Sport.pl

Bój o popularność hokeja

Turniej, który odbędzie się w Poznaniu, ma być początkiem wielkich zmian w polskim hokeju na trawie. Zmian, które mają doprowadzić do wzrostu popularności tej dyscypliny.
Założenia są takie: po pierwsze - hokej na trawie jest sam w sobie grą widowiskową i atrakcyjną. A już zwłaszcza hokej halowy - bardzo szybki, z masą bramek. Kto zechce go w końcu oglądać, temu gra ta się z pewnością spodoba.

Założenie drugie - mimo swej atrakcyjności hokej na trawie wciąż nie jest w Polsce popularny. Nie wykorzystał swej wielkiej szansy, jaką było zakwalifikowanie się polskiej reprezentacji na igrzyska olimpijskie w Sydney w 2000 r. Wówczas hokej miał swoje pięć minut. Telewizja transmitowała mecze Polaków (co prawda po nocach), do studia zapraszano znanych trenerów (bo okazało się, że trudno znaleźć w Warszawie kogoś, kto znałby tę grę). Niestety Polacy igrzyska przegrali, a hokej na trawie pozostał niszowy. Ograniczony nadal do małego skrawka Polski, tzn. Wielkopolski z Pałukami, Toruniem i enklawą w Siemianowicach Śląskich. W telewizji go nie ma. Media podają jedynie skromnie wyniki spotkań ligowych w skróconej formie.

A tak być nie musi, bo przecież nie brakuje krajów, gdzie hokej na trawie jest grą popularną i powszechną - tak jest w Niemczech, Holandii, Belgii, Hiszpanii czy na Wyspach Brytyjskich.

Szansą dla hokeja są właśnie imprezy, takie jak te zaplanowane w Poznaniu w najbliższych dwóch latach. Jutro ruszają mistrzostwa Europy grupy B, które są preludium do przyszłorocznych Halowych Mistrzostw Świata. Na ich bazie ma zostać zbudowane zainteresowanie hokejem halowym w Poznaniu.

Czy to się uda? Przesłanki są. Ostatnią tak dużą imprezą laskarzy w Poznaniu był Puchar Interkontynentalny rozgrywany tu w 1993 r. Grały tu wtedy Indie, grała rewelacyjna Korea Południowa, była Argentyna, była też Malezja, co stało się nawet powodem wizyty w Poznaniu króla tego kraju. Grała wreszcie Polska, na której mecze - przy dużej prasowej promocji tamtych mistrzostw - przychodziło wówczas na Promienistą naprawdę wielu ciekawych tej gry ludzi. Dodajmy, że Polacy przegrali wtedy niemal wszystko, jak leci.

Kapitalnym strzałem medialnym była wieść, że w styczniu 2006 r. polscy laskarze ograli na mistrzostwach Europy w Eindhoven (takich jak obecne, tylko grupy A) niepokonanych dotąd nigdy Niemców i to aż 9:4. To podziałało na wyobraźnię.

Rozpoczynające się dziś mistrzostwa mają doprowadzić do takich zdarzeń jak tamte. A reprezentacja Polski nie walczy w Poznaniu tylko o powrót do grupy A, ale także o to, aby zostać zauważoną.