Lech Poznań - Śląsk Wrocław 2:0. Huk spadającego z serca kamienia

Wygrany przez Lecha Poznań 2:0 mecz z kandydatem na mistrza kraju Śląskiem Wrocław oprócz trzech punktów przyniósł też bezcenny do nich dodatek - wielką ulgę. Przełamał się bowiem Lech, przełamał się Artjom Rudniew. Po 601 minutach...
POZNAN.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS, TEJ!

Już piątkowe wystąpienia trenera Mariusza Rumaka i prezesa Lecha Karola Klimczaka były zapowiedzią wielkiej rewolucji. Miała ona zmieść stary porządek i wprowadzić nowe rządy. Prezes Klimczak niczym deklaracją praw człowieka i obywatela ogłaszał zielone światło dla kadrowych ruchów w zespole, dla wprowadzania doń nowych, młodych graczy. Od teraz. Bez ograniczeń. Odważnie.

Trener Rumak rewolucyjnego ducha podjął i zaczął natychmiast wcielać w życie. Ludwikiem XVI, który miał zostać ścięty w pierwszej kolejności okazał się Semir Stilić. Nie znalazł się nawet w osiemnastce meczowej, co nazywa się niekiedy "wysłaniem na trybuny". W wypadku Semira Stilicia oznacza to raczej wysłanie do Bośni i szukanie nowego klubu. Jest bowiem wielce prawdopodobne, że we wtorkowym meczu Pucharu Polski z Wisłą Kraków widzieliśmy go w barwach Lecha po raz ostatni.

Gwiazdy w lochu

Do lochów ławki rezerwowych wtrąceni zostali Artjom Rudniew i Rafał Murawski, dotąd nieodzowni w Kolejorzu. Za to sztandar niebieskiej rewolucji ponieść mieli Bartosz Ślusarski, chwalony po występie w Krakowie oraz 18-letni debiutant Szymon Drewniak, ganiony za występ na filmie internetowym, pokazującym balangę w internacie piłkarzy z sierpnia ub. roku. Ten film zbulwersował kibiców Kolejorza, a samego Drewniaka i jego kolegów z imprezy naraził na kary finansowe i naganę. Młody piłkarz skorzystał jednak z dobrodziejstwa drugiej szansy, którą dostał u władz klubu. - Od września niczym nie podpadł. Sumiennie trenuje, ukierunkował się tylko na futbol i jest wyróżniającym się graczem Młodej Ekstraklasy. To poznaniak, który na treningi Lecha chodzi od dziecka. Każdy na trybunach też kiedyś był młody, więc jestem pewien, że dostanie wsparcie od kibiców. Po to oni są, żeby takim chłopakom pomagać, a nie ich deprymować - uzasadniał tę drugą szansę trener Rumak.

Od kibiców Szymon Drewniak jej jednak nie dostał. Sektor najbardziej zagorzałych fanów Lecha bez skrupułów zwyzywał piłkarza. Trudniejszego debiutu Drewniak nie mógł chyba sobie wyobrazić, zwłaszcza, że musiał zagrać w zespole bez formy, sukcesów, a od 550 minut - nawet bez gola przeciwko kandydatowi do mistrzostwa, jakim jest wrocławski Śląsk.

Jedyne, na co można było liczyć w tej sytuacji, to gniew i ambicja lechitów, z którym ruszyli oni do szturmu na Bastylię. Przez pół godziny nie wyglądało to nawet najgorzej, ale w pewnym momencie niebieska rewolucja zaczęła niebezpiecznie zmierzać w stronę krwawego pogromu. Między 24. a 30. minutą meczu Śląsk tak bardzo przejął inicjatywę i stworzył kilka tak groźnych sytuacji, że tym razem Kolejorz naprawdę nie ma podstaw, by mówić o pechu. Waldemar Sobota był sam na sam z Jasminem Buriciem, strzał Cristiana Omara Diaza omal nie przyniósł rywalom powodzenia, a uderzający na bramkę Sebastian Mila trafił w plecy argentyńskiego kolegi. Dodajmy do tego jeszcze okazję Łukasza Madeja i poczujemy, jak mogła wtedy cierpnąć skóra kibicom Lecha. Niemal przy wszystkich tych okazjach wybijającą się postacią był popełniający niespotykane jeszcze u siebie rok czy dwa lata temu błędy Manuel Arboleda.

Jeden gol czyni cuda

Po przerwie trener Rumak - który zawsze podkreśla, że mecz rozgrywa osiemnastu graczy, a nie jedenastu i że miejsce na ławce nie jest żadną karą, a taktyką - wydobył z lochu Artjoma Rudniewa i rzucił na front walki o upragnionego gola. Ani on jednak, ani nikt z Lecha nie przerwali irytującej serii. Zrobił to... sam Śląsk. Jakimś grymasem losu był fakt, że to wrocławski obrońca Piotr Celeban skierował piłkę do własnej bramki i niniejszym seria Lecha bez gola została zamknięta, gdy ledwie przekroczyła 600 minut.

Dawniej bywało tak, że gdy Lech pierwszy strzelał gola, rywal często nie miał szans. Przegrywał, a na dodatek tracił gole kolejne. Teraz wynik 1:0, jaki widniał na tablicy był bezcennym skarbem, nie widzianym w Poznaniu od miesięcy - nikt nie miał co do tego wątpliwości. Podobnie jak i wątpliwości, że Śląsk tego tak nie zostawi - jemu wszak wymykało się sprzed nosa złoto.

Impuls, jaki przeszedł przez dzięki tej bramce przez Lecha był jednak potężny i ożywczy. Sprawdziły się założenia, że jeden strzelony gol jest lepszy niż wszelkie rozmowy motywacyjne, krytyka i inne zabiegi, które miały wyprowadzić Kolejorza z impasu. Zaczął grać ze Śląskiem tak, jak tego oczekiwali widzowie. Mecz robił się coraz ciekawszy i dawał nadzieję, że to wreszcie koniec kłopotów mistrzów Polski z 2010 roku. Przynajmniej w tym spotkaniu.

Bartosz Ślusarski z Ivanem Djurdjeviciem intensywnie machali rękoma, zachęcając resztę zespołu do kolejnych ataków i jeszcze podnosząc adrenalinę, jaka gromadziła się w ich żyłach na myśl o uldze - bezcennym bonusie do punktów za to spotkanie. Pod wpływem adrenaliny Vojo Ubiparip strzelił tak potężnie, że bramkarz Marian Kelemen z trudem odbił piłkę nad poprzeczką. A że i Śląsk nie odpuszczał, widzowie mieli wrażenie, że wiele minut, które spędzili w długich kolejkach przed stadionem miały sens.

Nawet w ostatnich minutach działy się rzeczy niebywałe. Piłka po strzale Śląska wylądowała na słupku, a zepsuta w sumie przez lechitów (Rudniewa i Ubiparipa) stuprocentowa kontra też zakończyła się szczęśliwie dla gospodarzy - stojący na linii Celeban zagrał bowiem ręką i choć Ubiparip nie zdołał wpakować piłki do siatki z tak bliska, to jednak sędzia zagwizdał karnego. Dzięki temu przełamał się nie tylko Lech, ale i strzelający go Artjom Rudniew.

Lech Poznań - Śląsk Wrocław 2:0 (0:0)

Bramki: 1:0 Celeban (51., samobójcza), 2:0 Rudniew (90., z karnego)

LECH: Burić - Kikut, Kamiński, Arboleda, Wołąkiewicz (73. Możdżeń) - Injac Ż (57. Djurdjević), Drewniak - Ubiparip, Kriwiec (46. Rudniew), Tonew - Ślusarski

ŚLĄSK: Kelemen - Socha Ż (84. Gikiewicz), Celeban Cz, Kaźmierczak, Pawelec (65. Mraz) - Elsner Ż, Dudek - Sobota (76. Stevanović), Mila, Madej Ż - Diaz

Sędzia: Dawid Piasecki (Słupsk)

Widzów 18 tys.