Płacowa bańka naszego Mańka

Nie mam wątpliwości, że Kolumbijczyk Manuel Arboleda zasługuje na tak duże pieniądze, jakie ma zarabiać w Lechu Poznań. Zarazem mam też jednak wątpliwości, czy ?Kolejorz? powinien mu je zapłacić.
O jakich pieniądzach mówimy? 420 tys. euro za każdy sezon gry Manuela Arboledy w Lechu Poznań plus jeszcze 600 tys. euro tzw. fee, czyli za sam fakt podpisania kontraktu. To daje nam 13 tys. euro tygodniowo, czyli 52 tys. zł co poniedziałek.

Brzmi imponująco, ale w świecie piłki nożnej nie są to sumy rekordowe, no chyba że mówimy tylko o Polsce. Jeśli Lech Poznań zgodzi się na te zarobki, będą one najwyższe w kraju. Do tej pory Euzebiusz Smolarek w Polonii Warszawa i Łukasz Garguła w Wiśle Kraków mieli wynegocjowane 400 tys. euro. Legia Warszawa płaci Ivicy Vrdoljakowi 300 tys. euro. "Kolejorz" byłby zatem rekordzistą w dziedzinie, w której akurat dotąd awangardą szczególnie być nie chciał.

Zaglądanie innym do portfela to jeden z ulubionych sportów Polaków. Olbrzymia podwyżka dla Manuela Arboledy budzi zatem wielkie emocje od wielu dni, nawet tygodni. - Jak on może tyle zarabiać?! - zapyta zapewne wielu.

Może. Co więcej nawet, powinien. Manuel Arboleda jest zawodnikiem dużego formatu. Jego umiejętności piłkarskie są niezaprzeczalne, to opoka poznańskiej obrony, jeden z najlepszych graczy "Kolejorza" podczas jego tak udanych startów w europejskich pucharach. O tym, że popularność Manuela Arboledy jest na tyle duża, że przy dobrym marketingu "Kolejorz" mógłby odbić sobie te podwyżkę na sprzedaży związanych z nim pamiątek, nawet nie wspomnę.

Tak, Manuel Arboleda zasłużył na wyższe zarobki. Zasłużył nawet na zarobki najwyższe w polskiej lidze. To nie jest człowiek, który domaga się lepszego wynagrodzenia, nie wiadomo z jakiego powodu. Powody są.

Jednocześnie jednak Lech staje u progu sytuacji, w której Manuel Arboleda ma zarabiać wyraźnie więcej od całej reszty graczy zespołu mistrzów Polski. I ci piłkarze to wiedzą, będą wiedzieli. Naturalne w tej sytuacji pytanie "A ja?" musi zrodzić się w ich głowach. Wszak Arboleda jest znakomity, ale na sukces Lecha pracowali wszyscy, a przynajmniej wielu.

Lech, godząc się na takie warunki umowy z Manuelem Arboledą, pakuje się w wielce ryzykowną sytuację, która może rzutować na atmosferę w szatni już w najbliższym czasie. Mówimy bowiem o piłkarzu nietuzinkowym, który jednakże nie jest jednak charyzmatycznym przywódcą tej drużyny. Manuel Arboleda to nie Ivan Djurdjević. To charakter trudny i nierzadko konfliktowy, co może dziwić, gdy spogląda się na jego uroczą, uśmiechniętą twarz i wzrok opuszczony z zawstydzenia podczas rozmów z dziennikarzami. Arboleda był bohaterem kilku iskrzących sytuacji podczas treningów. Jest raczej indywidualistą niż duchem zespołu, choć głównie poza meczem - w szatni, na treningu. Na boisku, w trakcie meczu daje grze i drużynie całego siebie, i podchodzi do sprawy wielce profesjonalnie.

Drużyna Lecha Poznań nie kończy się jednak tylko na meczu.

Już dziś można usłyszeć, że Manuel Arboleda jest w Lechu faworyzowany. Jak sytuacja z nowym kontraktem wpłynie na stosunki wewnątrz drużyny? Nie można nie brać tego pod uwagę. To bardzo ważne.

Dlatego uważam, że choć Manuel Arboleda bezdyskusyjnie na podwyżkę zasłużył, Lech Poznań nie powinien mu jej dawać. Jeśli jest inny klub, który godzi się zapłacić mu te pieniądze, może to jest moment, by ukłonić się Arboledzie za jego zasługi dla Lecha i pozwolić mu odejść. Pozwolić, to znaczy uzgodnić to z nim. Bez wzajemnego obrażania, bez zsyłania do Młodej Ekstraklasy, bez tego wszystkiego, co przeżywaliśmy przy odejściu Hernana Rengifo. A może nawet (idee fixe?) z konsensusem co do jego gry przez te ostatnie pół roku. I może efekt byłby taki, że w końcu Arboleda zgodziłby się grać w mieście i klubie, które przecież kocha (jak deklaruje), za mniejsze pieniądze.

Lech Poznań od jakiegoś czasu skarży się, że musi sporo wydać na podwyżki. Słowem nie wspomina przy tym o rekordowych dochodach, które rosną z roku na rok. W wypadku Manuela Arboledy nie chodzi jednak o to, że Lecha nie stać na podniesienie mu kontraktu. To byłoby kłamstwo - Lecha jak najbardziej na to stać.

Drużyna Lecha pilnie wymaga wręcz doinwestowania i wzrostu wydatków na nią. Zwiększać wydatki na drużynę - tak, jak najbardziej. Na drużynę jednak, a nie tylko na jednego piłkarza i tylko dlatego że kończy mu się kontrakt. A Lech był na tyle mało przezorny, że odpowiednio wcześnie nie znalazł dla niego alternatywy, która pomogłaby w negocjacjach.