Sport.pl

Peszko chce do Aten i czeka na pisemną ofertę

- Na 90 proc. jestem zdecydowany, by przejść do Panathinaikosu Ateny - stwierdził Sławomir Peszko, który nieoczekiwanie zjawił się wczoraj na stadionie Lecha. Grecy muszą jednak kupić go do weekendu
Sławomir Peszko pojawił się w poniedziałek na stadionie Lecha nieoczekiwanie dla wszystkich. - Chciałem coś wyjaśnić, bo czytam, że zaginąłem i Lech nie wie, gdzie jestem - powiedział. - W drodze z Hiszpanii [Polska grała tam mecz towarzyski - przyp. red.] do Grecji zgubiłem komórkę i dlatego nie można się było do mnie dodzwonić. Teraz przyjechałem po duplikat karty. Poza tym do 18 czerwca mam urlop i mogę na nim robić, co chcę.

Wszyscy piłkarze powołani z Lecha do swych reprezentacji (Sławomir Peszko, Robert Lewandowski, Grzegorz Wojtkowiak oraz Siergiej Kriwiec) dostali w Kolejorzu dłuższe wolne, właśnie do 18 czerwca.

Piłkarz potwierdził, że przez trzy dni był w Atenach i rozmawiał z przedstawicielami Panathinaikosu, w tym z nowym dyrektorem sportowym oraz ze skautem Krzysztofem Warzychą. Zrobiły one na nim ogromne wrażenie. - Nie kryję, że to, co widziałem i usłyszałem, mnie zachwyciło. Poczułem się tak jak wtedy, gdy pierwszy raz przyjechałem do Poznania. To wspaniały klub, chcą na mnie postawić. Zwołali konferencję prasową, ogłosili, że jestem ich celem transferowym numer 1. Niczego jednak nie podpisałem i czekam na ofertę Greków na piśmie - powiedział Peszko.

Jeśli Grecy przyślą ofertę na piśmie, wówczas lechita odejdzie. - Na 90 proc. jestem co do tego przekonany. Nie do końca, ale wygląda na to, że tak będzie. Dlatego uprzedziłem Lecha i dyrektora sportowego Marka Pogorzelczyka, by liczyli się z moim odejściem - powiedział Sławomir Peszko i dodał, że to najtrudniejsza decyzja w jego życiu. Teraz czeka na ruch ze strony Panathinaikosu.

- Grecy musieliby złożyć ofertę na piśmie do końca tygodnia, bo w przeciwnym wypadku nadal jestem graczem Lecha i wyjeżdżam z nim na obóz do Austrii - zakomunikował piłkarz. Jeśli zatem oferty nie będzie, w poniedziałek jest po transferze i całej sprawie.

Fakt, że greckie media już odtrąbiły jego przejście do Panathinaikosu, skomentował: - Oni ponoć posiłkują się informacjami z Polski. Zanim zgubiłem komórkę, dzwoniło do mnie sporo osób z greckich numerów. To pewnie byli dziennikarze. Nie odbierałem.

Peszko sprawiał wrażenie nieco zagubionego i zdezorientowanego. Na pytanie o to, czy w tej sytuacji nie wchodzi już w rachubę jego przejście do VfL Wolfsburg, odrzekł: - Chyba nie wchodzi. Sam nie wiem.

- Mówiłem wcześniej, że choć w mojej umowie jest niska kwota odstępnego [500 tys. dolarów - przyp. red.], na siłę nigdzie odchodzić nie zamierzam. Ten transfer do Panathinaikosu jednak nie byłby na siłę. Oni naprawdę mnie chcą - mówi Peszko.

Nie przejmuje się przy tym faktem, że w Grecji jest kryzys, a na dodatek musiałby rywalizować o miejsce na swej pozycji z 20-letnim Sotirisem Ninisem - pochodzącym z Albanii wielkim, ponoć największym talentem greckiej piłki, nazywanym już nawet Greckim Kaką. Grecy mogą chcieć stawiać na niego. - Z tego, co słyszałem, to Ninis ma ofertę z Tottenhamu Hotspur na 10 mln euro i być może odejdzie. A jeśli nie, to i tak się nie boję - komentuje Sławomir Peszko.

- Ciężko będzie mi odchodzić z Lecha, ale muszę pozbyć się takiego myślenia - dodał i potwierdził, że Kolejorz zaproponował mu nową umowę i podwyżkę. - Jeśli stąd odejdę, to w żadnym wypadku nie będzie można powiedzieć, że to dlatego, iż Lech miał dla mnie słabą propozycję. Nie ma słabej, ma dobrą.

Peszko nie jest jednak przekonany, czy nawet jeśli zostanie w Kolejorzu, to tę nową propozycję klubu przyjmie i podpisze nową umowę. Obecny kontrakt kończy mu się za rok, więc pozostanie przy starej umowie pozwoliłoby na wyjęcie Peszki z Lecha za darmo już w grudniu, z opcją jego przejścia do nowego klubu w czerwcu 2011 r.



Wszystko o Lechu w specjalnym serwisie poświęconym mistrzom Polski