Afera hazardowa uderza w Lecha! Klub straci sponsora

- Będziemy zmuszeni do wycofania się ze wspierania Lecha Poznań - twierdzi BetClic. Premier Donald Tusk zapowiedział wczoraj zakaz prowadzenia zakładów bukmacherskich przez internet


Tusk na konferencji prasowej przedstawił założenia do projektu ustawy o grach i zakładach wzajemnych, tzw. hazardowej. Słynnej ustawy, bo pracą nad nią towarzyszyła afera hazardowa, która kosztowała stanowiska dwóch ministrów, w tym ministra sportu. Teraz afera hazardowa może trafić rykoszetem np. w Lecha.

Projekt ustawy ma być gotowy najpóźniej za dwa tygodnie. Tusk zapowiedział wprowadzenie całkowitego zakazu gier hazardowych w sieci. Na bukmacherów internetowych padł blady strach. - Zostaliśmy wrzuceni do jednego kotła z całym hazardem, także z niesławnymi jednorękimi bandytami. Nie chcemy być kojarzeni z "Grzesiami" i "Rysiami" - mówią. - Jest presja społeczna, by rząd zrobił z hazardem porządek, dlatego prace nad ustawą toczą się w pośpiechu.

Strach padł też na Lecha. Konsekwencje zakazu dla niego bowiem łatwo przewidzieć. - Będziemy zmuszeni do wycofania się ze wspierania Lecha Poznań - mówi Tomasz Włodarczyk, public relations manager BetClica, firmy, która latem została sponsorem strategicznym "Kolejorza". Płaci mu rocznie ok. 4 mln zł, co daje ponad jedną czwartą wszystkich wpływów Lecha od sponsorów. - Podpisaliśmy najlepszą umowę sponsoringową, jeżeli chodzi o klub piłkarski w Polsce - mówi Michał Lipczyński, dyrektor marketingu Lecha. - W czasach kryzysu trudno znaleźć sponsora, który wyłoży takie pieniądze. Jeśli ustawa przejdzie, ta umowa zostanie rozwiązana.

Nie dotyczy to tylko Lecha. Sponsora z branży bukmacherki internetowej ma również Wisła Kraków. To Bet-at-home. Piłkarze Lecha i Wisły biegają z reklamami e-bukmacherów na koszulkach jako pierwsze kluby w Polsce. Jest to możliwe, choć w Polsce nie wolno reklamować i propagować zakładów internetowych, nawet przedstawiać ofert. Prawo nie zabrania jednak reklamowania samej marki czy logo. Na strojach piłkarzy widnieje więc tylko reklama nazwy firmy.

Tyle wolno. Natomiast zgody na przedstawianie i reklamowanie zakładów nie ma za to żadna polska firma - bukmacherzy, którzy kierują oferty do polskich kibiców to firmy zarejestrowane najczęściej na Malcie i w Gibraltarze. Co ważne, nielegalne jest także w Polsce uczestniczenie w takich zakładach. Kto więc klika, naraża się na dwuletnie więzienie i grzywnę w wysokości 720 dniówek. Nikt dotąd nie został za to skazany, choć doskonale wiadomo, że kibice grają w sieci.

Teraz rząd chce zacząć skutecznie karać za obstawianie w internecie (m.in. poprzez śledzenie połączeń z zagranicznymi serwerami i przelewów pieniężnych na zagraniczne konta - jak zapowiedział wczoraj premier Tusk). No i chce zabronić dopuszczalnej dziś reklamy.

Bukmacherzy oczekują czegoś zupełnie odwrotnego - legalizacji. - Czym różni się gra u bukmachera w internecie od zakładów w punktach przyjęć? - pytają.

- Dziś operujemy w Polsce na podstawie umowy o swobodnym przepływie towarów i usług. Mamy legalną licencję na naszą działalność wydaną na terytorium Unii Europejskiej - mówią w BetClic. Jednakże wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z początku września br. pozwala krajom Unii na ograniczenie działalności takich firm.

Lech miał już problem ze swoim sponsorem przy okazji sierpniowego meczu w Lidze Europejskiej w Brugii. Belgowie radzili Lechowi, by zagrał w innych koszulkach niż tych, z reklamą BetClica. Powoływali się na przepisy obowiązujące w ich kraju i straszyli karą sięgającą kilkudziesięciu tysięcy euro. Gospodarze przypominali też, że podobny problem miał w Belgii dzień wcześniej Olympique Lyon (ma tego samego sponsora, co Lech), który grał z Anderlechtem Bruksela. - Bierzemy konsekwencje na siebie - zapewnili wówczas Lecha szefowie BetClica. W obu przypadkach drużyny zagrały w Belgii w swoich normalnych strojach, z reklamą bukmachera.