Sport.pl

Sławomir Peszko: Nie chcę już kartek

Sławomir Peszko to nie tylko piłkarz miesiąca w plebiscycie Canal Plus i spółki Ekstraklasa SA. To także lechita, który jest obecnie w najlepszej formie
Ekstraklasa.tv: Peszko bezcenny dla Lecha Poznań »

Piotr Leśniowski, Radosław Nawrot: Czy chciałbyś być kiedyś trenerem?

Sławomir Peszko: Nie. Nie wiem, nie myślałem o tym. Dlaczego?

Zastanawiamy się, czy jako trener chciałbyś mieć w zespole takiego piłkarza jak ty? Przydatnego, ale którego brakuje w decydujących momentach, bo tu dostaniesz jakąś głupią kartkę, albo złapiesz kontuzję po jakimś ambitnym wślizgu. Tak było przecież z Udinese, tak było w rewanżu z FC Brugge...

- Gdybym miał takiego gracza jak ja, to chciałbym go mieć w każdym meczu. Gdybym był przydatny tak jak, mam nadzieję, teraz jestem. Gdyby jednak taki gracz łapałby kartki jak ja, to też bym go ganił.

Tak się właśnie dzieje?

- Miałem już jedną rozmowę z trenerem Zielińskim. Oczywiście nie był zadowolony, że pauzuję w ważnym meczu. Cóż, nie każdy przeżywa taką radość jak ja, gdy pada zwycięski gol w 93. minucie. To trzeba po prostu czuć.

A trener Smuda jak reagował na takie kartki z powodu radości?

- Krzyczał dużo. Teraz trener Zieliński nie krzyczał, bo wszyscy dopiero na drugi dzień dowiedzieliśmy się, że pauzuję w rewanżu z FC Brugge. A pamiętam przecież mecz z Austrią Wiedeń, gdy 4:2 wygrywamy i Rafał Murawski, a za nim siedmiu piłkarzy, wisi z radości na płocie. I nikt wtedy kartki nie dostał. Podobna sytuacja, nawet podobna faza rozgrywek pucharowych. No, ale od trzech kolejek już żadnej kartki nie dostałem.

Rozmowa podziałała wychowawczo?

- Pojawiły się przemyślenia. Pomyślałem, że zabrakło mnie w ważnym meczu, za chwilę może mnie zabraknąć w kolejnym. Bez sensu. Tylko żeby było jasne - żadnej nogi nie odstawiam. Po prostu kalkuluję.

Nowa taktyka trenera Zielińskiego premiuje ciebie i Jakuba Wilka.

- Tak, to szerokie ustawienie jest dla nas korzystne. Ja mam warunki typowo ofensywne, po prostu wykorzystuję swoją szybkość i grę jeden na jednego. Wcześniej schodziłem do środka pola, a tam często był tłok. A ja nie jestem jakimś wielkim playmakerem. Od tego jest Semir [Stilić] czy tam Dima [Injac], wcześniej był "Muraś" [Rafał Murawski]. Oni to dobrze robili. Ja po prostu muszę grać na skrzydle, szeroko ustawiony, jakąś piłkę na dojście, na dobieg, zamknąć akcję. To jest mój styl, to jest moja ulubiona gra. Już wcześniej tak grałem, w Wiśle Płock.

Czyli, z twojego punktu widzenia, ta zmiana taktyki to zmiana na lepsze?

- Tak, ale wcześniej też nie mogłem narzekać, bo przecież grałem regularnie w zespole. Widocznie też spełniałem wymagania trenera.

Ty zyskujesz na tym nowym ustawieniu, ale czy cały Lech na nim nie traci? Nie gra już tak efektownie.

- Kiedy wygrywaliśmy pierwsze mecze sezonu, styl nie był tak dobry, ale wtedy mieliśmy wyniki po 5:0 czy 6:1. Mówiło się wtedy, że gramy superofensywnie.

A teraz co się stało?

- W meczu z Polonią Warszawa, przy 2:2 mieliśmy ich na widelcu i wtedy ja wykluczyłem się z gry. Wtedy zespół przegrał w dużej mierze przeze mnie. W starciu z Cracovią przegraliśmy 0:1 po najgorszym chyba pojedynku, jaki pamiętam po moim przyjściu do Lecha. Kiedyś musiał się taki mecz zdarzyć. Ten zły okres chyba jednak jest już za nami. Nawet ta porażka w ostatnim... tfu, zwycięstwo w ostatnim meczu z Odrą Wodzisław, choć skromne, to jednak jest dla nas ważne. Że nie straciliśmy gola, że stworzyliśmy sytuacje.

Skoro jednak przejęzyczyłeś się przy porażce z Odrą, to znaczy, że podświadomie nie jesteś do końca zadowolony z tego meczu.

- Nie, bo chcieliśmy wygrać ze 3:0. Jeszcze Piotr Piechniak zszedł z boiska i było o wiele więcej miejsca i łatwiej o sytuacje. Brakowało ostatniego podania, koncentracji. Każdy się oczywiście cieszył, że są trzy punkty, ale tak naprawdę chcieliśmy wyżej wygrać. Bardziej przekonująco. Żeby było naprawdę widać, że Lech jest najlepszy. Każdy z nas umie grać w piłkę, ma spore umiejętności, a jednak czasem nie potrafimy wymienić kilku podań.

Na Odrę taka gra wystarczyła, ale na Legię może to być za mało.

- Na pewno zagramy inaczej niż z Odrą. Nie wiem jeszcze, jak trener to ustawi, ale na pewno się nie cofniemy. Nie będzie tak jak w Białymstoku, gdy cofnęliśmy się, graliśmy tylko w środku i nagle zrobiło się 2:0 dla Jagiellonii. Zagramy tak jak w pierwszych meczach i agresywnie zaatakujemy przeciwnika. To zawsze skutkuje, aczkolwiek grozi tym, że jedno długie podanie, złe przesunięcie i rywal wyjdzie sam na sam. Mówicie - Legia... Legia wygrała teraz 2:0 z Lechią, ale gdyby w naszym meczu Robert [Lewandowski] strzelił, gdybym ja wykorzystał swoją okazję, to wtedy nasz wynik mógł inaczej wyglądać.

Zagraliście pierwszy mecz bez Manuela Arboledy. Zastąpił go Ivan Djurdjević. Nie ma kłopotu?

- Jest kłopot. "Manu" jest świetnym obrońcą, jednym z lepszych w kraju. Na pewno go brakuje, ale jakoś sobie poradziliśmy. Ivan zagrał już w Kielcach jako stoper i nieźle wyglądał. Potem wypadł, bo wrócił Bartek Bosacki, ale nadal, gdy jest potrzeba, daje sobie radę na tej pozycji.

Przywiązujesz wagę do nagrody piłkarza miesiąca, którą dostałeś przed meczem z Odrą?

- Do tej akurat - bardzo. To jest nagroda, którą przyznają trenerzy, kapitanowie i obserwatorzy Canal Plus. Dlatego ich werdykt bardzo mnie cieszy.

Kiedyś wymieniało się jednym tchem wielu wyróżniających się piłkarzy Lecha. Teraz zostałeś chyba tylko ty. O poprzednich mówiło się w kontekście wyjazdów zagranicznych. Ty też o tym myślisz?

- Nie myślę, bo gracze, którzy wcześniej chcieli wyjeżdżać - np. Semir Stilić - chyba mają pierwszeństwo w wyjeździe, skoro teraz mieli zablokowaną drogę. Wątpię, aby blokowano im ją ponownie, np. za rok. Ja na razie dobrze się tutaj czuję; w Lechu jestem dopiero drugi rok, zacząłem go chyba lepiej niż pierwszy.

Latem zagraniczne kluby się jednak tobą interesowały.

- To były tylko pogłoski o Hercie Berlin. Jakiś niemiecki dziennikarz coś tam napisał, że być może przydałby się jej taki zawodnik jak ja. Tylko tyle. Nic konkretnego. Jeśli klub zagraniczny interesuje się piłkarzem, to jest to miłe, ale nie można zwariować. Gdy ktoś mówi, że jest się wartym np. 10 milionów euro, to przecież to są niewyobrażalne sumy.

Jak długo jesteś skłonny zostać w Lechu?

- Jeśli będziemy walczyć o mistrzostwo i będą europejskie puchary, to mogę tu grać cały czas.

Czy obecny Lech jest mocniejszy od tego, z zeszłego sezonu?

- Wtedy graliśmy w fazie grupowej Pucharu UEFA, ale w lidze byliśmy mniej więcej na tym samym miejscu, więc prezentowany przez nas poziom ligowy został ten sam.

A ty czujesz się mocniejszy?

- Tak. Czuję się fizycznie dobrze, choćby dlatego, że jestem tu drugi rok. Wtedy walczyłem o skład; udało się. Teraz chciałbym odgrywać w zespole istotniejszą rolę. A zespół? Wydaje mi się, że mimo tej straty "Murasia", on będzie mocniejszy. Był jakiś kryzys, gdy nie mogliśmy wygrać dwóch czy trzech meczów. Nic dziwnego, że nas gonili w prasie, bo jak to możliwe, żebyśmy nawet bramki nie mogli strzelić na Cracovii. Każda drużyna musi mieć jakiś kryzys. Wisła Kraków też już pewnie nie wygra sześciu meczów z rzędu. Mamy teraz mecz z Legią i on pokaże, na co nas stać. Czy jesteśmy mocniejsi czy słabsi niż rok temu. Zobaczymy... Wtedy było 1:1...

A reprezentacja? To chyba żadna przyjemność grać teraz w kadrze? Żartowaliśmy nawet, że gdy zobaczyliście, że we Wronkach jest trener Stefan Majewski, to robiliście wszystko, żeby nie dostać powołania na te dwa ostatnie mecze eliminacji.

- Kadra to kadra. Ja bym zawsze tam chciał jeździć. Bardzo bym chciał dostać powołanie.

A czy trener Majewski to dobry szkoleniowiec reprezentacji Polski?

- Nie wiem. Nie miałem z nim nigdy styczności. Na razie trener jest bardzo tajemniczy.