Sport.pl

Bałkański trop Lecha? Zapada decyzja w sprawie Peszki

Lech Poznań zbiera się w piątek w klubie ostatni raz przed urlopami. Ma zapaść decyzja w sprawie przyszłości Sławomira Peszki. To najbardziej elektryzujący na razie temat pierwszej części okna transferowego, wszak Robert Lewandowski przeszedł już testy w Borussi. Czy zastąpią ich Tadić i Micanski?
Odejście bądź pozostanie w klubie Sławomira Peszki jest bardzo ważne, bo przecież Lecha ma już opuścić jeden kluczowy gracz - to Robert Lewandowski, który przeszedł pomyślnie testy medyczne w Borussii Dortmund. Marek Pogorzelczyk, dyrektor sportowy Lecha mówi jednak: - Nie ma konsensusu z Borussią w sprawie ceny za Roberta. Kolejna tura rozmów nie przyniosła porozumienia. Rozbieżności są bardzo duże.

W wypadku Sławomira Peszki mówi: - W piątek zbieramy się ostatni dzień przed urlopami. Sławek nie zgłosił chęci odejścia z klubu. Liczę na to, że jeśli ma taki plan, zrobi to przed urlopem. Jest jednak zżyty z Poznaniem i wierzę, że zostanie.

- Oferty nowego kontraktu przedstawialiśmy Sławomirowi Peszce od listopada, ale nie udało się osiągnąć porozumienia z jego menedżerem - dodaje.

Lech szuka już jednak nowych piłkarzy, którzy mogliby zastąpić zarówno Roberta Lewandowskiego, jak i Sławomira Peszkę. Główne kierunki poza Polską - Serbia i Białoruś.

Szczególnie łakomym kąskiem jest w Serbii pomocnik Dušan Tadić z Vojvodiny Novi Sad, który świetnie radzi sobie na lewej stronie boiska. Mógłby ją zająć w Lechu, gdyby odszedł Peszko i Siergiej Kriwiec powędrowałby na prawe skrzydło. Podczas wiosennej wizyty przedstawiciela Lecha w Serbii to właśnie Tadić wrzucał większość piłek do napastnika Dragana Mrdji, który był w kręgu zainteresowań Lecha, ale który opcję przenosin do ligi polskiej nazwał "chyba jakimś żartem".

Tadić to piłkarz nietuzinkowy, ale też drogi. Portal transfermarkt.de wycenia go na 2 mln 650 tys. euro. - Faktycznie, interesujemy się graczami serbskimi i chcielibyśmy ich sprowadzić, ale kosztują krocie. Po zakończeniu okresu transferowego przekonacie się, do jakich klubów poszli i za ile - mówi Pogorzelczyk. Zaprzecza, jakoby Lech interesował się czarnogórskim napastnikiem Fatosem Bacirajem. - Nie wiem, skąd ten pomysł - mówi.

Co innego Iljan Micanski, bułgarski napastnik Zagłębia Lubin, który w tym sezonie został wicekrólem strzelców ekstraklasy (za Lewandowskim), a rok wcześniej został najlepszym strzelcem pierwszej ligi. Micanski to były piłkarz Lecha Poznań, który za czasów trenera Franciszka Smudy miał kłopot z przebiciem się do podstawowego składu "Kolejorza". - Jesteśmy w stałym kontakcie z Iljanem - mówi tylko Marek Pogorzelczyk. A bułgarski piłkarz komentuje: - Czas pokaże, czy po urlopie pojawię się w Lubinie, w Poznaniu czy w jeszcze innym miejscu. Teraz jest czas, by zastanowić się nad ofertami, które mam. Ludzie z Poznania znają mój numer telefonu. Ja jestem chętny, żeby pogadać. Jeśli będzie telefon z Poznania, to nie powiem: nie. Ale też nie jest tak, że od razu się zgodzę. Gdy ktoś ma do mnie zaufanie, tak jak mają do mnie w Lubinie, to potrafię pokazać, co potrafię.

Lech rozgląda się także na Białorusi. Możliwość pozyskania jednak takich piłkarzy jak: napastnik Maksim Skawysz, pomocnik Igor Stasewicz czy obrońca Igor Szitow dyrektor Lecha komentuje tylko: - Trwają rozmowy. Nic więcej nie powiem.

Czytaj na specjalnym portalu poświęconym Lechowi Poznań