Minuta, którą zapamięta Poznań - czyli jak kibice Lecha mogli się nie połapać?

Wychodzi na to, że kibice Lecha jako jedyni w Polsce nie byli w stanie zorientować się w sytuacji. Jako jedyni nie wykazali dość przenikliwości i bystrości, by domyślić się, po co piłkarze zbierają się na środku boiska. To równie fatalna wiadomość, jak sam incydent.
Tuż przed początkiem meczu z Wisłą w Krakowie niemal wszyscy fani krakowskiego zespołu wstali i w zadumie zamilkli. Na środku boiska zebrali się piłkarze Wisły i Lecha oraz sędziowie. Ustawieni w kółku uczcili minutą ciszy pamięć znakomitego piłkarza i reprezentanta Polski z lat osiemdziesiątych Włodzimierza Smolarka. W tym czasie z sektora zajmowanego przez 1600 kibiców Lecha dobiegają nie tylko śpiewy, ale i obelgi pod adresem Wisły.

Następnie przez cały weekend na stadionach w Polsce kibice wszelkich barw i klubów oddawali cześć Włodzimierzowi Smolarkowi. Wszyscy, tylko nie Lech Poznań.

Uczucie, jakie towarzyszyło każdemu przyzwoitemu człowiekowi związanemu emocjonalnie z Poznaniem i Lechem, gdy to widział, czy na żywo w Krakowie, czy też w telewizji, łatwo chyba odgadnąć. Kibice "Kolejorza", którzy pojechali do Krakowa także po to, by reprezentować tam Poznań, wystawili mu fatalne świadectwo.

Już Adam Mickiewicz pisał, że w Polsce lepiej traktuje się zmarłych niż żywych. Utarte w Polsce zwyczaje nakazują traktować śmierć człowieka z szacunkiem. Dlatego zamyka się zmarłym oczy, zakrywa zwłoki, dlatego nie robi się takich zdjęć, jak niegdyś "SuperExpress" zrobił zastrzelonemu w Iraku redaktorowi Milewiczowi, dlatego zdejmuje się czapkę w obecności ciała zmarłego i na cmentarzu, dlatego są minuty ciszy - znajomość tych starych zwyczajów to element kultury osobistej każdego, kto należy do tego społeczeństwa. Zwłaszcza dla kibiców, którzy taką rolę przykładają do tradycji. To jest jej ważny element. To, co stało się w Krakowie, jest zatem przykrym i żenującym gwałtem na tym obyczaju.

Na forum internetowym Wiary Lecha fani "Kolejorza" tłumaczą, piórem Krzysztofa Markowicza "Litara", że doszło do nieporozumienia. "Minuta ciszy to totalna porażka z naszej strony i tyle. Spora tutaj niestety wina prowadzącego, który stojąc tyłem do boiska tak się nakręcił, że nie zauważył, kiedy pół sektora machało mu, żeby się zamknął. (...) Każdy, kto bywa na wyjazdach, wie, że kiedy nakręci się doping, to niezbyt zwraca się uwagę na cokolwiek, no może trochę na boisko" - czytamy.

Wychodzi na to, że kibice Lecha jako jedyni w Polsce nie byli w stanie zorientować się w sytuacji. Jako jedyni nie wykazali dość przenikliwości i bystrości, by domyślić się, po co zbierają się na środku boiska. To równie fatalna wiadomość, jak sam incydent.



Czy kibice Lecha powinni się wstydzić za nieuszanowanie minuty ciszy dla Włodzimierza Smolarka?
Więcej o: