Reiss i Zakrzewski znów zagrają na Bułgarskiej

Piotr Reiss i Zbigniew Zakrzewski w koszulkach Warty Poznań wracają na Bułgarską. Jutro na Stadionie Miejskim ?Zieloni? zaczynają sezon meczem z szastającym pieniędzmi beniaminkiem - Termalicą Bruk-Bet z zamieszkałej przez 700 osób Niecieczy
Ligowym obiektem "Zielonych" w tym sezonie będzie miejski stadion przy ul. Bułgarskiej. Klubowy stadionik na Wildzie nie wytrzymał starcia z ciągle zaostrzanymi przepisami licencyjnymi. Gra na wielkim, ponad 40-tysięcznym stadionie to dla Warty zarazem szansa i zagrożenie. Szansa - bo jest nadzieja, że w przyzwoitych warunkach mecze w I lidze będzie chciało obejrzeć więcej osób, niż dotychczas. Zagrożenie - bo jeśli jednak tak nie będzie, Warta nie zarobi na meczach organizowanych u siebie. Choć stadion wynajmuje niemal za darmo (czynne będzie tylko piętro IV trybuny), musi opłacić chociażby ochronę. - Dwa tysiące sprzedanych biletów oznacza, że wychodzimy na zero - mówi dyrektor sportowy klubu Zbigniew Śmiglak, który narzeka na fatalną murawę stadionu miejskiego. - Jest dużo gorsza, niż ta w naszym "Ogródku". Współczuję trenerowi Lecha Jackowi Zielińskiemu, że na takim boisku jego zespół musi się bić o Ligę Mistrzów - mówi. Przez półtora miesiąca nic się w tej sprawie nie zmieni, trawa ma być wymieniona dopiero po otwierającym stadion po przebudowie koncercie Stinga 20 września.

Magnesem przyciągającym kibiców na mecze Warty mają być dwa mocne nazwiska: Piotr Reiss i Zbigniew Zakrzewski. Reiss - mimo poważnych kłopotów finansowych klubu zdecydował się przedłużyć z nim kontrakt. Zakrzewski - jeszcze niedawno przecież piłkarz Lecha - po nieudanym wyjeździe do ligi szwajcarskiej nie umiał na dłużej zakotwiczyć ani w Arce Gdynia, ani w GKS Bełchatów. Teraz zagra w Warcie i będzie w niej odpowiedzialny za strzelanie goli.

O ile o funkcjonowanie ataku poznańskiego pierwszoligowca można być w miarę spokojnym, przerażeniem napawa stan defensywy. - W każdym sparingu grałem z innymi kolegami. Trudno w tej sytuacji mówić o jakimkolwiek zgraniu - mówi obrońca Maciej Wichtowski, który niespodziewanie urasta do roli podstawowego obrońcy Warty. Jego partnerem w środku defensywy będzie Łukasz Jasiński, gracz pozyskany z Zagłębia Lubin. - Jego doświadczenie z ekstraklasy [grywał w niej jesienią, wiosną już nie - przyp. red.] bardzo nam się przyda - mówi trener Marek Czerniawski.

Największym kadrowym problemem trenera Czerniawskiego jest obsada lewej obrony. - W tej chwili nie mamy piłkarza na tę pozycję - rozkłada ręce szkoleniowiec. - Prowadzimy jeszcze rozmowy, mam piłkarza, którego bardzo chcę. Ale na razie nie mamy na niego pieniędzy - dodaje.

I właśnie brak pieniędzy - jak od wielu lat w Warcie - jest największą przeszkodą w budowie drużyny, która mogłaby powalczyć o coś więcej niż utrzymanie się w I lidze. - Nasz sobotni rywal, zespół z Niecieczy, na jednego Karola Piątka wydaje tyle, ile my na pół zespołu - mówi trener Czerniawski. - Słyszałem, że oni chcą ściągnąć Mauro Cantoro - dodaje Śmiglak. Tymczasem Warta tradycyjnie bieduje. Drużyna nie pojechała na zgrupowanie przed sezonem, klubu nie było stać nawet na obiady dla piłkarzy i solidną odnowę biologiczną po letnich treningach. - Ale pracowaliśmy ciężko, fizycznie jesteśmy przygotowani do sezonu. Brakuje tylko zgrania, bo w zasadzie tylko jeden sparing z Lechią Gdańsk zagraliśmy w składzie, w jakim zamierzamy grać w lidze - mówi Czerniawski.

Przed rundą wiosenną trener i działacze "Zielonych" nie ukrywali, że chcą powalczyć o awans do ekstraklasy. Teraz nikt takich deklaracji nie składa. - Chcemy się utrzymać i grać na tyle dobrze, by na nasze mecze chcieli przychodzić ludzie - mówi dyrektor Śmiglak.

Mecz Warty z zespołem z Niecieczy rozpocznie się jutro o godz. 18. Bilety kosztują 15 i 10 zł, przed meczem będzie można też kupić karnety na rundę wiosenną.