Prezes Warty zapłaci za "Zieloną Rewolucję"? Sprawa w sądzie

Izabella Łukomska-Pyżalska odmieniła Wartę Poznań pod hasłem "Zielona Rewolucja". Ale jego autorowi, który żąda 20 tys. zł, nie zamierza płacić, bo twierdzi, że hasło wymyślił jej mąż.
Dwa lata temu piłkarska Warta Poznań była bankrutem: drużynie płacono z poślizgiem, a zawodnicy jeździli na mecze nie autokarem, lecz własnymi samochodami. Ale nagle wszystko się zmieniło: długi wobec piłkarzy spłacono, wyremontowano szatnie, drużynę wysłano na zagraniczny obóz.

Za rewolucją stała Izabella Łukomska-Pyżalska, była modelka goszcząca na okładkach "Playboya" i współwłaścicielka firmy deweloperskiej Family House. Została prezesem klubu i od razu wyłożyła pieniądze na potężną akcję marketingową pod hasłem "Zielona Rewolucja" (bo takie są barwy Warty Poznań). Wstęp na mecze był darmowy, na stadionie rozdawano szaliki i kiełbasę.

Na gali w poznańskim kinie Kinepolis jako autor hasła "Zielona Rewolucja" przedstawiony został bydgoski dziennikarz Józef Herold. - Tę rewolucję prowadzi nie generał obwieszony orderami, a piękna młoda kobieta - stwierdził.

Mąż nie chciał medialnego rozgłosu

Potem jednak drogi Herolda i Pyżalskiej się rozeszły, by teraz skrzyżować się ponownie na sali poznańskiego sądu. Herold żąda bowiem 20 tys. zł za wymyślenie hasła "Zielona Rewolucja". Pyżalska płacić mu nie zamierza, bo twierdzi, że hasło tak naprawdę wymyślił jej mąż Jakub, a dziennikarz tylko zasugerował jego wybór. Dlaczego zatem to jego przedstawiano jako autora? Mąż pani prezes nie chciał podobno medialnego rozgłosu. W tym czasie był oskarżony o udział w gangu i napad na ciężarówkę z papierosami. Z tych zarzutów został uniewinniony, ale dostał wyrok w zawieszeniu za handel skradzionymi papierosami.

Agnieszka Bagińska, adwokat reprezentująca prezes Warty, przekonywała w poniedziałek w sądzie, że hasło "Zielona Rewolucja" nie może podlegać ochronie prawami autorskimi, bo nie cechuje się oryginalnością. Problem w tym, że hasło wraz z nazwą klubu wykorzystano w logotypie zaprojektowanym przez Macieja Herolda, syna dziennikarza. Mecenas Bagińska podniosła jednak, że nie ma dowodów, by syn niebędący stroną procesu przeniósł prawa na ojca.

Biegły: klub powinien zapłacić

W sądzie zeznawał w poniedziałek biegły od ochrony patentowej, który wartość hasła i logotypu wycenił na 20 tys. zł, jak chciał Józef Herold. Klub powinien zapłacić tyle za przejęcie praw autorskich i możliwość wykorzystywania znaku. - Twórca najlepiej wie, jaką jego dzieło ma wartość. Przyjąłem taką kwotę, bo w aktach nie było informacji, w jaki sposób ten znak był potem wykorzystywany - zeznawał biegły. Wyjaśniał, że są kluby piłkarskie, które umieszczają swoje logotypy na pamiątkach i gadżetach. Ich autorzy mogliby wtedy domagać się udziału w zyskach.

Prezes Warty nie pojawiła się na rozprawie. W ostatnich miesiącach ograniczyła finansowanie Warty, a klub broni się przed spadkiem do niższej ligi. Józef Herold i jego adwokat nie chcieli rozmawiać z dziennikarzami.

Sąd ogłosi wyrok 20 maja.