James Maye wybrał Iran

Najskuteczniejszy koszykarz PBG Basket Poznań, Amerykanin James Maye, opuszcza zespół. Będzie teraz zawodnikiem klubu z... Iranu. - Może wrócę jeszcze do Poznania - rzucił na pożegnanie
Władze koszykarskiego klubu od ponad tygodnia walczyły o zatrzymanie 29-letniego skrzydłowego. Było o kogo, bo Maye w ciągu dwóch miesięcy występów w Baskecie został najlepszym strzelcem drużyny. Jako jedyny obcokrajowiec z poznańskiego teamu wystąpił też w niedawnym Meczu Gwiazd PLK.

Wspomniany występ we Wrocławiu był ostatnim, w którym Maye grał jako koszykarz PBG Basket. Potem przez trzy dni trwały rozmowy z nim i jego menedżerem; obaj panowie prosili o kolejne do namysłu. Koszykarz się wahał. Wreszcie w środę skończył się kontrakt Amerykanina z poznańskim klubem. Wczoraj poinformował, że odchodzi z Poznania.

- Nie ukrywam, że dostałem bardzo atrakcyjną ofertę z innego kraju - wyjaśnił na oficjalnej stronie internetowej PBG Basket. - W Poznaniu grało mi się bardzo dobrze, niezwykle sympatycznie będę wspominał pobyt tutaj, ale w nowym klubie dostanę znacznie więcej pieniędzy - dodał.

Ten nowy klub to irański zespół Zob Ahan Isfahan BC, z tamtejszej ekstraklasy. To dziewięciokrotny mistrz kraju, a aktualny wicemistrz. - Może Iran to nietypowy kierunek, zwłaszcza biorąc pod uwagę położenie geograficzne tego kraju. Ale tam, gdzie jadę, jest bezpiecznie - stwierdził koszykarz.

- Zdecydowały względy finansowe. W Iranie Maye zarobi kilkakrotnie więcej, niż mogliśmy mu w stanie zaproponować - wyjaśnił prezes Basketu Adam Bekier.

Ale pieniądze to nie wszystko. - W Iranie pogram do połowy marca, a później prawdopodobnie przeniosę się do Portoryko, do mojego byłego klubu Indios de Mayaguez - zapowiedział Amerykanin.

W Portoryko też czeka na niego wyższy kontrakt niż w Poznaniu - mniej więcej dwa razy. - Kto wie, może wrócę jeszcze w przyszłości do Poznania - rzucił jednak na pożegnanie Maye.

W ten sposób Basket stracił swojego najbardziej wartościowego zawodnika. Przez dwa miesiące Maye zagrał w ośmiu meczach w PLK, zdobywał w nich średnio ponad 15 pkt. Pod tym względem nie ma w drużynie lepszego gracza. Ale co ważne, Maye nie potrzebował do tego wielu rzutów, bo zarówno przy próbach za 2 i 3 pkt miał skuteczność ponad 50 proc. - Faktycznie, pod tym względem był ewenementem na skalę naszej ligi. Jego odejście to dla nas osłabienie - stwierdził Bekier.

Czy władze Basketu zamierzają sprowadzić jeszcze koszykarza na pozycję niskiego skrzydłowego? Prezes klubu przypomina okoliczności zatrudnienia Maye'a. Amerykanin przyleciał do Poznania, gdy w ówczesnym zespole Eugeniusza Kijewskiego nagle zabrakło niskiego skrzydłowego, tzw. trójki. Adam Waczyński leczył wówczas kontuzję, z tego samego powodu niezdolny do gry był również Serb Andrija Cirić. Na dodatek problemy rodzinne Wojciecha Szawarskiego nie pozwoliły mu skupić się wyłącznie grze. Przyjście Maye'a było wówczas niemal jak zbawienie dla drużyny.

- Jeszcze nie wiemy, czy będziemy ścigali kogoś w miejsce Jamesa - powiedział prezes PBG Basket. - Mamy czas do 15 lutego, do wtedy trwa okres transferowy. Zastanowimy się, bo nie chcemy podejmować żadnych nerwowych ruchów.

Jego zdaniem Cirić w formie sprzed kontuzji, wracający do normalnej dyspozycji Waczyński i Szawarski, są w stanie grać na wysokim poziomie. Jeśli tak, Basket nie musiałby się już rozglądać za kolejnym skrzydłowym. Koniecznością może się za to okazać sprowadzenie kolejnego środkowego, bo zatrudniony niedawno Nenad Misanović, delikatnie mówiąc, nie zrobił na razie najlepszego wrażenia.

Już bez Maye'a poznańscy koszykarze zagrają w ten weekend na wyjeździe z niepokonanym w tym sezonie w PLK Asseco Prokomem Gdynia.