Ciężko się ogląda grę Lecha

Mistrzowie Polski są jedyną drużyną, która w tej kolejce wygrała mecz przed własną widownią - pokonała 1:0 Widzew Łódź. Forma Lecha na progu rundy wciąż jednak nie daje nadziei, że w przyszłym sezonie znów zagra on w europejskich pucharach.
Drużyna Jose Bakero jako jedyna w kraju zagrała w lutym cztery mecze o stawkę. W żadnym nie zagrała dobrze. O zwycięstwie nad Widzewem zadecydował przebłysk dawnej formy Rafała Murawskiego, który długim podaniem świetnie skierował piłkę do Jakuba Wilka, a ten ograł Dudu i strzałem w krótki róg pokonał Macieja Mielcarza. - O naszej porażce przesądził ułamek sekundy - mówił trener Widzewa Czesław Michniewicz. - Nie boję się tego powiedzieć, ale na tle obecnego Lecha nie zabrakło nam woli walki, determinacji i umiejętności. Nie było widać, że Lech jeszcze kilka dni temu miał szansę awansować do 1/8 finału Ligi Europejskiej. Byliśmy dla niego równorzędnym partnerem - dodał szkoleniowiec.

Niestety dla poziomu widowiska, to nie Widzew wspiął się na wyżyny swoich umiejętności, a raczej gospodarze są na początku piłkarskiej wiosny w słabej dyspozycji. - Wygraliśmy i to jest dla nas najważniejsze - mówi jedynie Jose Bakero. Inny wynik niż wygrana byłby dla obrońców tytułu katastrofą. Oznaczałby bowiem, że w pierwszym miesiącu po przerwie zimowej Lech bardzo ograniczyłby szanse na kolejny awans do europejskich pucharów. Oprócz przegranego dwumeczu z Portugalczykami lechici ulegli przecież przed tygodniem Polonii Warszawa w pierwszym pojedynku o awans do półfinału Pucharu Polski. - Po trudnych meczach z Bragą to jest dla nas ciężki okres - mówił Hiszpan. - Pod względem piłkarskim na pewno nie był to jakiś piękny mecz. Próbowaliśmy grać w piłkę, ale na tym boisku nie było to łatwe.

Fatalny stan murawy na Stadionie Miejskim w Poznaniu to na razie jedyne alibi dla Bakero, który obiecywał, że po przerwie zimowej zobaczymy jego autorską wersję Lecha. Boisko w Poznaniu ma zostać teraz wymienione i jest szansa, że drugiej połowie marca znów będzie na co popatrzeć podczas meczów ligowych.

Na mecz z Widzewem momentami patrzeć się nie dało. Piłkarze mieli wielkie problemy z opanowaniem piłki, która podskakiwała na błocie wymieszanym z trawą. Oba zespoły miały wczoraj podobną liczbę szans bramkowych. Pierwsi stworzyli takie łodzianie, którzy w 26. min omal nie wykorzystali dobrej okazji - Mindaugas Panka strzelił z 14 m nad poprzeczką. Natomiast w 30. min Darvydasowi Sernasowi zabrakło naprawdę niewiele, by kopnąć piłkę dośrodkowaną przez Adriana Budkę.

Lechici zaczęli mecz bardzo nerwowo. Zanim Wilk zdobył gola, zdążyli się nasłuchać paru porcji gwizdów: a to po złym długim podaniu Manuela Arboledy, a to po wybiciu piłki "na pałę" przez Marcina Kikuta, a także po tym, jak Siergiej Kriwiec zbyt długo zwlekał z podaniem przed polem karnym. Białorusin mógł podwyższyć wynik już w doliczonym czasie gry, ale z dystansu trafił w poprzeczkę. Szanse mieli też Wilk (w ekwilibrystyczny sposób nie trafił w piłkę po sprytnym podaniu Murawskiego) oraz Jacek Kiełb, który strzelił z dystansu, ale Mielcarz odbił piłkę na rzut rożny.

Widzew swoje szanse po przerwie miał między 58. i 60. min. W obu zawodził Budka. Najpierw strzelił na wiwat z 14 m, a po chwili nie trafił w bramkę po tym, jak Piotr Grzelczak skiksował po dośrodkowaniu Dudu.

Mecz został przerwany za sprawą kibiców z Łodzi, którzy wnieśli na stadion, a potem odpalili kilkanaście rac. Potem zaczęli rzucać je w stronę sektorów gospodarzy oraz na boisko.

Lech Poznań - Widzew Łódź 1:0 (1:0)

Bramka: 1:0 Wilk (32., po podaniu Murawskiego)

LECH: Kotorowski - Kikut, Bosacki, Arboleda Ż, Henriquez - Injac Ż, Murawski (67. Możdżeń) - Kiełb (46. Mikołajczak), Kriwiec, Wilk (85. Wołąkiewicz) - Rudnevs.

WIDZEW: Mielcarz - Ben Radhia Ż, Szymanek, Madera, Dudu - Budka (76., Riski), Panka, Broź, Grishok (81. Grzelak) - Sernas, Grzelczak (65. Dżalamidze).

Widzów ok. 22 tys.

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock)


Wszystko o Lechu Poznan - w naszym specjalnym serwisie. Tam też gol z meczu