1:0 Lecha w Baku. Wichniarek już strzela

Artur Wichniarek był niezgrany z resztą zespołu i miał zaległości treningowe. Nie grał też w Baku wielkiego meczu. Był jednak wystarczająco dobry, by rozstrzygnąć pierwszy mecz kwalifikacji Ligi Mistrzów z bardzo miernym mistrzem Azerbejdżanu, Interem Baku. 1:0 to wynik, który niemal daje Lechowi awans.


Lech Poznań rozpoczynał w Baku bój o Ligę Mistrzów. Rozpoczynał przygodę z pucharami, o której jego kibice marzą, aby wyglądała tak, jak ta sprzed dwóch lat. Wtedy też straszono Kolejorza azerskim zespołem Chazar Lenkoran, zwanym Chelsea Kaukazu. Chazar okazał się beznadziejny, Lech wygrał 1:0 w Baku i 4:1 u siebie. Awansował, a potem świetnie spisał się w fazie grupowej Pucharu UEFA.

Teraz wszystko wyglądało podobnie. Inter Baku za żadną Chelsea Kaukazu, co prawda, nie uchodził, ale też nim straszono. Polskie zespoły nie są już wszak faworytem w starciu z nikim w pucharach. Odpadały z nich lub miały kłopoty z nie takimi rywalami. Lech jechał do Baku po zgrupowaniu, w którym miał słabe sparingi i bez spodziewanych wzmocnień. Z zaawansowanym wiekowo napastnikiem Arturem Wichniarkiem, przed którym jeszcze ze trzy tygodnie dochodzenia do formy. Lech miał grać w lipcu, w potężnym upale.

Tak jak dwa lata temu, męczący upał w dniu meczu jednak zelżał. Temperatura spadła do 34 stopni, zawiał wiatr. Po ciężkiej walce ze skwarem w poprzednich dniach, zrobiło się nawet... przyjemnie.

Lech okazał się zespołem dużo lepszym od Intera Baku. Mistrzowie Azerbejdżanu wyglądali jak pozbierana w ostatniej chwili ekipa piłkarzy silnych, ale umiejących niewiele. Dobre wrażenie wśród nich robił chyba tylko znany z występów w Polsce Litwin Robertas Poskus, który umiał robić użytek ze swojego wzrostu i siły. Jego strzał głową w 19. min był najlepszą okazją, jaką przed przerwą miał Inter.

Wśród wychodzących na boisko piłkarzy Interu nie było - o dziwo - Gruzina Walerija Abramidze, który akurat o Lidze Mistrzów coś wie. Grał w niej jako piłkarz Spartaka Moskwa. Trener Kacchaber Cchadadze posadził go na ławce rezerwowych. Do gry wystawił za to aż 10 piłkarzy spoza Azerbejdżanu! Jedynym rodakiem kibiców Interu w pierwszej jedenastce był Aleksandr Czertoganow. Ten fakt ładnie koresponduje z nazwą Inter i w jakiejś części tłumaczy to, że rywal Lecha nie jest najpopularniejszym klubem w Baku i na mecz kwalifikacji Ligi Mistrzów przyszło zaledwie ok. 5 tys. widzów.

Kilkanaście razy wysłuchali oni całkiem skocznego hymnu Interu i wyjątkowo irytującej pieśni, w której słowo "Azerbejdżan" powtarzało się nader często. Organizatorzy - zdając sobie być może sprawę z tego, że to ostatnia okazja - wychodzącym piłkarzom zagrali hymn Ligi Mistrzów.

Lech miał pewne kłopoty w obronie, które wynikały po części z faktu, że nie mógł zagrać Kolumbijczyk Manuel Arboleda. Nabawił się kontuzji i na środek obrony powędrował Grzegorz Wojtkowiak, a na bok - Marcin Kikut.

Mistrzowie Azerbejdżanu spróbowali zaskoczyć Krzysztofa Kotorowskiego strzałami piłką Jabulani bitymi z bardzo daleka. Raz bramkarz Lecha wypuścił ją, ale za chwilkę znów złapał.

Lech skarcił ich tuż po przerwie. Błąd popełnił Wołodymir Liewin, którego nieporadne zagranie pozwoliło dojść do piłki Semirowi Stiliciowi. Ten szybko wrzucił piłkę na piąty metr przed bramkę Lomai, a tam czyhał na nią Wichniarek. Leciutki, wydawałoby się że lekceważący strzał i było 1:0 dla Lecha.

Po golu stała się rzecz przewidywalna. Lech nieco się cofnął, Inter z przekonaniem, ale wciąż bez wystarczających umiejętności ruszył do przodu. Pożytku dla mistrzów Azerbejdżanu nie było z tego żadnego, ale za to goście z Poznania zyskali nieco miejsca dla swoich ataków. Dwa groźne strzały: Wichniarka po podaniu Siergieja Kriwca i Marcina Kikuta piętą sprawiły bramkarzowi Interu sporo problemów. Wichniarek grał jak cały Lech - oszczędnie, biegał niewiele, ale umiał znaleźć się pod bramką rywala i - gdy trzeba - zastawić piłkę tak, by zostać sfaulowanym. No i strzelił gola. Po 70 minutach gry zastąpił go Tomasz Mikołajczak.

Wtedy mecz był już słaby. Piłkarze Interu swoje szanse widzieli niemal wyłącznie w strzałach z dystansu i raz tylko poważnie zagrozili bramce Kotorowskiego - znów uczynił to Poskus, który naciskany jednak przez Bartosza Bosackiego strzelił za słabo i wprost w bramkarza Lecha. Ten pokrzykiwał do kolegów, by bronić się dalej od jego bramki. Lech jednak sprawiał wrażenie, jakby zakładał, że Inter i tak zepsuje każdą swoją akcję i że właściwie nic mu nie grozi. Założenie było słuszne.

Inter z przekonaniem, ale wciąż bez wystarczających umiejętności ruszył do przodu. Pożytku dla mistrzów Azerbejdżanu nie było z tego żadnego, ale za to goście z Poznania zyskali nieco miejsca dla swoich ataków z kontry. Dwa groźne strzały: Wichniarka po podaniu Siergieja Kriwca i Marcina Kikuta piętą sprawiły bramkarzowi Interu sporo problemów. Wichniarek grał tak jak Lech - oszczędnie, biegał niewiele, ale umiał znaleźć się pod bramką rywala i - gdy trzeba - zastawić piłkę tak, by zostać sfaulowanym. Po 70 minutach gry zastąpił go Tomasz Mikołajczak.

Interowi wystarczyło sił by atakować, na szczęście dla Lecha zabrakło jednak umiejętności. To, co umieją piłkarze z Azerbejdżanu - a umieją znacznie mniej niż mistrzowie Polski - nie daje im wielu szans na sprawienie takiej sensacji, jakiej wielu w starciu Inter-Lech się spodziewało. W końcu wiele polskich drużyn odpadało już z pucharów z tego typu rywalami, albo przynajmniej miało duże kłopoty.

Wygląda jednak na to, że nie w tym wypadku.

Inter Baku - Lech Poznań 0:1

Bramki: 0:1 Wichniarek (47.)



Inter: Lomaia - Mżawanadze, Żelew, Liewin Ż , Kandelaki - Odikadze (82. Dasdemirow), Czertoganov, Cervenka, Zlatinow, Kruglov Ż (52. Hadżijew Ż ) - Poskus (83. Karlsons).

Lech: Kotorowski - Kikut Ż , Wojtkowiak, Bosacki, Gancarczyk Ż - Peszko (90. Wilk), Bandrowski, Injac, Stilić (64. Kiełb), Kriwiec - Wichniarek (71. Mikołajczak).

Sędziował Kever (Szwajcaria).

Widzów: 5 tys.



Czytaj na specjalnym portalu poświęconym Lechowi Poznań