Lech Poznań - Cracovia 3:1. Pewne zwycięstwo Kolejorza

Piękny gol Vojo Ubiparipa, kolejne trafienie Artjoma Rudniewa i świetne akcje Mateusza Możdżenia - Kolejorz tylko do pewnego momentu miał drobne kłopoty z drużyną z Krakowa
POZNAN.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS, TEJ!

Z trzech zadań, jakie stanęły w ostatnim tygodniu przed Lechem Poznań, to ostatnie wydawało się najłatwiejsze do wykonania. Wygrać ze Śląskiem Wrocław, niedawnym liderem i to pod presją setek minut bez strzelonego choćby jednego gola - to było coś! Pokonać niepokonanego wiosną Górnika Zabrze po zaledwie trzech dniach od tamtego sukcesu - to też nie była sprawa łatwa. Jednakże ograć Cracovię, która ogrywają niemal wszyscy i która pod batutą prezesa Filipiaka dziarsko maszeruje ku pierwszej lidze - tego nawet Lech w kłopotach powinien dokonać bez trudu, o ile ma wciąż ambicję być czołową drużyną w kraju.

Nawet kibice Cracovii, którzy przed meczem oblegli poznańskie knajpki i bary (np. Pyra Bar), a potem zjawili się mile witani na Bułgarskiej, wielkich nadziei sobie nie robili. - Bójcie się, chamy, do pierwszej ligi wracamy! - skandowali.

Nad Cracovię nadciągnęły tak czarne chmury jak te, które spowiły w sobotę weekend, wypychając stąd na chwilę wiosnę i sypiąc na fanów piłki nożnej styropianowym śniegiem oraz chuchając zimnem. Po paru minutach znikały, jak te, które ostatnimi zwycięstwami przegonił znad swej głowy poznański Lech - dla niego wygrana z Cracovią wciąż utrzymywała drzwi do europejskich pucharów otwarte.

Jednak to Cracovia pierwsza miała okazję bramkową - zaledwie kilka minut po zbiegnięciu do szatni zziębniętych Kolejorz Girls i rozpoczęciu spotkania przez sędziego Sebastiana Jarzębaka. Po podaniu Sławomira Szeligi w czyściutkiej pozycji strzeleckiej był Holender Koen van der Biezen. Jego strzał był symbolem obecnego stanu Cracovii.

Za to odpowiedź Lecha była symbolem pozytywnych zmian, jakie przyniósł na Bułgarskiej ostatni tydzień. To Mateusz Możdżeń, którego trener Mariusz Rumak tym razem wystawił od początku meczu, doszedł w polu karnym do piłki zagranej przez Luisa Henriqueza. Próbował ją uderzyć Artjom Rudniew, ale nie dał rady. Możdżeń też nie trafił od razu, ale akurat Cracovia zostawiła mu na tyle dużo miejsca i czasu, że wbił piłkę do siatki.

Mogło się wydawać, że Kolejorz ustawił sobie mecz, ale tymczasem Cracovia dostała szansę w postaci rzutu karnego za zahaczenie przez Huberta Wołąkiewicza (wszedł za szybko kontuzjowanego Manuela Arboledę) łotewskiego piłkarza Pasów Aleksejsa Visnjakovsa. Krakowianie wyrównali i przez stadion przeszedł pomruk niepokoju.

Mateusz Możdżeń miał jednak dobry dzień. To jemu Vojo Ubiparip zawdzięcza to, że przełamał irytującą jego samego i kibiców niemoc strzelecką, o czym tak marzył. Piękne podanie kolegi Serb wykończył także pięknym, dynamicznym strzałem głową. Aż miło było popatrzeć na wielką, spontaniczną, aż dziką radość Ubiparipa, który dawał upust swemu poczuciu ulgi. Dla niego to dopiero trzeci gol w Lechu - po ligowym trafieniu w meczu ze Śląskiem Wrocław rok temu i w Pucharze Polski z Chrobrym Głogów we wrześniu. - Strzelił jak Marco van Basten - komentowali widzowie.

Po przerwie obydwa zespoły raziły się akcjami, po których piłka nieznacznie mijała słupek. A Vojo Ubiparip znów pudłował paskudnie z kilku metrów przed bramką. A ze swojego skrzydła do dobrych okazji strzeleckich dochodził dość często.

Co innego Artjom Rudniew - gdy dostał w 62. minucie idealną piłkę na nogę w polu karnym, od razu wpakował ją do bramki. A było to akcja koncertowa, podczas której piłka jak po sznurku szła od nogi do nogi piłkarzy Lecha, a wśród jej konstruktorów znów pojawił się świetnie ostatnio grający w ofensywie Marcin Kikut.

Pole karne Cracovii coraz bardziej zaczynało przypominać strzelnicę, zwłaszcza wtedy, gdy poznaniacy zaczynali oskrzydlać rywali. Dopiero, kiedy temperatura nieco spadła - nie tylko powietrza, ale i meczu - trener Rumak zdecydował się pozwolić na debiut 18-letniemu Patrykowi Wolskiemu - kolejnemu zawodnikowi Młodej Ekstraklasy wprowadzanemu do gry w pierwszej drużynie. Wejście na plac za Artjoma Rudniewa na pewno było dla młodego lechity wielkim przeżyciem.

A Lech spokojnie dokończył wygrany już od prawie pól godziny mecz.

Lech Poznań - Cracovia Kraków 3:1 (2:1)

Bramki : 1:0 Możdżeń (14.), 1:1 Grzelak (28., z karnego), 2:1 Ubiparip (37.), 3:1 Rudniew (62.)

LECH : Burić - Kikut, Arboleda(11. Wołąkiewicz), Kamiński, Henriquez - Możdżeń, Injac, Murawski, Ubiparip (68. Tonew) - Ślusarski, Rudniew Ż (82. Wolski)

CRACOVIA : Kaczmarek - Żytko, Nawotczyński (76. Nykiel), Kosanović Ż, Puzigaca - Budziński, Bartczak Ż (67. Matulevicius), Szeliga, Visnakovs - van der Biezen, Grzelak (34. Boljević)

Sędzia: Sebastian Jarzębak (Piekary Śl.)

Widzów 13 tys.