Sport.pl

Rudnevs strzela, Lech wygrywa!

Znakomite podanie Siergieja Kriwca i strzał Artjomsa Rudnevsa między nogami portugalskiego bramkarza dały Lechowi Poznań zwycięstwo 1:0 nad Sportingiem Braga w 1/16 finału Ligi Europejskiej
Gdy w nocy ze środy na czwartek w Poznaniu zaczął mocno sypać śnieg, wiadomo było, że czeka nas powtórka z pamiętnego, grudniowego meczu z Juventusem. Było jednak lepiej - nie dość, że śnieg zalegał "tylko" na połowie boiska, to jeszcze trzystopniowy mróz był jak fraszka przy kilkunastostopniowym z grudnia.

Pierwszy ważny mecz w roku dla Lecha rozgrywany w trudnych warunkach nie mógł być dobrym widowiskiem. Mógł być za to widowiskiem emocjonującym. I o to od początku postarali się piłkarze obu drużyn, którzy pokazali, że śnieg co prawda przeszkadza w rozgrywaniu koronkowych akcji, ale za to nieźle wychodzą na nim wślizgi. Lechici korzystali z tej broni nader często. Było jasne, że lepiej się czują w tej zimowej scenerii niż goście z Półwyspu Iberyjskiego. Ci na boisku z błota i śniegu wyglądali na zagubionych. Co nie oznacza, że nie mieli przed przerwą swoich okazji do strzelenia gola - strzał Limy w 17. min zmusił Krzysztofa Kotorowskiego do dość ekwilibrystycznej interwencji. Chwilę wcześniej kunsztem błysnął Semir Stilić. Jego podanie do Bartosza Ślusarskiego było najwyższej próby, choć nie przyniosło gola - Artjoms Rudnevs, który dostał piłkę od Ślusarskiego, był osaczony przez trójkę obrońców i nie był w stanie strzelić na bramkę.

Ale wczoraj to nie Stilić był królem środka pola. Koronę i berło przejął od niego Siergiej Kriwiec, zdecydowanie najlepszy piłkarz na zaśnieżonym poznańskim boisku. Białorusin ustawiony teoretycznie na pozycji defensywnego pomocnika nie ograniczał się do przeszkadzania rywalom (a był w tym wczoraj wyśmienity), ale też kreował akcje - w tym tę najważniejszą, bo bramkową. W 72. min brawa od publiczności zebrał co prawda Rudnevs, który posłał piłkę między nogami Artura, ale znacznie większe zasługi przy tym golu należy zapisać na konto Kriwca. To on najpierw wywalczył piłkę w środku pola i prostopadłym podaniem tak "obsłużył" Rudnevsa, że snajper Lecha miał dość łatwe zadanie. Kriwiec po swoim podaniu jakby wiedział, że w tej akcji nie ma już nic do zrobienia - kopnął piłkę, po czym stanął na baczność i obserwował, co zrobi Rudnevs. A ten zrobił, co do niego należało.

Gol w drugiej połowie się Lechowi należał - mistrzowie Polski byli drużyną może tylko nieco lepszą piłkarsko, ale za to o wiele bardziej waleczną. Na pograniczu faulu grali w zasadzie wszyscy lechici. Widać było, że bardzo zależy im na tym, by za tydzień do Bragi polecieć z cenną zaliczką.

Mogło się wydawać, że strata gola podziała orzeźwiająco na Portugalczyków. Nic z tego, stało się dokładnie odwrotnie. Piłkarze Sportingu mieli problemy z opuszczeniem własnej połowy, zaś lechici poszli za ciosem. Atakowali głównie prawą stroną boiska, gdzie wprowadzony po przerwie Jacek Kiełb miał sporo sił, a w dodatku był wspomagany przez ambitnego Marcina Kikuta. W ostatnich minutach Lech miał jedną dobrą okazję bramkową - w 85. min ładnie z półobrotu strzelał Stilić, ale Artur - którego biały strój czynił go na śniegu niemal niewidocznym - zdołał wybić piłkę przed siebie.

Losy awansu do 1/8 finału rozstrzygną się w czwartek w Portugalii. Po wczorajszym meczu Lech jest nieco bliżej wielkiego sukcesu.



Lech Poznań - Sporting Braga 1:0

Bramka: 1:0 Rudnevs (72. min)

Lech: Kotorowski - Kikut, Bosacki, Arboleda, Gancarczyk - Djurdjević, Kriwiec - Ślusarski (46. Możdżeń), Stilić Ż, Wilk Ż (53. Kiełb) - Rudnevs (84. Ubiparip)

Sporting: Artur - Miguel Garcia, Kaka, Rodriguez, Silvio - Custodio Ż, Viana, Salino - Lima, Meyong (87. Mossoro), Helder Barbosa Ż (68. Alan)

Sędziował Władimir Biezborodow z Rosji

Widzów 29 133