Ekstraklasa. Postrzyżyny Lecha Poznań z Piastem

- Mamy w tej chwili takie zestawienie obrony, którego w lipcu czy sierpniu nikt by nie wymyślił - mówi trener Lecha Jacek Zieliński. Wiele wskazuje na to, że przeciwko Piastowi pierwszy raz od pierwszej minuty zagra Marcin Kamiński, a Mateusz Szałek zadebiutuje w ekstraklasie. Mecz we Wronkach w sobotę o godz. 19.15
Gall Anonim w "Kronice polskiej" opisuje postrzyżyny syna Piasta kołodzieja. Chłopcom kończącym siedem lat obcinano włosy i nadawano imiona. Od tego momentu stawali się mężczyznami. Swego rodzaju "postrzyżyny" czekają w spotkaniu akurat z Piastem Gliwice młodych poznańskich obrońców. Marcin Kamiński i Mateusz Szałek mają zastąpić niezdolnych do gry Marcina Kikuta, Grzegorza Wojtkowiaka i Seweryna Gancarczyka.

Taka sytuacja nie powoduje zdenerwowania u szkoleniowca Lecha Jacka Zielińskiego. - Jestem już uodporniony na wszelkiego rodzaju stresy czy niekorzystne newsy. Praca w Lechu mnie tego nauczyła - twierdzi.

Kto konkretnie wystąpi w sobotnim meczu, tego trener zdradzić nie chce. - Jeśli w "dorosłym" składzie będą grali nastolatkowie, to tylko ci najlepsi. Może jeden, może dwóch, a może trzech [ten trzeci to Mateusz Możdżeń - przyp. red.] - opowiada trener. - Na prawej obronie może też zagrać Dimitrije Injac. Mamy dwie czy trzy możliwości - mówi Zieliński. Czy z Injacem, czy z Szałkiem na prawej stronie, skład defensywy w sobotnim meczu zagra ze sobą po raz pierwszy. Zieliński: - Mamy w tej chwili takie zestawienie obrony, którego w lipcu czy sierpniu nikt by nie wymyślił. W tydzień oni się nie zgrają, wielu rzeczy nie możemy zrobić.

Trener hamuje też zapędy dotyczące wprowadzania do składu kolejnych młodych piłkarzy. - To chcemy grać Młodą Ekstraklasą czy Ekstraklasą? Spokojnie, wszystko ma swoje granice - mówi szkoleniowiec. - Lech walczy przecież o poważne cele.

Aby skutecznie walczyć o "poważne cele", na zimę poznański klub planuje kilka wzmocnień - m.in. sprowadzenie obrońcy. Jednym z kandydatów do gry w Poznaniu, obok Tomasza Jodłowca i Macieja Sadloka, którzy w tej rundzie przeciw lechitom już wystąpili, jest Kamil Glik z Piasta. Sobotni mecz będzie miał raczej nikły wpływ na jego ewentualne przyjście do stolicy Wielkopolski. - Glika obserwujemy od lipca. To jeden z wielu zawodników na naszej liście. Ale jego sprowadzenie to nie jest taka łatwa sprawa - uspokaja szkoleniowiec Lecha.

O samym Piaście trener Zieliński wypowiada się trochę jak o bokserze umiejętnie stosującym uniki: - Mamy więcej atutów w ofensywie i chcemy zainkasować trzy punkty. Takie mecze są jednak trudne, bo trzeba trafić przeciwnika, a potem poprawić. A Piast w piłkę grać umie.

Sławomir Peszko podkreśla wagę sobotni meczu też w kontekście następnego, ostatniego w tym roku meczu z Koroną. - Jeśli wygramy w sobotę, to łatwiej będzie nam również sięgnąć po kolejne punkty za tydzień - mówi pomocnik Lecha. - Naszym celem na koniec tego roku jest pierwsza trójka. To oczywiście plan minimum, bo zdobywając sześć punktów, przy dobrych wynikach grających ze sobą rywali, możemy być nawet wyżej.

Peszko na konferencji prasowej otrzymał od kibiców... statuetkę karateki i plakat nawiązujący do filmu "Wejście Smoka". Wszystko w związku z faulem z meczu z Zagłębiem Lubin. - Od trenera dostałem karę, a od kibiców nagrodę - mówił rozbawiony zawodnik. - Wiem, że ta sytuacja w meczu z Zagłębiem wyglądała agresywnie, ale byłem trzy metry od bramki i chciałem po prostu strzelić gola. W Lubinie szkoda przede wszystkim pierwszej żółtej kartki, gdzie byłem spóźniony z interwencją.

Ruch Chorzów wykorzystał giełdową szansę. Kto następny? »