Sport.pl

Straciliśmy mistrzynię

- Bardzo mi przykro, ale od stycznia będę już reprezentowała warszawskie barwy - napisała do nas z RPA mistrzyni i rekordzistka świata Anita Włodarczyk. Rawiczanka przechodzi do Skry Warszawa.
Sprawa przejścia Anity Włodarczyk do Skry Warszawa, gdzie pracuje jej obecny trener Krzysztof Kaliszewski, jest przesądzona niemal od roku, ale w styczniu 2011 r. stanie się faktem. To informacja brzemienna w skutki dla wielkopolskiego sportu. Dotąd Anita Włodarczyk - wychowanka Kadeta Rawicz, reprezentowała barwy AZS AWF Poznań (trenowała nawet pod poznańskim mostem św. Rocha), a po wygaśnięciu pięcioletniej umowy wypożyczenia miała przejść do Skry. Problem polegał na tym, że Kadetowi należała się z tego tytułu opłata, na którą Skrę nie było stać. Przez ostatni rok utrzymywany był dość dziwny, ale nieszkodliwy dla kogokolwiek stan, w którym Anita Włodarczyk była zawodniczką niezrzeszoną. Mogła startować bez przynależności klubowej w zawodach, więc problemu nie było. A Wielkopolska mogła się do niej przyznawać, nazywając ją "rawicką młociarką" czy też "młociarką rodem z Rawicza". Teraz Anita wciąż będzie rodem z Rawicza, ale jako zawodniczka Skry Warszawa przestanie od 2011 r. figurować w jakichkolwiek zestawieniach czy plebiscytach sportowców wielkopolskich. A jest to bardzo ważne, bo Anita Włodarczy była dotąd w regionie sportowcem numer 1 - mistrzynią i rekordzistką świata.

- Z formalnego punktu widzenia nie będę już młociarką wielkopolską, a warszawską - napisała do nas z RPA Anita Włodarczyk, która do Afryki pojechała na zgrupowanie przed kolejnym sezonem, w którym bronić będzie w Korei Południowej tytułu mistrzyni świata. - Podróż życia - mówi mistrzyni. - Działy się rzeczy niezwykle. Gdyby Willy Fogg podróżowado RPA przez 50 godzin jak ja, pewnie miałby problem w wygraniu zakładu i pokonaniu świata dookoła w 80 dni. Wtedy jednak, gdy podróżował Fogg, pogoda nie przeszkadzała środkom komunikacji. Dzisiaj natomiast przeszkadza.

Anita Włodarczyk miała podlecieć na zgrupowanie do Afryki przez Frankfurt w środę wieczorem. Na miejscu okazało się jednak, że bilet został przebukowany na lot z Zurichu do Johannesburga i dopiero stamtąd do Kapsztadu.

- Na lotnisku przy odprawie dowiedzieliśmy się, że niestety nie polecimy do Zurichu, bo nie zdążymy na samolot lecacy do Johanesburga, a w Zurichu wszystkie hotele były zajęte - opowiada Anita Włodarczyk. - Bardzo sympatyczna i uśmiechnięta pani w liniach lotniczych Swiss przebukowala nam lot na następny dzień. Hoteli w Warszawie nie było, więc rozważalismy nawet upicie się, by wylądować do rana na izbie wytrzeźwień - dodaje ze śmiechem mistrzyni.

Po 40 minutach udało się znaleźć wolne miejsca w hotelu Novotel i Anita Włodarczyk wraz z Szymonem Ziółkowskim, który dotarł właśnie na lotnisko oraz poznanymi tamże innymi podróżnymi - pracownikiem ambasady w Johanesburgu, turystami i zespołem muzycznym - pojechali do hotelu

Opóźnienie samolotu z Zurichu, kłopoty z transferem bagażu i brak biletu dla fizjoterapeutki spowodowały komplikacje, które skończyły się niemal dwudniowym opóźnieniem w podróży naszych miotaczy.

Warunki, które Anita Włodarczyk i Szymon Ziółkowski zastali na miejscu, w Stellenbosch są jednak znakomite. To ośrodek przygotowany pod kątem niedawnego mundialu. Poznański mistrz olimpijski i do niedawna poznańska mistrzyni świata będą się tu przygotowywać do sezonu.

Mistrzostwa świata w Tegu w Korei Południowej ruszają 27 sierpnia. Anita Włodarczyk będzie też walczyła o to, by jako pierwsza kobieta przekroczyć w rzucie młotem barierę 80 metrów.