Mariusz Rumak: Pół godziny Rafała Murawskiego to klasa reprezentacyjna

- Wygraliśmy z zespołem, który wcześniej w tym roku nie przegrał, który ma swoją jakość, szczególnie w ofensywie - skomentował pokonanie Górnika Zabrze trener Lecha Poznań Mariusz Rumak.
POZNAN.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS, TEJ!

- Graliśmy tak, jak chciałem, czyli długą piłkę, systemem 1-4-4-2. Wiedzieliśmy, że uda nam się wygrać jakieś pojedynki główkowe i zgarnąć tzw. drugą piłkę. Jestem zadowolony z zaangażowania, bo po meczu ze Śląskiem mieliśmy tylko dwa dni przerwy. Chłopaki zostawili jednak serducho, walczyli do końca i to jest bardzo budujące.

- Bramkę dało nam ofensywne wejście obrońcy i to jest element, na który będziemy zwracali uwagę w przyszłości. Cieszy mnie, że już teraz zespół "czyta" takie zagrania. Udały się fajne zmiany, bo Marcin Kikut zaliczył asystę, a Rafał Murawski zdobył gola. Choć, podkreślam, że cała drużyna wywalczyła to zwycięstwo.

- Rafał od dłuższego czasu zmaga się z kontuzją stawu skokowego. To uraz, który nie wykluczy go z gry na dłużej, ale jest bolesny. Teraz Rafał musi grać w specjalnym opatrunku i wychodzę z założenia, że, jeśli ma grać, to lepiej nie gra krócej i niech wyjdzie na podmęczonych rywali. Te trzydzieści minut, które dzisiaj zagrał, to była klasa reprezentacyjna.

- Czy taki a nie inny sposób grania był wymuszony przez stan boiska? Rozmawiałem z opiekunami murawy i obiecałem, że nie będę się już wypowiadał na jej temat oraz że powstrzymam się od komentarzy.

- Co do nieskuteczności moich piłkarzy, to po meczach z Wisłą mówiłem, że jeżeli stwarzamy pięć sytuacji i nie strzelamy goli, to musimy tych sytuacji stworzyć dziesięć. Mówiłem też, że chcę, żeby Lech nie był zespołem uzależnionym od napastników. Dlatego jestem zadowolony, że dziś bramkę zdobył pomocnik. Niech strzelają wszyscy. Jeżeli mamy już być tacy nieskuteczni, ale w każdym meczu wykorzystać jedną szansę i wszystkie mecze do końca sezonu wygrać po 1:0, to nie mam nic przeciwko. Niech tak będzie, bo wtedy pewnie zrealizujemy swój cel.

- Około 56. minuty stanęliśmy, ale to głowy nie pracowały, bo organizmy piłkarzy są dobrze przygotowane, skoro od 70. minuty zawodnicy znów zaczęli biegać, jak trzeba. Chodziło o to, żeby jak najszybciej się przełamać i oni się przełamali.

- Ustawienie 4-4-2, które dzisiaj wybrałem, nie było z konieczności. Trenowaliśmy je już wcześnie na treningach. Ustawienie wynika z mojej analizy potencjału zespołu. Widzę dobrą formę Bartka Ślusarskiego, czekam na powrót do formy Artjoma Rudniewa. Dobrze pracują Vojo Ubiparip i Aleksandar Tonew. Gdy mam czterech takich zawodników, nie mogę sobie pozwolić, by marnować ich potencjał i sadzać któregoś z nich na ławce.

To nie oznacza, że już do końca będziemy grali takim ustawieniem. Możemy grać 1-4-3-3 czy 1-4-2-3-1.

- Ani nie żałuję, ani nie jestem zadowolony z tego, że mecz z Górnikiem nie odbył się w pierwotnym terminie i mój debiut wypadł na pojedynkę z Wisłą Kraków. Nie ma co tego rozpamiętywać. Dla mnie jedyna różnica jest taka, że mecz z Górnikiem przypadł w środku tygodnia i że nie mamy tygodnia przerwy między meczem ze Śląskiem Wrocław i Cracovią. Poza tym, nie ma żadnej pewności, że wtedy wygralibyśmy z Górnikiem. Może ta determinacja, którą zobaczyliśmy dzisiaj, to coś, co zostało zbudowane po meczach z Wisłą.