Sport.pl

Ekspert Canal+: Wielka Sobota dla... Wisły

Po wygranej w Gdańsku Legia Warszawa przyjedzie do Poznania podbudowana i będzie walczyła z Lechem Poznań o zwycięstwo - uważa przed sobotnim szlagierem były gracz obu zespołów Marcin Rosłoń
Dziesięć lat temu wiosnę 2000 r. spędził w Lechu Poznań, w którym zagrał trzy mecze w ekstraklasie. Przez większość kariery był jednak graczem Legii Warszawa, a dziś jest dziennikarzem pokazującej ekstraklasę telewizji Canal+. Marcin Rosłoń opowiada o sobotnim meczu Lecha z Legią.

Piotr Leśniowski: Dla kogo to będzie Wielka Sobota?

Marcin Rosłoń: Jeszcze tydzień temu odpowiedziałbym, że dla Lecha. Ale po tym, co się stało w Gdańsku, a potem w Wodzisławiu, postawię na remis. Remis, z którego najbardziej ucieszy się Wisła Kraków.

Poprzednia kolejka sporo zmieniła. Pokazała, że w Wiśle coś drgnęło po zmianie trenera. Krakowianie wygrali dwa mecze bardzo pewnie, strzelili po trzy bramki. W Legii zmiana trenera też coś dała i mam nadzieję, że nie przesadzam, bo Lechia trochę pomogła wygrać Legii - choćby przez zdjęcie z boiska Tomasza Dawidowskiego. Warszawski zespół wykorzystał to, wygrał 3:2, choć przegrywał już 0:2. Po czymś takim Legia przyjedzie do Poznania podbudowana. Jej piłkarze dostali kopa, byli w dole, a już wyglądają na powierzchnię. Teraz przyjadą do Poznania również walczyć o pełną pulę.

Hm... Zastanawialiśmy się raczej, czy Lech odrobi stratę 0:2 z meczu z Łazienkowskiej i czy wygra tyle samo, może nawet 3:0, by mieć korzystny bilans z Legią.

- Wygrana Lecha, nawet w takich rozmiarach, jest możliwa. Ja uważam, że najbardziej prawdopodobny w sobotę będzie remis. Mam nadzieję, że po dobrym meczu. Lech ma Roberta Lewandowskiego, który na pewno jest w stanie Legię ukłuć. W Legii odrodził się Inaki Astiz, który w Gdańsku popełniał błędy, ale potem strzelił gola za trzy punkty i to na pewno dobrze na niego wpłynęło.

Jeśli remis, to raczej 0:0 czy bramkowy? Jak wysoki?

- Bardzo bym sobie życzył, żeby padło wiele bramek. Jest na to nadzieja, bo zespoły trenera Stefana Białasa zdobywają dużo goli, ale też wiele tracą. Przypomina mi się mecz sprzed paru lat, gdy Cracovia trenera Białasa przyjechała do Poznania i skończyło się na wyniku 3:4. Życzyłbym sobie powtórki, oczywiście poza tamtymi błędami sędziów. Ale liczba goli może być podobna. Choć bardziej prawdopodobny wydaje mi się remis 2:2.

Lech po raz pierwszy w tym sezonie zagra w swoim optymalnym składzie.

- Wierzę w siłę Lecha, bo ta potrafi być ogromna. Do meczu z Bełchatowem zresztą Lech to pokazywał, ale możliwości drużyny trzeba rozpatrywać na tle rywala - w tym przypadku Legii. A jej obrońcy, szczególnie Tomasz Kiełbowicz i Jakub Rzeźniczak, zagrali w Gdańsku bardzo dobrze, i to zarówno w defensywie, jak i w ofensywie.

Gdzie Legia ma największą przewagę nad Lechem?

- Na pozycji rozgrywającego. Maciej Iwański, który u nowego trenera nie ma już tylu obowiązków defensywnych, ma przewagę nad Semirem Stiliciem. Ten ma ogromne możliwości, potrafi zagrać genialnie, podać piłkę meczową w takich sytuacjach, w których Iwańskiego na to nie stać. Poza tym jednak Stilić nie daje tyle swojej drużynie przez cały mecz, ile potrafi dać legionista - zarówno w grze do przodu, jak i do tyłu. Iwański dostał od trenera Białasa luz, jak wszyscy zawodnicy ma teraz wolną głowę, a jeszcze niedawno szyje piłkarzy Legii ledwo nosiły te ciężkie od problemów głowy. Teraz je oczyścili, zresetowali. Trochę na nieszczęście Lecha.

Atuty Lecha?

- Przede wszystkim Lech ma to, czego Legia już dawno nie miała, czyli znakomitych kibiców, którzy będą dla niego ogromnym wsparciem. A na boisku Lech ma kwartet zawodników w ofensywie: Sławomir Peszko, Semir Stilić, Siergiej Kriwiec i Robert Lewandowski. Legia nie ma takich zawodników.

A w bramce? Jan Mucha uważany jest na najlepszego bramkarza ligi, Jasmin Burić to z kolei odkrycie tego sezonu.

- Uważam, że tu jest remis. Słowak ma teraz serię meczów, w których wpuszcza co najmniej jedną bramkę, ale nie popełnia przy nich błędów. Nadal jest bardzo pewnym punktem drużyny. To samo dotyczy Buricia, który nie zawodzi, dodaje pewności drużynie.

Czy zobaczymy w sobotę w Poznaniu przyszłego mistrza Polski?

- Tu znów cenne są informacje sprzed tygodnia. Lech stracił punkty w Wodzisławiu i Wisła znów mu uciekła. Teraz musi wygrać z Legią, bo kolejek do odrabiania strat nie zostało już za wiele. Następne dwa punkty straty, w przypadku remisu, mogłyby być już nie do odrobienia. Jednak jeśli pokona Legię, Lech będzie się liczył w walce o tytuł. W podobnej sytuacji jest Legia. Te trzy drużyny powinny bić się o mistrzostwo. Wymienianie Ruchu Chorzów i GKS Bełchatów w tym gronie uważam za kurtuazję wobec tych klubów.

Od paru dni na poznańskim stadionie leży nowiutka, zielona murawa. Czy będzie sprzymierzeńcem którejś z drużyn?

- Nie wydaje mi się, bo oba zespoły lubią być przy piłce i wymieniać podania. Lech próbował to robić nawet w meczu z Jagiellonią, kiedy murawa była katastrofalna. Każdy piłkarz woli grać na dobrej nawierzchni. Ja zawodnikiem byłem średnim, ale pamiętam, że wślizgi lepiej robi się na dobrym boisku niż na wertepach. Myślę, że ta nowa murawa trafiła na stadion w Poznaniu w najbardziej odpowiednim momencie. Będzie równo, przyszła wiosna, jest ciepło, na trybunach będzie komplet. Jest więc wszystko, co trzeba, żeby w sobotę stworzyć wielkie widowisko.