Laskarze jak Wenta. Polacy ze srebrnym medalem

Finał halowych mistrzostw świata w hokeju na trawie oglądało z trybun w Poznaniu więcej ludzi, niż uprawia ten sport w Polsce. Niemcy wygrali w dramatycznych okolicznościach
Różnych sposobów imają się ludzie związani z hokejem na trawie, by przebić się do mediów, do opinii publicznej. Ściągnięcie do Polski mistrzostw świata, konferencje w Warszawie, używanie w terminologii hokejowej drażniących oko określeń typu "czas na laski" czy "najlepsze laski świata"... to nie dawało efektu. Nawet chwycenie się uwielbianych przez Polaków stereotypów o rywalizacji polsko-niemieckiej, która akurat w halowym hokeju jest faktem, też nie spełniało oczekiwań. Efekt przyniosło dopiero to, co jest dziś podstawą wszelkich akcji społecznościowych i internetu - reklama szeptana i poczta pantoflowa, która ściągnęła poznaniaków na mistrzostwa świata.

Początkowo na rozgrywane od wtorku halowe mistrzostwa przychodziło do hal Międzynarodowych Targów Poznańskich niewielu widzów. Trochę rodzin i znajomych zawodników, trochę nielicznych pasjonatów tej gry, reszta - z ciekawości. Nie wszyscy znali jeszcze zasady, ale okazało się, że nie są aż tak skomplikowane, jak się mówi. Ważne, by pamiętać, że w hokeju halowym bramkę można strzelić legalnie tylko z półkola wokół bramki, co powoduje, że tu nie da się bić z daleka. Tu trzeba wykazać się finezją, techniką, zwodami i dryblingiem niczym najlepsi piłkarze.

Z każdym kolejnym dniem widzów było coraz więcej. Podczas sobotniego półfinału Polska-Austria trybuny zapełniły się w 70 procentach. Na niedzielnym finale z Niemcami - już w 95 procentach. Huraganowy doping i niespotykane w tej dyscyplinie zainteresowanie były równie wielkim wydarzeniem mistrzostw, jak postawa polskiej drużyny, która znów - tak jak w 2003 i 2007 r. - została wicemistrzem świata.

- Wreszcie mamy dla kogo grać! Wreszcie ktoś chce nas oglądać - cieszył się Krystian Makowski. - Rany, ale fajnie! - mówił Dariusz Rachwalski, a trener polskich laskarzy Karol Śnieżek twierdził, że musi uspokajać polskich laskarzy - nigdy nie widzieli takiej publiki. - Głowy im latają w tę i we w tę - mówił.

Tak liczna publiczność przejęła także półfinałowego rywala - Austrię. - My też grywamy najczęściej dla kilkuset widzów. Polska to fenomen - mówił trener Austriaków Frank Hönell, myśląc że tak jest na meczach laskarzy w Polsce na co dzień. Polacy wygrali z Austrią 2:1 po bardzo trudnym i nerwowym meczu. Pierwszego gola strzelił młody Michał Raciniewski z Pomorzanina Toruń i nie posiadał się wręcz z radości. Drugiego zdobył rutyniarz, Dariusz Rachwalski z Pocztowca Poznań. Rachwalski został potem wybrany na MVP mistrzostw świata.

Natomiast na najlepszego bramkarza wybrano Mariusza Chyłę z Grunwaldu Poznań. I jeśli trener Polaków Karol Śnieżek jest "Bogdanem Wentą polskiego hokeja", to Mariusz Chyła jest odpowiednikiem słynnego bramkarza piłki ręcznej Sławomira Szmala. Niemal wszystkie trudne mecze Polaków były jego popisem, a finał z Niemcami - wręcz koncertem.

Bramkarz w hokeju halowym musi wykazać się specyficznymi umiejętnościami, skoro można mu wbić bramkę tylko z bliska. Musi być zwinny, czujny, no i trafiać kijem czy parkanami w tę małą piłeczkę. Mariusz Chyła robił to z tamką wprawą, że doprowadzał widownię do ekstazy, a Niemców - do białej gorączki.

Jeszcze kilka tygodni temu nikt by nie uwierzył, że te wrzaski, te wszystkie "och" i "ach" dochodzące z wnętrza hal targowych to... tysiące widzów na hokeju na trawie!

Odkąd rozgrywane są mistrzostwa świata w hali, Polska zawsze dochodziła do finału, zawsze grała w nim z Niemcami i zawsze w tym finale przegrywała. Niemcy są bowiem zdecydowanie najlepsi na świecie. W historii halowych mundiali przegrali raptem jeden mecz.

Było to w ostatni czwartek, z Polską. W Poznaniu. Polacy wygrali 3:2, choć prowadzili już 3:0. Obie ekipy wyszły potem z tej grupy.

Trener Karol Śnieżek: - Szczerze? Wolałbym przegrać tamten mecz. Teraz w finale Niemcy się na nas napną.

Miny Niemców schodzących z boiska po porażce z Polską mówiły wiele. Byli wściekli i wyglądali, jakby w ogóle nie rozumieli, jak coś takiego w ogóle mogło im się przytrafić. Zapewne wtedy postanowili, że skoro się przytrafiło, to po raz ostatni.

Trener Śnieżek: - Jestem pewien, że kibicowali nam w półfinale z Austrią, by tylko tak tego nie zostawić i spotkać się raz jeszcze w finale.

Polska mordowała się w ciężkim półfinale z Austrią, a Niemcy wygrali swój półfinałowy pojedynek w... trzy minuty. Wtedy już bowiem wysoko prowadzili z Rosją i ta się poddała. Przegrała 0:10. Niezła manifestacja przed finałem...

Przyszedł finał i Niemcy ruszyli na Polaków z impetem. Zdobyli przewagę, Polsce dopisywało szczęście. I wtedy Dariusz Rachwalski zrobił coś niezwykłego. Z trudnej pozycji wrzucił niemieckiemu bramkarzowi piłkę do bramki. Wkrótce potem Mariusz Chyła obronił niemiecki strzał, a dobitka rywali musnęła niemal słupek. Po chwili Polacy mieli identyczną sytuację, ale ich dobitka Tomasza Górnego znalazła się w siatce. 2:0 - wynik marzeń.

- I wtedy nagle zwątpiliśmy - mówi trener Śnieżek. Niemcy zdobyli bramkę przed przerwą (Matthias Witthaus). Zaczęły się kłopoty... - Rywale byli lepsi. Choć obrona harowała, musiał nas ratować bramkarz.

Niemcy wyrównali po strzale Oskara Deecke. W dogrywce najpierw strzelili bramkę, której sędzia nie uznał, po czym Benjamin Wess trafił na 3:2. Obowiązywała zasada nagłej śmierci, więc mecz się skończył, a Niemcy zrzucili rękawice, odrzucili kije i jak oszalali biegali po boisku.

W tym czasie Polacy zdruzgotani leżeli na plecach z rękoma na twarzach.

Gdy jednak rozległy się brawa widowni i "dziękujemy, dziękujemy", podnieśli się i też zrobili rundkę honorową. Brawo bili im nawet Niemcy.

- Tak się zdobywa szacunek - mówił po tamtej czwartkowej wygranej z Niemcami trener Śnieżek.

Tak się zdobywa widownię i rozgłos. Z grona tych widzów, którzy byli w niedzielę w hali MTP, nikt chyba nie zapomni tego meczu i tych emocji. Hokej na trawie - zapomniana dyscyplina, o której poza Poznaniem, Pałukami, Toruniem i może jeszcze Siemianowicami Śląskimi nikt nawet nie słyszał - przebił się wreszcie na czołówki relacjonujących finał na żywo portali internetowych. Na Sport.pl - na przykład - relacja z finału budziła większe zainteresowanie internautów niż konkurs skoków narciarskich w Vikersund z Adamem Małyszem!

Dziś hokej na trawie jest we wszystkich gazetach. Porównywany do drużyny Bogdana Wenty, pytanie, czy pójdzie jej drogą.

Karol Śnieżek i jego laskarze wiedzą, co zrobili i osiągnęli. Choć więc na szyi mają srebro zamiast złota, mówią: - Gdy opadną emocje, za jakiś czas, będziemy się cieszyli z tego medalu. Bo ten wynik, jak i całe te mistrzostwa, to wielki sukces polskiego hokeja.

Finał mężczyzn: Polska - Niemcy 2:3 (po dogrywce). O brązowy medal: Austria - Rosja 5:0

Finał kobiet: Holandia - Niemcy 2:4. O brązowy medal: Ukraina - Białoruś 4:2.