Wynajęty przez Lecha kat na gołębie to Latynos?

Gołębie paskudzą na krzesełka stadionu przy ulicy Bułgarskiej, więc operator Lech Poznań postanowił wynająć sokolnika, który zrobi z nimi porządek przy pomocy... no właśnie, kogo? Rzeczniczka Lecha Poznań mówi, że przy pomocy sokoła wędrownego imieniem Harri. A to nasuwa pewne podejrzenia prowadzące do ... Meksyku.
Tam, na dalekiej pustyni Sonora rośnie karnegia olbrzymia - wielki kaktus, który zakwita dopiero gdy ma 75 lat. A na niej swych ofiar wypatruje niejaki myszołowiec towarzyski (Parabuteo unicinctus) - ptak z rodziny jastrzębi.

Dlaczego towarzyski? Gdyż żyje w grupach, w których jeden ptak potrafi wleźć drugiemu na łepetynę, by lepiej widzieć. Coś jak na trybunach stadionu...

Po co piszę o kochającym akrobatykę jastrzębiu z Meksyku? Ano po to, iż mam podejrzenia, że to on będzie przeganiał z poznańskiego stadionu gołębie, a nie bardzo rzadki i niemal wymarły w Polsce sokół wędrowny.

POZNAN.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS, TEJ!

Myszołowce towarzyskie bardzo lubią ludzi, a ich charakter powoduje, że idealnie pasują do sokolnictwa. Dają się łatwo tresować, są posłuszne i diablo skuteczne w polowaniu. Hoduje się je także w Polsce i to nawet często. Zna je z pewnością każdy polski sokolnik, jeśli nie pod łacińską nazwą Parabuteo unicinctus, albo oficjalną nazwą myszołowiec towarzyski, to pod stosowaną zamiennie nazwą angielską Harris's Hawk, czyli jastrząb Harrisa.

A rzeczniczka Joanna Dzios powiedziała przecież, że wynajęty przez Lecha sokół ma podobno na imię Harri...