Artur Wichniarek został piłkarzem Kolejorza

- Jestem zaskoczony tym, że Lech Poznań zaproponował mi grę u siebie - mówi Artur Wichniarek, który podpisał roczną umowę z ?Kolejorzem?. To zupełna zmiana w dotychczasowej polityce transferowej Lecha


Polityka ta zakładała dotąd zatrudnianie graczy perspektywicznych, których - jak mówił sam Lech - będzie można potem sprzedać. Artur Wichniarek ma 33 lata. Kiedyś był skutecznym strzelcem Arminii Bielefeld - zdobył dla niej 82 gole. Z biegiem lat jednak było z tym coraz słabiej, a podczas ostatniego sezonu w Hercie BSC Berlin Wichniarek w 19 meczach ligowych nie strzelił już żadnej bramki.

Jeszcze nie tak dawno władze Lecha wypowiadały się, że ani Wichniarek, ani tego typu piłkarze grać w "Kolejorzu" nie będą. Zmieniły zdanie. Prezes Andrzej Kadziński tłumaczy: - To są zdania wypowiadane przez nas dawno temu [dokładnie w końcówce maja, a więc nieco ponad miesiąc temu właściciel klubu Jacek Rutkowski oświadczył, że Wichniarek w Lechu na pewno nie zagra - przyp.red]. Nasz skauting, który rozwijamy, przygotował nam tego lata 7-8 nazwisk piłkarzy. Nie zawsze jednak jest tak, że uda się doprowadzić do transferu wytypowanych graczy. Jest jeszcze zgoda ich klubów, cena. Tak było w tym wypadku.

Według naszych ustaleń, Lech zwrócił się do Artura Wichniarka wtedy, gdy upadł temat sprowadzenia do Poznania Dawida Janczyka. Ten odmówił tłumacząc, że jest byłym graczem Legii Warszawa. - Byłem bardzo zaskoczony propozycją Lecha - nie krył Wichniarek. Choć mówi, że on sam od razu był zdecydowany, poprosił o dwa, trzy dni zastanowienie. - Musiałem naradzić się z żoną, bo ona i moje dwie córki muszą zostać w Berlinie. Dziewczynki chodzą tam do szkoły. Nie mogę ich zabierać teraz do Poznania.

We wtorek Wichniarek zadzwonił i zgodził się. Umowa została zawarta, a w środę na specjalnej konferencji prasowej - podpisana.

- To, że pozyskaliśmy Artura, nie znaczy, że przestajemy szukać kolejnych napastników - mówi prezes Kadziński. - Fakt, że Artur Wichniarek jest w Lechu i można tu z nim grać i uczyć się od niego, może okazać się cennym argumentem w kolejnych rozmowach - dodaje.

33-letni Wichniarek grał w Lechu do jesieni 1995 r. Potem - w Widzewie Łódź i Niemczech. - Myślałem o tym, by wrócić do Polski. Od dwóch lat pojawiały się oferty stąd, ale niekonkretne. Konkretna była dopiero ta z Lecha - mówi. - Widziałem, jak Lech gra, jaki ma zespół i kibiców. Pomyślałem wtedy, że chyba niegłupim pomysłem byłoby pograć tu na koniec kariery. Gdy wyjeżdżałem z Polski 10 czy 11 lat temu, futbol nie był tu na profesjonalnym poziomie. Teraz jest inaczej.

Wichniarek dodał, że zdaje sobie sprawę z tego, iż w związku z jego wiekiem klub musiał się zabezpieczyć. - Stąd umowa jest na rok, a na dodatek przebadali mi w trakcie badań chyba wszystko. Niczego złego w moim organizmie nie znaleźli.

Z trenerem Jackiem Zielińskim rozmawiał dotąd tylko telefonicznie, ale zaraz po podpisaniu umowy z "Kolejorzem", pojechał na lotnisku i samolotem przez Monachium ruszył na zgrupowanie Lecha w Austrii. W czwartek zapewne będzie można go zobaczyć w sparingu z Partizanem Belgrad. - Spieszy mi się, gdyż chcę być gotowy na mecze Lecha w europejskich pucharach. Nie zawiodę pokładanych we mnie nadziei - mówi Wichniarek.

W Lechu będzie grał z nr. 18, z którym miał występować Jacek Kiełb. Wichniarek mówi jednak, że osiemnastka to jego szczęśliwa liczba. - Grałem z takim numerem w Niemczech i strzeliłem 18 bramek - mówi i dodaje: - Postawię Jackowi Kiełbowi duże piwo.



zajrzyj na specjalny serwis poświęcony Lechowi Poznań