Lech nie zagra w tym roku już w Poznaniu

Nie ma już szans na to, że Lech Poznań do końca roku rozegra jakikolwiek mecz na remontowanym stadionie przy Bułgarskiej. - Przykro mi, ale najważniejsze jest maksimum staranności przy wykonaniu tego stadionu - mówi Michał Prymas ze spółki Poznan Euro 2012.
- Nigdy nie byliśmy zwolennikami wpuszczania na siłę piłkarzy Lecha Poznań na plac budowy, ale Lech naciskał. Sądziliśmy, że to się uda - mówi Michał Prymas. Teraz jednak szans na rozegranie na Bułgarskiej choćby jednego z trzech tegorocznych spotkań - z Ruchem Chorzów, Piastem Gliwice czy Koroną Kielce - właściwie już nie ma.

- Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego przysłał nam pismo, które stwierdza, że w tej chwili wpuszczenie ludzi na stadion jest niemożliwe. To jednak dość oczywiste. W piśmie są warunki, które trzeba by spełnić, aby mogli oni wejść. Stoimy jednak na stanowisku, by tego nie robić, bo ważniejsza od meczów Lecha jest staranność wykonania. I to, aby nie wytwarzać na wykonawcy presji. Pod presją bowiem ludzie często się mylą - uzasadnia Michał Prymas, który podaje, że do grudnia murawa na stadionie zostanie rozłożona, ale Hydrobudowa musi jeszcze założyć parasol nad wciągnięta już na górę kratownicą i zamontować rozsuwany fragment dachu od strony drugiej trybuny. - Lepiej to robić bez piłkarzy pod nogami - dodaje.

Krzysztof Woch, rzecznik prasowy wykonawcy, czyli Hydrobudowy Polska mówi: - Decyzji o terminach czy miejscu rozgrywania meczów Lecha nie podejmujemy my, lecz ludzie odpowiedzialni za organizację i bezpieczeństwo takich imprez. My już przed tygodniem informowaliśmy, że nie gwarantujemy, iż murawa boiska będzie gotowa jesienią. Ten termin nie był zresztą zapisany w umowę z zamawiającym. Przy tak skomplikowanym przedsięwzięciu wolimy pracować w spokoju, a nie pod presją czasu. Nawet gdybyśmy zdążyli odtworzyć murawę w listopadzie, to przecież kibice i tak znaleźliby się na wielkim placu budowy.

- Gdyby komuś wtedy się coś stało, nie zostawiono by na nas suchej nitki - mówi Michał Prymas.

Arkadiusz Kasprzak, wiceprezes Lecha rozumie, że wykonanie stadionu to priorytet, ale ma pretensje o ciągłe zmiany terminu. - Gdybyśmy od początku ustalili, że nie gramy do wiosny, to inaczej by to wyglądało. A tak jesteśmy co kilka dni zaskakiwani zmianą. Każda firma, także Lech jest oparta na planowaniu. Nie wytwarzamy żadnej presji na wykonawcę, ale domagamy się precyzji i jasnych terminów.

Michał Prymas: - Stadion i tak miał być przecież zamknięty przez jedną rundę. Początkowo planowaliśmy, że będzie to runda wiosenna, ale ostatecznie nastąpiła tylko zamiana wiosny na jesień. Nie budujemy tego stadionu dla Legii czy Wisły, ale dla Lecha, a Lech nie dokłada do tego ani złotówki.

Klub przezornie przygotował już wcześniej dokumenty potrzebne do organizacji tych trzech meczów we Wronkach. Teraz będą jak znalazł.

- Dla nas najważniejsza jest teraz jasna sytuacja co do wiosny. Musimy być pewni, że gramy w marcu na Bułgarskiej. Bo trawa potrzebuje nieco czasu bez mrozu, by wzejść - mówi wiceprezes Kasprzak.

- Ja uważam, że tak, ale oczywiście nikt za to reki odciąć sobie nie da - mówi Michał Prymas. - Gdyby jednak wówczas okazało się to niemożliwe, to wtedy Lech będzie miał prawo do ubiegania się o odszkodowanie.

Krzysztof Woch z Hydrobudowy mówi jednak: - Mogę zapewnić, rozwiewając wątpliwości na ten temat, że będziemy w stanie odpowiednio przygotować do tego czasu murawę.