Zambia oddaje hołd byłemu piłkarzowi Lecha i jego kolegom zmarłym w katastrofie

Piłkarze Zambii zagrają w niedzielę w finale Pucharu Narodów Afryki z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Spotkanie odbędzie się w stolicy Gabonu Libreville, niedaleko miejsca, gdzie 27 kwietnia 1993 roku, samolot z reprezentacją Zambii runął do Oceanu Atlantyckiego. Wśród 30 ofiar był Derby Mankinka, jeszcze rok wcześniej piłkarz Lecha Poznań. Jego ostatnim klubowym trenerem był Wojciech Łazarek.
POZNAN.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS, TEJ!

Drużyna Zambii jest rewelacją tegorocznego Pucharu Narodów Afryki. W półfinale pokonała 1:0 faworyzowaną Ghanę. To zwycięstwo dało Zambijczykom prawo gry w finale, który odbędzie się w Libreville. Zagrają w tym mieście pierwszy raz w turnieju, wcześniej odwiedzali pozostałe areny w Gwinei Równikowej i Gabonie.

Zambijska ekipa od początku turnieju podkreślała, że chce zagrać w finale, by oddać hołd zmarłym 19 lat wcześniej rodakom. Dzień po półfinale zespół, który prowadzi Francuz Herve Renard, złożył kwiaty na plaży przy miejscu tragedii.

Piłka nożna umarła w samolocie

25 kwietnia 1993 r. Zambia wygrała 3:0 mecz eliminacji Pucharu Narodów Afryki z Mauritiusem. Z Port Louis Zambijczycy lecieli do Senegalu, na pierwszy mecz drugiej fazy eliminacji mistrzostw świata. To była noc z 27 na 28 kwietnia 1993 r.

Podróż samolotem lotnictwa wojskowego typu De Havilland DHC-5 Buffalo wymagała dwóch tankowań. Już na pierwszym przystanku w Kongo pilot zgłaszał problemy z silnikiem. Mimo to, samolot ruszył dalej i kilka minut po starcie z drugiego międzylądowania w gabońskim Libreville, jeden z silników zapalił się. Pilot, który był zmęczony po wcześniejszym locie tego samego dnia, zauważył awarię, ale wyłączył nie ten silnik, który się zapalił. Wskutek tego samolot podczas wznoszenia się z lotniska Libreville stracił moc i o godzinie 23.44 miejscowego czasu, maszyna runęła do Atlantyku. Zginęła niemal cała kadra (18 piłkarzy) i sztab reprezentacji Zambii. Razem z załogą: 30 osób.

- W tę smutną środę byłam kupić cementowe bloki na budowę naszego nowego domu - mówi Doreen, która straciła w katastrofie męża. - W sklepie, w radiu właśnie odczytywano wiadomości. Spojrzeliśmy na siebie z bratem. Myśleliśmy, że to kłamstwo, przeinaczenie. W domu usłyszałam potwierdzenie, potem byłam jakby nieprzytomna - opowiada. - Jak miałabym teraz oglądać piłkę nożną? - pyta kobieta. - Oglądałam mecze, bo grał mój mąż, patrzyłam na niego i jego grę. Dla mnie, piłka nożna umarła w tamtym samolocie.

Jej mężem był Derby Mankinka, jeszcze rok wcześniej piłkarz Lecha Poznań.

Derby Mankinka urodził się w 1965 roku w Salisbury w Rodezji (obecnie to Harere, stolica Zimbabwe), a reprezentował Zambię - już od 1985 roku. W 1986 roku był na Pucharze Narodów Afryki, a w 1990 r. (trzecie miejsce) i w 1992 r. (ćwierćfinał) rozegrał w pełnym wymiarze wszystkie mecze na turnieju. Po ostatniej z tych imprez został wybrany do najlepszej jedenastki imprezy, co wzbudziło zainteresowanie kilku klubów. Zambijczyk niespodziewanie trafił do Poznania, za sprawą menedżerów Jerzego Kopy oraz Wiesława Grabowskiego, mieszkającego w Afryce. Podpisał z Lechem krótki, kwartalny kontrakt, z opcją przedłużenia na rok.

Samotny jak Mankinka

Już na sparing Lecha z Górnikiem Konin (9:0), w którym zagrał Mankinka, na stadion przyszło kilka tysięcy ludzi! Przyglądano się nie tylko przybyszowi z Afryki, bo z Górnikiem zagrali też dwaj inni obcokrajowcy: Ukrainiec Igor Kornijec i Amerykanin rodem z Białegostoku, Artur Wywrot. Właśnie Wywrot, który dobrze znał angielski, był najbliższym kolegą Mankinki i często odwiedzał go w tymczasowym lokum w hotelu Wielkopolska. - Piłkarze nie przykładali się wtedy do nauki języków tak jak teraz, więc Mankince trudno było się tu odnaleźć - opowiada Andrzej Juskowiak, najlepszy napastnik Lecha w tamtym czasie. Na materiale TVP widać trening poznańskiego zespołu: lechici ćwiczą na jednej połowie boiska, a na drugiej Zambijczyk samotnie kopie piłkę. - Pamiętam go jako skromnego chłopaka, a obcokrajowiec w drużynie, zwłaszcza w tamtych czasach, musiał się rozpychać łokciami - dodaje Juskowiak.

Mankinka zadebiutował w ekstraklasie 11 kwietnia 1992 r. na Bułgarskiej, w drugiej połowie meczu z Pegrotourem Dębica (3:0), gdy zmienił na boisku Jacka Dembińskiego. Tydzień później, tym razem w Mielcu ze Stalą (1:0 dla Lecha), na murawie pojawił się już w 21. min w miejsce kontuzjowanego Dembińskiego. Potem przez prawie miesiąc Henryk Apostel nie dał mu szansy gry i dopiero 10 maja 1992 r. w Krakowie Mankinka zagrał swoje ostatnie 10 minut dla "Kolejorza", w meczu z Hutnikiem (2:2). - Na boisku widać było przebłyski jego klasy, ale odcięty od podań, czuł się osamotniony na boisku - wspominał po latach jeden z kibiców Lecha, który widział debiut Zambijczyka w ekstraklasie.

Choć Mankinka łącznie w barwach Lecha zagrał tylko 115 min, wpisał się do historii klubu jako pierwszy czarnoskóry piłkarz. Do tego, wraz z Kornijcem i Wywrotem, został pierwszym obcokrajowcem z tytułem mistrza Polski.

- Jest tu paskudnie zimno - mówił o Polsce Mankinka. - Jeżeli miałbym siedzieć na ławce, to natychmiast wracam do Zambii, choć tam czołowi gracze zarabiają dziesięć razy mniej niż w Polsce - deklarował. Wyjechał jednak do Arabii Saudyjskiej, do klubu Ettifaq z Dammam, gdzie na płacę na pewno nie mógł narzekać.

"Włożyli mi słuchawki na uszy, usłyszałem z kasety głosy ich dzieci"

W arabskim klubie Mankinkę prowadził... Wojciech Łazarek! Były selekcjoner reprezentacji Polski i ex-trener Lecha Poznań tak opowiadał o tragedii Zambijczyków: - Cztery kolejki przed końcem sezonu mój zespół był na pierwszym miejscu, miał trzy punkty przewagi. Król przerwał jednak rozgrywki ze względu na mecze reprezentacji. Żeby nie stracić formy, szejk zafundował mojej drużynie wyjazd na zgrupowanie do Emiratów Arabskich, do pięciogwiazdkowego hotelu. Tuż przed wyjazdem przyszło do mnie dwóch najlepszych piłkarzy - Zambijczyków [chodzi o Derby Mankinkę i Kelvina Mutale - przyp. red.]. Poprosili o zgodę na wyjazd do ojczyzny, na mecz z Senegalem, chcieli przy okazji spotkać się z rodzinami. Tłumaczyłem im, że na razie jesteśmy biedni, ale jeśli wygramy mistrzostwo, będziemy bogaci. Chciałem, żeby nie jechali. Pokiwali głowami, ale następnego dnia włożyli mi słuchawki na uszy, usłyszałem z kasety głosy ich dzieci. Nie jestem człowiekiem bez serca, dlatego podpisałem zgodę. Kiedy byliśmy już w Emiratach, oglądaliśmy wiadomości CNN. W południe podali, że samolot z reprezentacją Zambii na pokładzie runął do morza i nikt nie ocalał. Moja drużyna została kompletnie rozbita psychicznie, zajęliśmy czwarte miejsce.

Finał Pucharu Narodów Afryki 2012 pomiędzy Zambią a Wybrzeżem Kości Słoniowej odbędzie się w niedzielę o godz. 20. Transmisja w stacji Eurosport.