Koniec strajku w Warcie Poznań - piłkarze trenowali

- Ugasiliśmy pożar - oznajmił Zbigniew Śmiglak, dyrektor sportowy sekcji piłkarskiej Warty Poznań. Piłkarze ?Zielonych? dostali wczoraj część zaległych pieniędzy i w południe wyszli na trening.
- Gdybyśmy nie trenowali na dwa dni przed meczem ze Zniczem Pruszków, to bylibyśmy niepoważni - opowiada kapitan Warty Tomasz Magdziarz. - A przecież to jest nasz klub i chcemy jak najlepiej przygotować się do meczu, wygrać go, żeby broń Boże nie spaść z ligi. Nie możemy tego zrobić Warcie, naszym kibicom, Poznaniowi - tłumaczy.

- Zorganizowaliśmy pieniądze i wypłaciliśmy zawodnikom część zaległości - mówi dyrektor Śmiglak. To jednak kwoty raczej symboliczne i do wypłacenia pozostała jeszcze zdecydowana większość trzech zaległych miesięcznych pensji. Warta wciąż czeka na obiecane przelewy od sponsorów.

Zatem po dwóch dniach strajku, gdy "Zieloni" nie uczestniczyli w treningach, wczoraj wreszcie rozpoczęli przygotowania do meczu. Po raz pierwszy od trzech dni. - Nastroje w drużynie się poprawiły. Chłopaki wyszli na boisko i walczyli, że aż miło było popatrzeć - zachwala Śmiglak.

Dla jednego z graczy powrót do treningu zakończył się pechowo. Chodzi o Alana Ngamayamę. Pomocnik Warty opuścił sporą część rundy wiosennej ze względu na kontuzję. Wczoraj uraz mu się odnowił. - Nie mógł postawić kroku. Sezon dla niego już się skończył - twierdzi dyrektor Warty. - Trzeba go teraz porządnie wyleczyć z myślą o następnym sezonie - dodaje.

Ngamayama ma problemy z pachwiną. Oprócz niego w sobotnim meczu ze Zniczem nie zagra też zawieszony za nadmiar żółtych kartek Błażej Jankowski.

- To będzie najważniejszy mecz w sezonie - uważa pomocnik Tomasz Bekas. - Jeśli wygramy, będziemy niemal pewni utrzymania się. Porażka i spadek mogą oznaczać koniec tej drużyny - uważa.

Na cztery kolejki przed końcem sezonu Warta ma 5 pkt więcej od Wisły Płock, która otwiera strefę spadkową. Sobotni rywal "Zielonych" - Znicz Pruszków - nie może przegrać w Poznaniu, bo dziś do bezpiecznego miejsca brakuje mu aż 6 pkt. Porażka właściwie będzie oznaczała degradację Znicza. - Zespół z Pruszkowa wciąż wierzy w utrzymanie się i będzie u nas walczył. Nie będzie nam łatwo - mówi trener Marek Czerniawski i cieszy się, że zdąży przeprowadzić do soboty jeszcze jeden trening.