Trener Warty chce zdenerwować łódzkich rutyniarzy

Warta kontra Łódzki Klub Sportowy - dwa kluby z wielkimi tradycjami powalczą o załapanie się do ścisłej czołówki pierwszej ligi przed zimowym snem.
Tydzień po słabiutkim meczu ze Stalą Stalowa Wola, piłkarze Warty będą chcieli się zrehabilitować w spotkaniu z ŁKS. - Zgadzam się z opinią, że pierwsza połowa ze Stalą to była kompromitacja - mówi trener Warty Bogusław Baniak.

Rywale, którzy w poprzednim sezonie zajęli siódme miejsce w ekstraklasie, ale w pierwszej lidze grają z powodu braku licencji, potrafili wygrać m.in. w Szczecinie z Pogonią. Łodzianie, są też drugim (po Warcie) najskuteczniejszym zespołem pierwszej ligi. Dlatego przy Drodze Dębińskiej szykuje się ciekawe widowisko.

W zespole z Łodzi występuje dwóch zawodników znanych z gry w Lechu: Mariusz Mowlik i Damian Nawrocik. W Warcie z kolei gra dwóch byłych "ełkaesiaków". Marcin Klatt, półrocznego pobytu w Łodzi jesienią 2007 roku, nie może wspominać najlepiej, bo bramki strzelał wtedy tylko w meczach Młodej Ekstraklasy. Z kolei Sebastian Przybyszewski to wychowanek ŁKS: - Znam ich kadrę i potencjał. Przyjadą tu po zwycięstwo - mówi obrońca, który ze Stalą po raz pierwszy zagrał przez 90 minut.

Trener Bogusław Baniak porównuje zespół rywali do swojego: - Tam też drużynę tworzy połączenie rutyny z młodością - mówi. - Wyparło, Hajto, Adamski czy Mowlik to uznane nazwiska, niedawno wywalczyli przecież świetne miejsce w ekstraklasie. Do rutyniarzy zabezpieczających tyły, dochodzą takie talenty jak Gikiewicz i Świątek, którzy robią dużo szumu w ataku - opowiada szkoleniowiec.

Trener "Zielonych" twierdzi, że dla łodzian awans do ekstraklasy w tym sezonie to jak "być albo nie być": - Muszą się bić o wejście już teraz, bo miejsce w środku nie przyciągnie przecież żadnego sponsora, grają nie tylko dla klubu, ale też o pieniądze dla siebie - mówi Baniak. - Znicz czy Podbeskidzie walczyli o awans a teraz są przy strefie spadkowej. Trzeba wykorzystać koniunkturę, szansę na awans, i jest to też uwaga dla nas - twierdzi trener.

Zdaniem Baniaka, obrona ŁKS gra bardzo wysoko, co po szybkich kontrach pozwala stworzyć sytuacje jeden na jednego z bramkarzem: - Takie okazje miał nawet Motor Lublin, ale ich nie wykorzystał, bo świetnie bronił Boguś Wyparło. On czy Tomek Hajto bardzo nie lubią przegrywać, więc gdyby udało nam się objąć prowadzenie, kolejne szanse może dać ich nerwowa gra - tłumaczy Baniak, który zapowiada jedną zmianę w ofensywie. Prawdopodobnie w miejsce Pawła Iwanickiego od początku zagra Damian Pawlak.

Trener "Zielonych" najbardziej boi się jednak nie rywali, a stanu boiska. Baniak: - Płyta nie nadaje się do gry w piłkę, a rugby. Nie obrażając rugbistów.

Początek meczu w "Ogródku" dziś o godz. 13.45