Sport.pl

Na razie - 2:0 dla Polonii w starciu z Lechem

Skład godny czołówki ligi i wielka gwiazda światowego futbolu na ławce trenerskiej - tak wygląda Polonia Warszawa, pierwszy wiosenny rywal ?Kolejorza? w lidze. Zimą Lech przegrał z nią już dwa pojedynki - na razie transferowe.
Warszawska Polonia to dziwny zespół. Jeszcze półtora roku temu "Czarne Koszule" grały w I lidze, gdzie zdecydowanie przegrały awans do ekstraklasy. I wtedy w Warszawie pojawiła się przefarbowana z zielonego na czarno drużyna Dyskobolii Grodzisk Wlkp., sprzedana razem z miejscem w lidze przez Zbigniewa Drzymałę. Nowy właściciel Józef Wojciechowski grosza nie żałował, ale przez ponad rok jego znakiem firmowym w futbolu była niecierpliwość. Trenerów zmieniał jak rękawiczki.

Wygląda jednak na to, że wraz z zatrudnieniem Jose Bakero w Polonii wiele się zmieniło - nie po to właściciel klubu wydaje naprawdę duże pieniądze na niegdyś światowej klasy piłkarza, by zwolnić go po dwóch czy trzech mniej udanych meczach. Bakero dostał w Polonii niemal nieograniczony kredyt zaufania - otoczył się hiszpańskimi asystentami, właściciel bez zmrużenia oka godził się na kupowanie piłkarzy, których wskazał trener - takich jak Andreu Mayoral ze Sportingu Gijon czy kupiony za 225 tys. euro w ostatnich dniach okienka transferowego chilijski napastnik Cesar Alexis Cortes Pinto. Trener Bakero pamięta go z gry w hiszpańskim Albacete. Ale i na polskim rynku Polonia nie próżnowała i wzmocniła całą swoją lewą flankę obrońcą Tomaszem Brzyskim z Ruchu Chorzów i Januszem Gancarczykiem ze Śląska Wrocław.

Plany transferowe "Czarnych Koszul" były jednak jeszcze ambitniejsze. Po słowie z Polonią był już Andrzej Niedzielan, ale zdecydował się ostatecznie zostać w Ruchu. W zasadzie każdy polski piłkarz, którym interesowały się silne kluby ekstraklasy znajdował się też na celowniku Polonii - choćby Artur Sobiech czy Kamil Glik, których pragnął i Lech. Warszawski klub stawał się rywalem "Kolejorza", bo często ścigał się z nim po podpis tego samego piłkarza - tak było w przypadku Gancarczyka, tak mogło być w przypadku Białorusina Witalija Rodionowa czy Słowaka Jana Novaka. Polonia zdawała się zresztą wykazywać większą determinację w dążeniu do celu. Gdy okazało się, że za Novaka MFK Koszyce mogą żądać miliona euro, prezes Wojciechowski zadeklarował: - Jak będzie trzeba zapłacić 1,2 mln, to zapłacimy.

Nie zapłacili, bo mało który piłkarz chciał przyjść do 14. klubu polskiej ekstraklasy, który gra na mało reprezentacyjnym stadionie. Ale i Polonia ma swoje argumenty w negocjacjach z piłkarzami. Uległ im Tomasz Jodłowiec - kolejny po Gancarczyku piłkarz, który miał być w Lechu, a jest w Warszawie. - Jesteśmy z nim dogadani. Przyjdzie do nas, pytanie, tylko kiedy - było słychać na Bułgarskiej. Tymczasem reprezentacyjny obrońca, który w Lechu miał być następcą Bartosza Bosackiego, właśnie przedłużył kontrakt z "Czarnymi Koszulami". Wyrwanie go teraz z Konwiktorskiej będzie cudem.

Trudno spodziewać się, by po takich wzmocnieniach Polonia nadal walczyła tylko o utrzymanie się w lidze. Przewaga Lecha przed niedzielnym meczem będzie polegała m.in. na tym, że gra z odmienioną Polonią jako pierwszy. Może liczyć nie tylko na swoją dobrą grę, ale też na kłopoty rywala ze zgraniem. A także na jego osłabienie - nie wiadomo bowiem, czy zagrają lekko kontuzjowany Jodłowiec i Pinto, który dopiero co przyleciał do Polski.