Sport.pl

Lech chce kupić Polaka z Feyenoordu

Lech Poznań rozmawia z Feyenoordem Rotterdam, bo chce sprowadzić Michała Janotę. - Obserwujemy, prowadzimy rozmowy, ale nie będziemy kupowali na siłę - zastrzega prezes ?Kolejorza? Andrzej Kadziński
Jeśli spojrzy się na listę napastników, którymi interesuje się Lech, trudno znaleźć u nich wspólny mianownik. Numer jeden na liście to reprezentant Słowacji Jan Novak, obok niego jest mało znany Serb Predrag Sikimić oraz Polacy: zapomniany nieco, przeciętny Sebastian Olszar i młody Michał Janota.

Bez wątpienia największym wzmocnieniem "Kolejorza" byłby Novak. Ale jest problem, bo nie da się go wyciągnąć z MFK Koszyce za grosze. Trzeba zapłacić może nawet milion euro. - Spokojnie, ceny wywoławcze różnią się i to bardzo od tych, które później trzeba położyć na stole - mówi prezes Kadziński. Negocjacje ze Słowakami mają być łatwiejsze po weekendzie, gdy w wielu ligach zamknie się okno transferowe. W Polsce piłkarzy można kupować do końca lutego.

Nie zanosi się, by jeszcze tej zimy do Poznania trafił Olszar. Stanowcze "nie" mówią w jego sprawie szefowie Piasta Gliwice. Skąd jednak w ogóle zainteresowanie Lecha napastnikiem, który zwiedził już jedenaście klubów, i dla żadnego nie zdobył w sezonie więcej niż pięciu goli? W Gliwicach strzelił jesienią właśnie tyle. - Nasz rynek jest ubogi. Nie ma za bardzo w kim wybierać - tłumaczy Kadziński.

Stąd pomysł sięgnięcia po Polaka zza granicy, a konkretnie po Michała Janotę, dwudziestolatka z Holandii. Z drużyny UKP Zielona Góra wyjechał on do juniorskiego zespołu Feyenoordu Rotterdam. Przebił się tam do kadry pierwszej drużyny, ale grał mało. Zaczął występować regularnie dopiero w drugoligowym Excelsiorze Rotterdam, dokąd został wypożyczony. Holendrzy dość obficie rozpisują się o tym, że Janota ma wrócić do Polski. Nie udało się go zatrudnić Lechii Gdańsk. Czy uda się Lechowi? - Rozmawiamy z Feyenoordem, żadnej decyzji jeszcze nie ma - mówi prezes Lecha.

Zdaniem Kadzińskiego nie jest przesądzone, że "Kolejorz" kupi jeszcze kogoś tej zimy. - Nie będziemy robili transferów tylko po to, by je robić. A musimy być ostrożni, bo nie chcemy postąpić tak jak kiedyś, gdy nakupiliśmy piłkarzy, i potem pięciu grało w Młodej Ekstraklasie - wyjaśnia.

- Najważniejsza wiadomość jest taka, że zostają u nas Lewandowski i Peszko, a to oni dwaj byli siłą napędową Lecha w pierwszej części sezonu - mówi prezes. Przyznaje też, że jakieś decyzje dotyczące zakupów mogą zapaść po powrocie lechitów z obozu w Hiszpanii.

Trener Jacek Zieliński ma się określić, czy ma szansę zdać w lidze egzamin; rozwiązanie, w którym za wysuniętym Robertem Lewandowskim będzie grał Siergiej Kriwiec. - On już był tak ustawiany w poprzednim klubie, ale nie będę przecież narzucał trenerowi, gdzie ma wystawiać zawodnika - mówi Kadziński. Przy braku transferu zmiennikiem Lewandowskiego byłby wiosną Tomasz Mikołajczak, o którym prezes mówi: - Szło mu ciężko, ale może się odblokował, bo ma potencjał.

Wygląda więc na to, że następca Lewandowskiego (ma odejść z Lecha latem) równie dobrze może zostać sprowadzony dopiero po sezonie. - Choć oczywiście wolelibyśmy, żeby miał więcej czasu na wprowadzenie się do drużyny - mówi Kadziński.

Więcej o: