remis 3:3. I ten ostatni mecz z Ruchem przed pierwszym spadkiem do II ligi, wygranym przez Lecha 4:0 (17 listopada 1957).

A potem była trzyletnia przerwa w relacjach z meczów Lecha - poznańskie radio nie transmitowało spotkań drugoligowych. Był jeden wyjątek - ale jaki! Relacjonowano ostatni mecz w II lidze - z Zawiszą, wygrany przez Lecha 1:0 (23 października 1960). Pamiętam też relację z pierwszego meczu po powrocie do I ligi - 19 marca 1961 r. Edmund Pacholski opowiadał o zwycięstwie Lecha nad Ruchem (1:0). (...)

W tamtych latach relacjonowano tylko drugie połowy meczu. Ale decydujący o awansie do ekstraklasy mecz z Zawiszą w 1972 r., ze względu na ogromne znaczenie, po raz pierwszy w dziejach poznańskiego radia nadano prawie w całości (dokładniej - od 10. minuty). Wymagało to heroicznych wysiłków kierownictwa poznańskiego radia, które w końcu otrzymało od centrali zgodę na tak długą transmisję, jednak nie na falach średnich ale na UKF, co znacznie ograniczyło krąg odbiorców - praktycznie tylko do Poznania i okolic. Niewiele też wtedy było odbiorników z UKF...

Sztuka klejenia taśm

Po awansie do I ligi poznańskie radio transmitowało dość regularnie mecze Lecha. Zawody rozpoczynały się najczęściej w niedzielę o godz. 11 i rozgrywane były na Dolnej Wildzie. Wejście antenowe możliwe było zwykle od 12.30, gdy mecz już się kończył. Nagrywano więc od godz. 12 relacje z początku meczu, zawożono taśmę do rozgłośni, a w wozie transmisyjnym nagrywano końcówkę zawodów, którą po zakończeniu trzeba było błyskawicznie dostarczyć na ul. Berwińskiego i tak połączyć z poprzednią taśmą, aby nie było przerwy na antenie. Można sobie wyobrazić, jakie emocje przeżywali technicy i asystent Pacholskiego - Jacek Hałasik, który te taśmy woził do rozgłośni!

21 maja 1975 r. (...) podczas relacji meczu z Zagłębiem Sosnowiec, po 25 latach można było usłyszeć nowy głos: Andrzeja Prusińskiego. Wspomagał go wtedy jeszcze Edmund Pacholski, ale już jako emeryt. (...)

Popularny Eda definitywnie pożegnał się z anteną sportową w niedzielne przedpołudnie 16 kwietnia 1978 r., podczas meczu z Zawiszą. Lech walczył wtedy po raz pierwszy o możliwość startu w europejskich pucharach (skutecznie) zaś Zawisza - o utrzymanie się w I lidze (bez powodzenia). (...) Wkrótce potem Andrzej Prusiński zniknął z anteny, aby po jakimś czasie odnaleźć się jako spiker w... Wolnej Europie pod pseudonimem Rafał Sikorski. (...)

POZNAN.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS, TEJ!

Poszukiwania nowego sprawozdawcy w poznańskiej rozgłośni PR trwały. Próbowano ''przestawić na sport'' kilku dziennikarzy radiowych, aż w końcu zdecydowano się na młodego, ale już doświadczonego reportera Gazety Poznańskiej Zbigniewa Kubiaka, dysponującego bardzo dobrym, niskim głosem, choć nieco monotonnym jak na reportera sportowego. Stając po raz pierwszy przed mikrofonem, zapewne nie przypuszczał, że będzie miał szczęście opowiadać na lokalnej i ogólnopolskiej antenie o największych sukcesach Lecha, jako że pracował w poznańskim radiu w latach 1982-1995. (...)

Na lokalnej antenie można też było usłyszeć relacje z całych spotkań pucharowych Lecha - w tym z tych niezapomnianych z Athletikiem Bilbao (1983), Liverpoolem (1984), Borussią Moenchengladbach (1985), z Barceloną (1988), Panathinaikosem (1990) i Olimpique Marsylia (1990). (...)

Czasem trzeba było wyjść z kabin

W latach 90. na antenie nowo powstałego w Poznaniu Radia Merkury miejsca na sport nie brakowało, szybko bowiem okazało się, że właśnie relacje sportowe znacznie wpływają na wzrost słuchalności. Zaczęto więc regularnie transmitować mecze Lecha i to w całości, nie tylko mistrzowskie, ale i te o Puchar Polski i, oczywiście, o europejskie puchary.

Jeden reporter już nie wystarczył, obok więc Zbigniewa Kubiaka pojawił się nowy głos - Krzysztofa Ratajczaka. Jego talent rozwijał się błyskawicznie. Zadebiutował w 1991 r., a zaledwie pięć lat później pojechał na igrzyska olimpijskie w Atlancie! I od tego czasu należy do ścisłej czołówki krajowej. Właśnie Krzysztof Ratajczak relacjonował z Jerozolimy pierwszy na antenie zagraniczny mecz pucharowy Lecha (z Beitarem Jerozolima 4:2, 29 września 1993).

Do 1995 r. o meczach Lecha opowiadał na antenie wspólnie ze Zbigniewem Kubiakiem. A gdy ten drugi definitywnie pożegnał się z anteną, partnerem Ratajczaka stał się Wojciech Bernard. Wysoki, nieco nosowy głos oraz charakterystyczny sposób narracji jako żywo przypomina Edmunda Pacholskiego.

Duet Ratajczak - Bernard w drugiej połowie lat 90. był prawie na każdym meczu Lecha. Warunki ich pracy - a tym samym i poziom techniczny transmisji - znacznie się poprawił. Mikrofon instalowano już nie na boisku, ale w kabinach reporterskich (...). Choć zdarzało się, że trzeba było wyjść z kabin i relacjonować, jak za dawnych czasów, na powietrzu. Tak było wtedy, gdy po burdach na Bułgarskiej Lech musiał rozgrywać dwa mecze na Dębcu...

Epilog od redakcji

Od 1995 roku w redakcji sportowej pracuje syn Jacka Hałasika - Grzegorz. Pięć lat później współpracę z radiem rozpoczął dziennikarz Gazety Wyborczej, a obecnie Przeglądu Sportowego - Maciej Henszel. To właśnie ten duet można najczęściej usłyszeć podczas transmisji ligowych spotkań Kolejorza. Niesamowity horror Lecha Poznań z Austrią Wiedeń (4:2) i dramatyczny bój z Udinese Calcio (2:2) mieli szczęście komentować Grzegorz Hałasik i Krzysztof Ratajczak.





Dźwięków ze spotkania poznaniaków w Turynie z Juventusem można posłuchać na stronie Radia.

14 sierpnia 2010 roku pierwszą kobietą, która w Polsce relacjonowała w całości mecz piłki nożnej została Hanna Urbaniak. Na antenie Radia Merkury opowiadała o meczu Lecha z Arką Gdynia.



Czy słuchasz w radiu transmisji meczów?
Więcej o: