Braga przed Lechem ma kłopoty

Tuż przed meczem z Lechem Poznań Sporting Braga zagrał tragiczny mecz przeciwko FC Porto i stracił dwóch ważnych piłkarzy. A Lech kończy pierwszy okres przygotowawczy pod wodzą trenera Jose Bakero
Lech Poznań szykował się do meczu z Portugalczykami i do całej rundy wiosennej na zgrupowaniu w Hiszpanii i ostatnio w Turcji. Lechici dziś wracają do Poznania, ale mają w swych szeregach dwóch kontuzjowanych graczy - Dimitrije Injaca i Grzegorza Wojtkowiaka.

Obaj przejdą w Poznaniu badania, które pozwolą ustalić, czy ci dwaj ważni dla Lecha piłkarze będą mogli zagrać w czwartkowym meczu. Do pojedynków z Portugalczykami może się za to szykować Krzysztof Kotorowski. Trenerzy Lecha zdecydowali, że to on będzie w czwartek bramkarzem poznańskiej drużyny.

Bartosz Bosacki na internetowej stronie klubu wypowiedział się, że najtrudniejszy był obóz w Hiszpanii i że takich przygotowań jak przed tą rundą jeszcze w swoim życiu nie przechodził. - Trener Bakero stwierdził, że w Hiszpanii wszystkie zespoły przygotowują się w ten sposób. Zobaczymy, jaki przyniesie to efekt - powiedział lechita.

Jest to o tyle istotne, że Lech zakończył właśnie pierwszy okres przygotowawczy pod kierunkiem Bakero, który zaczął przecież w listopadzie 2010 r. i nie miał jeszcze okazji pracować nad kondycją i przygotowaniem fizycznym zespołu Lecha. Natomiast jego czwartkowy rywal na trzy dni przed pucharowym starciem z mistrzami Polski ma kłopoty. W niedzielny wieczór Sporting Braga podejmował na swoim stadionie FC Porto, niepokonanego dotąd (tylko dwa remisy w 20 spotkaniach) lidera portugalskiej ekstraklasy. Braga jest na miejscu szóstym. W meczu, który prasa portugalska określa jako "tragiczny występ", gospodarze ulegli 0:2. Obydwie bramki strzelił Argentyńczyk Nicolas Otamendi i obydwie miały związek z kontuzjami, jakich na dodatek doznali w tym meczu dwaj piłkarze z Bragi. Najpierw przed przerwą z boiska zszedł Paulao, zastąpiony przez wypożyczonego niedawno z Herthy Berlin brazylijskiego obrońcę Kakę. Zaraz po tym FC Porto strzeliło gola.

W 54. min kontuzji doznał rozgrywający Sportingu Vandinho i krótko potem gospodarze stracili bramkę na 0:2.

Kontuzje obu piłkarzy raczej wykluczą ich z meczu z Lechem. Paulao i Vandinho dołączyli tym samych do kontuzjowanych wcześniej piłkarzy SC Braga: nigeryjskiego obrońcy Uwa Elderson Echiejile i brazylijskiego napastnika, Paulo Cesara.

Po meczu głos zabrał trener Domingos, który stwierdził na łamach gazety "Record": - Nasza klęska w meczu z FC Porto była spowodowana tym, że zespół nie wierzył, że może osiągnąć dobry wynik z takim rywalem. Zabrakło wiary, presji. Wygląda na to, że moi zawodnicy od początku nie wierzyli, że z takim rywalem można coś zdziałać. W ogóle nie podjęliśmy walki w środku pola, a bez tego trudno marzyć o sukcesie z FC Porto - powiedział trener Domingos, była gwiazda drużyny "Smoków" z Porto. - Nasz występ poziomem daleko odbiegał od tego, co prezentujemy na co dzień i do czego jesteśmy zdolni - dodał Domingos i zapewnił, że w czwartek przeciwko Lechowi jego zespół zagra już zupełnie inaczej.

Ten pojedynek to szansa dla Lecha Poznań na przejście do historii. Po raz drugi w swoich dziejach gra w pucharach na wiosnę (poprzedni raz w 2009 r. z Udinese Udine). Spotyka się z zespołem z Portugalii, a z klubami z tego kraju Polacy mają bardzo zły bilans. Nigdy dotąd żadnemu polskiemu klubowi nie udało się wyeliminować w europejskiej rywalizacji klubu portugalskiego - i to nawet w wypadku, gdy rywalem była któraś z drużyn prowincjonalnych, np. Vitoria Setubal (1972 r. z Zagłębiem Sosnowiec) czy Vitoria Guimaraes (2005 r. z Wisłą Kraków).

Lech, który w ostatnich latach złamał już wiele barier, może meczami z Bragą przejść do historii.