Lech Poznań - Górnik Zabrze 1:0. Podium ciut bliżej

Świetna akcja rezerwowych Marcina Kikuta i Rafała Murawskiego dała Lechowi Poznań wygraną 1:0 nad Górnikiem Zabrze w zaległym meczu ekstraklasy. Do miejsca pucharowego ?Kolejorz? traci w tabeli 6 pkt
POZNAN.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS, TEJ!

Mecz z Górnikiem miał dać odpowiedź na pytanie, czy lechici po szczęśliwym zwycięstwie nad Śląskiem Wrocław zaczną wstawać z kolan. I czy w związku z tym ten sezon jest jeszcze do uratowania przez poznański zespół.

Okazało się, że jeśli obecna rewolucja w zespole ma przynieść trwałe zmiany na lepsze, to trzeba będzie jeszcze na nie poczekać. Najważniejsze dla kibiców i zespołu jest to, że Lechowi wreszcie przybywa punktów w tabeli i to w tempie niespotykanym od dawna. Sześć punktów w cztery dni "Kolejorz" zdobył bardziej determinacją niż piękną grą w piłkę.

Może trener Mariusz Rumak wie, co robi, gdy nie patrzy piłkarzom w metrykę i staż w zespole. Semir Stilić ponownie znalazł się poza kadrą (podobno z powodu lekkiego urazu) tak jak Grzegorz Wojtkowiak. Na ławce wylądował Rafał Murawski, bez którego jeszcze niedawno nie sposób było zestawić wyjściową jedenastkę. Reprezentant Polski siedział na ławce obok takich żółtodziobów jak Patryk Wolski, Tomasz Kędziora czy Kamil Drygas. Odpowiedzialną rolę środkowego pomocnika pełnił ich niedawny kolega z Młodej Ekstraklasy, Szymon Drewniak.

Jemu i reszcie lechitów animuszu po niedzielnej wygranej starczyło ledwie na kilka minut meczu z Górnikiem. Piłkarze Lecha rzucili się na rywali, żeby zafundować im pierwszą w tym roku porażkę. Załatwić sprawę jak najszybciej, a nie jak w niedzielę - drżeć do końca o trzy punkty. Wydawało się, że w ataku "Kolejorza" biega aż czterech napastników, gdy do wysuniętego Bartosza Ślusarskiego dołączali Artjom Rudniew, Aleksandar Tonew i Vojo Ubiparip. Pierwszy i ostatni mieli nawet jako takie szanse na gola, ale na uniesieniu na widowni się skończyło.

Zaczęło się coś, co z każdą minutą coraz mniej przypominało grę w piłkę. Pełne nierówności poznańskie boisko nie jest dziś najlepszym miejscem do uprawiania tej dyscypliny, ale nawet dziury w murawie nie usprawiedliwiają prostych błędów, którymi raczyli kibiców lechici. Kiksował Artjom Rudniew, Hubert Wołąkiewicz, a Vojo Ubiparip przewrócił się przy przyjęciu piłki. Aleksandar Tonew zaś poślizgnął się i upadł przy strzale z rzutu wolnego z 17 metrów. W podobnej sytuacji, po drugiej stronie boiska Aleksander Kwiek trafił piłką w poprzeczkę! Górnik miał jeszcze dobrą okazję, gdy głową w Jasmina Buricia strzelił po rzucie rożnym stoper Ołeksandr Szeweluchin.

Szans na gole było niewiele, bo trudno je wypracować, gdy gra się długimi na kilkadziesiąt metrów podaniami. A takie zagrania dominowały przed przerwą, i to z obu stron.

Po zmianie stron niską temperaturę meczu podniosły dwa solidne strzały z dystansu Aleksandara Tonewa i Luisa Henriqueza w jednej tylko, 55. minucie. Lech nie wykorzystał tego chwilowego zrywu. Goście zaczęli dominować, a lechici - jakby nie grali u siebie - czekali na kontrataki. Nic z nich jednak nie wychodziło. Trener Rumak machał rękami i kopał jakąś niewidzialną piłkę, gdy Szymon Drewniak i Rafał Murawski oddawali tą prawdziwą zabrzanom. Cierpliwa dotąd widownia zaczęła gwizdać.

Do końca było 20 minut i nic nie zapowiadało, że z Lechem może być w tym meczu lepiej. Wtedy błysnęli rezerwowi. Akcja była fantastyczna, jakby wzięta z innego meczu. Aleksandar Tonew nie strzelał (co ma w zwyczaju samolubnie robić w okolicach pola karnego), ale podał piłkę do Marcina Kikuta. Idealnie, bo rozpędzony obrońca, który chwilę wcześniej pojawił się na murawie, od razu miał kilka metrów przewagi nad przeciwnikami. Wybrał w polu karnym Rafała Murawskiego, a ten kopnął w biegu pod poprzeczkę!

Skromną przewagę trzeba było jeszcze obronić, jak w niedzielę. Na wysokości zadania stanął Jasmin Burić, który świetnie zatrzymał piłkę po strzale Adama Dancha, a odważnym wyjściem nie pozwolił Prejuce Nakoulmie na dobitkę.

Choć Lech miał w końcówce świetną szansę na gola (Vojo Ubiparip), to nie może narzekać na wynik. Dzięki wygranej awansował na szóste miejsce w tabeli.