Sport.pl

Baniak z głową do góry

Bogusław Baniak przestał być wczoraj trenerem piłkarzy Warty Poznań. Wśród kandydatów na jego następcę są Marek Czerniawski, Marian Kurowski, Czesław Jakołcewicz i Robert Jonczyk
Krótko przed godziną 11 zakończyło się wczoraj długo wyczekiwane spotkanie prezesa sekcji piłkarskiej Warty Janusza Urbaniaka z Bogusławem Baniakiem. - Trener wypełnił swój kontrakt i rozstaliśmy się w przyjaznej atmosferze. Teraz szukamy nowego trenera - informuje Urbaniak.

Minęło kilkanaście minut i na podłodze w gabinecie Baniaka stała już wielka niebieska torba z rzeczami trenera. Obok oparty o biurko laptop w czarnym pokrowcu. - Tak wygląda nasze życie. Ciągle na walizkach - mówi szkoleniowiec. - Niektórzy młodzi trenerzy bardzo się tego boją, a ja już przeżyłem kilka rozstań z klubem. Tak to już z nami jest: dzisiaj pracujesz, jutro cię nie ma.

Baniak nie wygląda na zaskoczonego tym, że jego kontrakt z "Zielonymi", ważny do końca tego roku, nie zostanie przedłużony. Jest dumny z tego, że wypełnił umowę i z tego, że pracował w Warcie aż dwa lata i trzy miesiące. - Proszę spojrzeć - Baniak pokazuje plakaty na ścianie: to ustawiane zdjęcia Warty, Zagłębia Lubin, GKS Katowice, Górnika Łęczna, Górnika Zabrze, Arki Gdynia. - Wszystkie zdjęcia zostały zrobione, gdy przychodziłem do Warty i tylko ja dotrwałem do dzisiaj w roli trenera zespołu, z którym jestem na fotografii - mówi. - Niektórzy zostali zwolnieni nie tylko z tych klubów, które są tu na zdjęciach, ale też z kolejnych - dodaje. Faktycznie - z piłkarzami Zagłębia pozuje Czesław Michniewicz, GKS - Piotr Piekarczyk, łęcznian - Krzysztof Chrobak, Górnika Zabrze - Ryszard Wieczorek, a Arki - Wojciech Stawowy.

- Spędziłem w Warcie bardzo fajny okres - mówi Baniak. - Zaczynaliśmy właściwie od zera, a zostawiamy wartościowy zespół w szatni, odchodzę z głową do góry. Tak właśnie chciałem wyjechać z Poznania - opowiada. Pod wodzą Baniaka Warta z ligowego słabeusza w ciągu ostatniego roku zmieniła się w zespół, który potrafił napsuć krwi silniejszym od siebie. Gdyby nie kilka punktów zgubionych w ostatnich meczach w tym roku, poznaniacy byliby w czołówce. Czy żal Baniakowi, że został odwołany w połowie sezonu? Że stracił szansę bicia się o awans? - A może bym się potknął? Bo apetyty strasznie się ostatnio zaostrzyły. Na pewno jednak się nie bałem tego wyzwania. Nie odmówiłbym, gdyby była propozycja przedłużenia. Ale nie ma co gdybać, taką miałem umowę i tyle. Oby w każdym klubie można było się rozstać w tak dżentelmeński sposób - wyjaśnia Baniak.

Warta nie ma konkretnego powodu, dla którego zrezygnowała z dalszej współpracy ze szkoleniowcem. - Nie mamy wobec siebie żadnych zarzutów - mówi prezes Urbaniak. - Ale jak to bywa czasem w małżeństwie. Związek trwa ileś lat, potem nagle małżonkowie się rozchodzą. Tak jest i z nami. Wydaje mi się, że te 2,5 roku wystarczy. Dziękujemy trenerowi Baniakowi, że jesteśmy na takim miejscu, na którym jesteśmy. Do czołówki brakuje nam niewiele - opowiada. - Chcemy jednak spróbować czegoś nowego, zatrudnić nową twarz, poznać nową myśl trenerską. To nie gwarantuje nam, że będziemy się pięli do góry, możemy czasem spaść w tabeli, ale chcemy spróbować.

Być może jeszcze w tym tygodniu poznamy nazwisko nowego trenera Warty. W czwartek mają się w klubie odbyć rozmowy z najpoważniejszymi kandydatami. To przede wszystkim Marek Czerniawski, ale też Marian Kurowski, Robert Jonczyk i Czesław Jakołcewicz.