Strajk piłkarzy Warty. Kapitan: Nie płacą nam

- Chcemy przypomnieć, że oprócz Lecha, któremu kibicowaliśmy w walce o tytuł, w Poznaniu jest jeszcze inny klub - mówią piłkarze Warty. W środę, drugi dzień z rzędu nie trenowali, nie dostają pieniędzy od trzech miesięcy
- Jestem sześć lat w Warcie, ale tak źle jak teraz, to jeszcze nie było - twierdzi Tomasz Magdziarz, kapitan poznańskiego pierwszoligowca. - Pół miliona złotych załatwiłoby sprawę w sekundzie - uważa dyrektor sportowy Zbigniew Śmiglak.

Tradycyjna konferencja prasowa przed weekendowym meczem "Zielonych" (w sobotę grają ze Zniczem Pruszków) zmieniła się wczoraj w dramatyczny apel piłkarzy. - Prezes Urbaniak mówił niedawno, że marzy mu się awans do ekstraklasy na stulecie klubu, w 2012 r. Jak tak dalej pójdzie, to trzeba tu będzie wnieść trumnę i postawić ją w klubie - mówi inny zawodnik Warty Tomasz Bekas. Magdziarz: - Zaległości w wypłatach pensji sięgają trzech miesięcy. Stąd nasz protest, żeby pokazać, że jest bardzo, bardzo nieciekawie.

Wypowiedziom piłkarzy przysłuchuje się trener Warty Marek Czerniawski. Twierdzi, że nie ma pretensji do zespołu, choć dwa dni z rzędu przychodził do klubu, przebierał się w dres, ale nie miał dla kogo prowadzić zajęć. - Rozumiem zawodników. Nie mogę być na nich zły - mówi trener. - To są trzy miesiące. Żony czy narzeczone pytają piłkarzy: po co chodzisz kopać tę piłkę, skoro nie ma z tego pieniędzy? Ile można żyć za pożyczone?

Czerniawski dodaje też, że utracona płynność finansowa klubu to niejedyne zmartwienie Warty. - Dzisiaj w budynku klubowym jest zupełnie dobrze - mówi. - Gdy pada, to czasem potrzebne są parasole, bo w środku jest gorzej niż na zewnątrz - opowiada i wskazuje na rdzawe zacieki na ścianach pomieszczenia, w którym odbywają się odprawy przedmeczowe i konferencje prasowe.

Kolejny problem to boisko. Po ostatnich opadach przypomina gąbkę nasiąkniętą wodą. Na murawie są trzy spore kałuże. - Dziś nie nadaje się do grania, może do soboty przeschnie - mówi Czerniawski. Nawet więc, gdyby piłkarze chcieli trenować, to nie mieliby wczoraj gdzie.

Na skrawku boiska wyszedł pokopać piłkę obrońca Warty Artur Marciniak. Trenuje w czasie strajku? - Artur jest wypożyczony z Bełchatowa i w umowie ma zakaz uczestniczenia w takich protestach - wyjaśnia trener. - Rozumiemy to i szanujemy - twierdzi obecny na spotkaniu Damian Seweryn.

Część problemów Warty rozwiążą przenosiny na Stadion Miejski, na którym "Zieloni" będą grali od nowego sezonu. Co będzie z drużyną? - Nasza przyszłość to wielki znak zapytania - mówi Seweryn, który dopiero od tego roku gra w zielonej koszulce. - Nie zarabiamy w Warcie dużo, żeby tu grać, godzimy się na duże cięcia kontraktowe. Ale chcemy tu grać, nie chcemy wyjeżdżać z Poznania - podkreśla. Bekas dodaje: - To ewenement na tym poziomie, że zespół składa się prawie wyłącznie z piłkarzy z Poznania i okolic. Tu płacimy podatki, tu nasze dzieci chodzą do szkół i przedszkoli, a my na zakupy. Pieniądze dla Warty nie idą na transfery, tylko na wypłaty dla nas, a my je tu wydajemy.

Kłopoty finansowe Warty to nienowy temat. Ponad rok temu klubowi groziło wycofanie się z rozgrywek. Powodem był stary dług - 300 tys. zł, które obecne władze sekcji piłkarskiej musiały spłacić, choć to poprzednicy zaciągnęli go przed laty. Do tych 300 tys. doszło ostatnio kolejne 200 tys. Właśnie na pensje dla zawodników. - Sponsorzy zalegają nam z wpłatami pieniędzy. Ciężka zima spowodowała pustki w kasach firm z branży drogowej i budowlanej. Nie mamy od nich przelewów, stąd powstały zaległości wobec piłkarzy - tłumaczy dyrektor Śmiglak. Warta cierpi też na tym, że ze wspierania I ligi musiał wycofać się sponsor tytularny, po tym jak w życie weszła nowa ustawa hazardowa. W skromnym jak na ten poziom rozgrywek, półtoramilionowym budżecie powstała więc ogromna dziura.

Śmiglak jest przekonany, że już dzisiaj po południu na kontach piłkarzy pojawią się pierwsze zaległe pieniądze. Warta ma je dostać od sponsorów, którzy spóźniali się z przelewami. - Sukcesywnie będziemy spłacali zaległości. Nie jest wesoło, ale nie jest tragicznie - mówi.

Jeśli piłkarze dostaną pieniądze, wrócą do treningów. Magdziarz: - Nie wykluczam, że opóźnimy rozpoczęcie meczu ze Zniczem. Chcemy, żeby do jak największej liczby osób dotarło, że w Warcie nie dzieje się dobrze.

Kolejny piłkarz skazany w aferze korupcyjnej »