Sport.pl

Hokej halowy niczym siatkówka czy piłka ręczna

Nikt nie ma wątpliwości, że pobyt Polski w grupie B mistrzostw Europy to sytuacja tymczasowa. Cel poznańskiej imprezy jest zatem jasny - powrót biało-czerwonych do elity.
Jest kilka gier zespołowych, w których Polska odgrywa czołową rolę w świecie. Kibice zapewne nie mają kłopotów z ich wymienieniem - siatkówka, piłka ręczna. To w nich regularnie sięgamy po medale. Mało kto jednak wie, że taką dyscypliną jest też hokej halowy.

Można się czepiać, że wynika to w sporej mierze z faktu, iż w hali w hokeja gra na wysokim poziomie mniej krajów niż na trawie. Jednakże gdy zliczymy te ze światowej czołówki, okaże się, że nie jest ona wcale szczuplejsza niż np. światowa czołówka w siatkówce.

W wypadku hokeja różnica między możliwościami polskiej reprezentacji na trawie i w hali jest drastyczna. Na trawie nasze szanse na sukcesy nawet w Europie są marne. W hali jesteśmy potęgą. Tak dużą, że mamy na koncie dwa tytuły wicemistrza świata z 2003 i 2007 r. oraz dwa tytuły wicemistrza Europy z 1999 i 2006 r. plus jeszcze brązowy medal z 2003 r.

Łatwo zauważyć, że sporo w tym zestawieniu terminu "wice". Wynika to z faktu, że trudno znaleźć na świecie grę, w której jeden kraj zdobyłby na świecie taką dominację jak Niemcy w hokeju halowym. To z nimi Polska przegrała wszystkie te wspomniane finały. Oni grę w hali wymyślili i potem zdominowali. Dość powiedzieć, że Niemcy wygrali wszystkie dotychczasowe mistrzostwa świata w hali oraz 12 z 13 rozegranych Halowych Mistrzostw Europy. Dopiero podczas ostatnich mistrzostw, w 2008 r. w Jekaterinburgu doszło do wielkiej sensacji i Niemcy po raz pierwszy nie zdobyli złota w hali. Ulegli Rosji 2:3.

Warto jednak przypomnieć, że to Polska była pierwszym krajem, który w ogóle pokonał Niemców w hali. Było to w styczniu 2006 r., podczas wcześniejszych (przed Jekaterinburgiem) Mistrzostw Europy w hali, które odbywały się w Eindhoven. Biało-czerwoni przeszli wtedy do historii dzięki wygranej z Niemcami aż 9:4! W finale niemieccy laskarze wzięli rewanż, ale fakt pozostał faktem - zostali wreszcie pokonani.

Co zatem, u diabła, robi teraz Polska w grupie B, skoro elita gra w grupie A? To pokłosie podejścia do ostatniej edycji Halowych Mistrzostw Europy w 2008 r. w Jekaterinburgu. Polska szykowała się do boju w kwalifikacjach olimpijskich do Pekinu na trawie. Odpuściła ten Jekaterinburg, wysyłając rezerwowy skład. Położyła go na ołtarzu walki o igrzyska.

Nie wyszło. Polska przegrała te kwalifikacje. Przegrała też w Jekaterinburgu, spadła do grupy B i musi teraz wracać.

Najlepiej zrobić to u siebie, przed własną publicznością. Mistrzostwa w Poznaniu są idealnym momentem. Trener kadry Krzysztof Witczak mówi jednak wyraźnie: - Dziennikarzom czy kibicom wolno tak uważać, ale zawodnikom staram się wyplenić z głów wszelkie myśli, iż coś nam się z góry należy. Należy nam się awans, bo jesteśmy faworytem i gramy u siebie. Tak myśleć nie wolno, bo takie myślenie to pierwszy krok do wpadki - mówi szkoleniowiec, z którego pracą polski hokej na trawie wiąże olbrzymie nadzieje. Trener Witczak pozbierał kadrę po katastrofie w Amsterdamie, jaką nazywa się bodaj najtragiczniejsze w historii mistrzostwa Europy na trawie w 2009 r. Polska była wówczas nokautowana, nawet w stosunku 0:9. Witczak przejął drużynę w październiku, odbudował psychicznie. Pojechał z nią do Francji na turniej kwalifikacyjny do mistrzostw świata. Tam skazywani na klęskę Polacy walczyli dzielnie i do końca, pokonali nawet Pakistan - wielką światową potęgę w tej grze. Awansu nie zdobyli, ale wrócili z wiarą we własne siły - akurat w przeddzień Halowych Mistrzostw Europy w Poznaniu.

Niestety, jak pamiętamy trener Witczak - z powodów rodzinnych - opuszcza kadrę po tej imprezie. Może wróci za rok, na mistrzostwa świata. To się okaże. Teraz jednak przed nim ostatnie mistrzostwa, niezwykle ważne dla polskiego hokeja.

Rozgrywki w hali zorganizowane są w formie grup. W grupie A grają najlepsze zespoły. Polska z niej spadła, a grają w niej obecnie - Niemcy, Rosja, Holandia, Hiszpania, Włochy, Austria, Czechy i Dania. Rozgrywki ruszają także w ten weekend, w holenderskim Almele.

Grupa B (zwana EuroHockey Nations Trophy albo także I dywizją) gra w Poznaniu. Oto jak wyglądała klasyfikacja podczas ostatniej takiej imprezy w Kopenhadze w 2008 r.: 1. Holandia (awans), 2. Dania (awans), 3. Słowacja, 4. Portugalia, 5. Białoruś, 6. Szkocja, 7. Ukraina (spadek), 8. Węgry (spadek)

Miejsce Holandii i Danii zajęły zdegradowane w Jekaterinburgu zespoły Polski i Szwajcarii. Z kolei miejsce Ukraińców i Węgrów, którzy polecieli w Kopenhadze jeszcze niżej, zajęły Szwecja oraz nieoczekiwanie Anglia, która wraca do hokeja halowego po wielu latach. I musi przebijać się z niższych lig.

Właśnie to utrudnia plan Polakom, bowiem obecność Anglii zwiększa rywalizację. To zespół, który również pobyt w grupie B traktuje jako sytuację tymczasową i zamierza już w Poznaniu wkroczyć do elity. A chętnych przecież jest więcej - Szwajcarzy czy Szkoci to drużyny, które mogą pokusić się o pokonanie i Polaków, i Anglików, i o awans.

Poznań po raz pierwszy organizuje taką imprezę. Rozgrywki grupy B trwają od 1997 r. i dotąd organizowały je: Porto (1997 i 1999), Wiedeń (2001), Zagrzeb (2003), La Spezia (2006) i wspomniana Kopenhaga (2008).

Halowe Mistrzostwa Europy grupy A z kolei organizowały dotąd: Berlin Zachodni (1974), Arnhem (1976), Zurich (1980), Edynburg (1984), Wiedeń (1988), Birmingham (1991), Bonn (1994), Lievin (1997), Slagelse (1999), Lucerna (2001), Santander (2003), Eindhoven (2006), Jekaterinburg (2008) i Almele (2010).